ORLEN Liga: W hicie bez uniesień – Chemik Police – Atom Trefl Sopot

Chemik Police pokonał Atom Trefl Sopot 3:0. Policzanki utrzymały pozycję lidera Orlen Ligi i w bieżących rozgrywkach jeszcze nie przegrały.

Podobnie jak w przypadku pierwszego spotkania obu zespołów lepiej w mecz wszedł PGE Atom Trefl Sopot. Przyjezdne cierpliwie przebijały piłkę rywalkom i czekały na ich błędy. Grały bardzo ambtnie w obronie. Co ciekawe, wszystko to bez Izabeli Bełcik, która rozpoczęła na ławce rezerwowych. Nie najlepiej wyglądała skuteczność Anny Werblińskiej. Kapitan Chemika Police nie skończyła trzech ataków z lewego skrzydła i trener Giuseppe Cuccarini poprosił o czas (6:10). Przyjmująca mistrzyń Polski szybko zrekompensowała się w polu serwisowym. Przy jej silnej, odrzucającej od siatki zagrywce gospodynie wyszły na prowadzenie (12:11). Lorenzo Micelli szybko zdecydował się na zmianę. Katarzynę Zaroślińską zastąpiła Anna Miros. Roszada niewiele pomogła. Chemik zaczął łapać luz i budować przewagę. Coraz lepiej wyglądała gra blokiem. Policzanki zwyciężyły 25:21.


Drugą partię również lepiej zaczęły przyjezdne. Po asie serwisowym Zuzanny Efimienko  prowadziły 4:1. Przewaga przyjezdnych utrzymywała się do połowy seta. Później Chemik wykorzystał kilka ważnych kontr, głównie za sprawą skutecznych ataków Any Bjelicy. W trakcie drugiej przerwy technicznej siatkarki z Polic prowadziły trzema punktami. Najciekawsza akcja miała miejsce przy stanie 18:16. Obie drużyny kilkakrotnie atakowały i kiwały, jednak wszystko udawało się podbić. Finalnie skutecznym zbiciem z krótkiej popisała się Agnieszka Bednarek-Kasza. Trener Micelli poprosił o czas. Po trudnych serwisach Klaudii Kaczorowskiej „Atomówki” odrobiły straty (23:23). Bohaterka poprzednich akcji zepsuła atak z drugiej linii w kluczowym momencie i Chemik wygrał 25:23.

Trzecia odsłona była najbardziej zacięta, przynajmniej na początku. Obie drużyny kończyły swoje ataki w pierwszej akcji i rywalizowały punkt za punkt (14:14). W tym momencie policzanki włączyły blok. Trzy skuteczne ściany z rzędu pozwoliły zbudować przewagę. Gra zaczęła się układać, rywalki straciły wiarę w zwycięstwo. Chemik wygrał 25:21 i bardzo pewnie wygrał spotkanie, które miało być hitem czternastej kolejki.

Chemik Police – Atom Trefl Sopot 3:0 (25:21, 25:23, 25:21)

Chemik:
Glinka-Mogentale, Werblińska, Veljković, Bednarek-Kasza, Ognjenović, Bjelica, Zenik (l.) Jagieło, Malagurski

Atom:
Leys, Efimienko, Kaczmar, Cooper, Kaczorowska, Zaroślińska, Durajczyk (l.) Miros, Łukasik

MVP:
Agnieszka Bednarek-Kasza

PlusLiga: Trzy sety, ale emocji na cały sezon Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle

W 18. kolejce PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów pokonała ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:0. Emocji jednak nie brakowało, a dostarczyły je kontrowersyjne sytuacje z udziałem zawodników gości oraz sędziów.

Kontuzja przekreśliła szanse na udział w spotkaniu Dawida Konarskiego. Poza kadrą meczową znalazł się także Michał Żurek. W ekipie gości zabrakło narzekającego na urazPawła Zatorskiego i kontuzjowanego w starciu z PGE Skrą Bełchatów, Michała Ruciaka.

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Resovii, która po kiwce w 8. metr Jochena Schoepsa i bloku Piotra Nowakowskiego prowadziła (8:5). Obie drużyny praktycznie nie popełniały błędów, a akcje kończyły się po pierwszym ataku. Przewaga Pasów znacznie urosła po punktowych zagrywkach Marko Ivovicia (20:10). Goście nie potrafili zatrzymać rzeszowian na siatce. W końcówce coraz słabiej przyjmował Krzysztof Zapłacki. ZAKSA miała jeszcze krótki zryw, ale w pierwszym secie na walkę było już za późno (25:13).

W drugiej partii na boisku pozostał wprowadzony w końcówce Nimir Abdel-Aziz. Podopieczni Sebastiana Świderskiego przy mocnej zagrywce Dicka Kooya odskoczyli (4:8). ZAKSA podejmowała ogromne ryzyko w polu zagrywki, które przynosiło efekty. Gospodarze nie oddawali punktów w przyjęciu bezpośrednio, ale byli odrzuceni od siatki. Resovia była już blisko remisu, ale potem to straciła przez brak odbioru zagrywek Kooya (12:16). Andrzej Kowal wymienił niemal połowę składu. Kędzierzynianie mieli prowadzenie, ale w ataku nie mógł sobie poradzić Dominik Witczak. W końcówce emocje sięgnęły zenitu przez wideoweryfikacje, które były rozstrzygane na korzyść Resovii. W końcówce napięcia nie wytrzymał Paweł Zagumny, który po jednej z kapitalnych akcji w obronie rywali, po której Łukasz Perłowski i Nikołaj Penczew w nieprawdopodobny sposób podbili piłkę, uderzył ręką w słupek sędziowski. Rozgrywający został ukarany czerwoną kartką, która zakończyła seta (25:22).

Na starcie trzeciej odsłony ponownie dał znać o sobie Ivović i jego zagrywki (10:6). Znów jednak górę wzięły emocje pozasportowe. Po jednej z zepsutych zagrywek Jurij Gladyr prowokował publiczność na Podpromiu. Środkowy został „nagrodzony” porcją gwizdów oraz żółtą kartką od sędziego, któremu za to podziękował wymownymi oklaskami. Rzeszowianie prowadzili, a wybita z rytmu ZAKSA nie mogła się skupić na grze. Ivović i Schoeps byli niezwykle skuteczni w ofensywie. Resovia kontrolowała mecz i spokojnie dowiozła wygraną do końca (25:12). Dzięki tej wygranej, wicemistrzowie Polski pozostali na pozycji lidera PlusLigi.

Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:13, 25:22, 25:12)

Resovia: Drzyzga, Ivović, Nowakowski, Schoeps, Penczew, Perłowski, Ignaczak (libero) oraz Tichacek, Buszek, Lotman

ZAKSA: Zagumny, Kooy, Gladyr, Witczak, Loh, Kaźmierczak, Zapłacki (libero) oraz Abdel-Aziz, Rejno, van Dijk

MVP: Marko Ivović

PlusLiga: Roberto Santilli: najpierw trzy zwycięstwa, potem rozmowy o przyszłości

clip_image001

Włoski szkoleniowiec przejął MKS Banimex Będzin 31 grudnia. Dwa dni później stoczył pierwszy ligowy bój, przeciwko byłej drużynie z Jastrzębia Zdroju. – To był dla mnie wyjątkowy pojedynek, bo z Jastrzębiem wiążą mnie same dobre wspomnienia. Ale teraz skupiam się wyłącznie na nowym zespole i nowym wyzwaniu – stwierdził.

PlusLiga: Kilka dni temu został pan trenerem Banimexu Będzin. Pierwszy mecz w nowej roli przyszło panu rozegrać przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi, w którym pracował pan kilka lat temu…

Roberto Santilli: I co zabawne, podczas podpisywania protokołu meczowego odruchowo chciałem złożyć swój podpis po jastrzębskiej stronie…dopiero po chwili zorientowałem się, że to nie moja drużyna. To był dla mnie wyjątkowy pojedynek, bo z Jastrzębiem wiążą mnie same dobre wspomnienia. Przede wszystkim jednak skupiłem się na obserwowaniu swojego nowego zespołu, na tym jak poszczególni zawodnicy reagują w sytuacji meczowej.

– Przed przyjazdem do Polski powiedział pan, że jedzie do swojej drugiej Ojczyzny. Aż tak czuje się pan związany z naszym krajem?

– Zawsze to powtarzam, bo taka jest prawda. W 2007 roku, po kilku miesiącach pracy w Jastrzębiu powiedziałem, że Polska to mój drugi dom i w tej materii nic się nie zmieniło. To najodpowiedniejsze miejsce do granie w siatkówkę i każdy kto może u was pracować, powinien być szczęśliwy. Oczywiście, moje drugie doświadczenie z polską ligą będzie znacznie trudniejsze niż pierwsze, bo czeka mnie wielkie wyzwanie, ale niezmiennie cieszę się, że znów tutaj jestem.

– Po zakończeniu mistrzostw świata, podczas których  pracował pan z reprezentacją Niemiec powiedział pan, że potrzebuje kilka miesięcy przerwy, odpoczynku. Teraz przyszedł ten właściwy moment?

– Miałem pewne rodzinne problemy, które narastały i musiałem poświęcić czas by je rozwiązać. W międzyczasie otrzymałem ofertę pracy od jednego z włoskich żeńskich klubów, ale nie przyjąłem jej, nie byłem gotowy. Potem skontaktował się ze mną klub z Będzina i wykazał się sporym uporem w ściągnięciu mnie do Polski. Zastanawiałem się dość długo, ale ostatecznie postanowiłem spróbować pomóc będzińskiej drużynie.

– Zdecydował pan także o kontynuacji pracy z niemiecką kadrą?

– Tu sytuacja jest bardziej skomplikowana i zależy przede wszystkim od finansów tamtejszej federacji. Jak pani pewnie wie, Niemcy nie łożą zbyt wiele na siatkówkę i nawet zdobycie przez nich brązowego medalu mistrzostw świata nic nie zmieniło. Przynajmniej do chwili obecnej. To dziwne, bo gdy myślimy o Niemczech, myślimy o bogatym kraju. Nic bardziej mylnego – nie ma tam silnej ligi, nie ma porządnego budżetu. Dlatego też Vital Heynen zdecydował, że kadra nie zagra w tegorocznej Lidze Światowej, bo nie jest w stanie – także ze względu na dość ubogie zasoby ludzkie – zagrać i w LŚ i w Igrzyskach Europejskich, które będą rozgrywane równolegle. Niemcy to nie Polska, nie mają 25 zawodników na wysokim poziomie, trzeba więc było coś wybrać.

– Wróćmy do PlusLigi. Zostanie pan w Będzinie tylko do końca sezonu czy dłużej?

– Przyznam, że rozmawialiśmy o długoterminowej umowie, ale ja na razie nie chciałem podejmować wiążących decyzji. Podpisałem kontrakt do końca trwających rozgrywek. W tym czasie mam pomóc drużynie w wygraniu co najmniej trzech spotkań, abyśmy spełnili jeden z warunków pozostania w PlusLidze na kolejny sezon – pięć zwycięstw. Jeśli to się uda, to po zakończeniu zmagań podejmiemy rozmowy na temat przyszłości.

– W kuluarach mówi się, że włodarze z Częstochowy chętnie widzieliby pana u siebie w przyszłym sezonie. To prawda?

– Nic mi na ten temat nie wiadomo, naprawdę. Jedyny polski klub, z którym się kontaktowałem, to Będzin. Jedyne co wiem na temat Częstochowy, to że niedawno związał się z nimi kontraktem mój serdeczny przyjaciel Guillaume Samica i już nie mogę doczekać się spotkania z nim.

– Na razie podjął pan spore ryzyko przejmując ostatnią ekipę w klasyfikacji PlusLigi.

– Ryzyko podjąłbym wtedy, gdybym miał coś do stracenia. Nie wydaje mi się żebym, nawet przy najgorszym scenariuszu, stracił moją reputację. Na swoją opinię pracowałem latami, także w Polsce pokazałam się chyba z dobrej strony, taką przynajmniej mam nadzieję. Teraz mam do wykonania rzeczywiście trudne zadanie, ale nie obawiam się  tego, podobnie jak nie obawiam się, że w razie niepowodzenia ucierpi mój prestiż. Gdybym miał takie podejście, nie miałbym czego szukać w tym zawodzie. Uwielbiam trudne wyzwania, taki już jestem. Mam świadomość, że w PlusLidze jest kilka zespołów, cztery, może pięć, których poziom znacznie różni się od tego co prezentują ostatnie cztery w tabeli – Częstochowa, Bielsko, Kielce i Będzin. Dlatego najpierw musimy poprawić własny poziom, grać bardziej stabilnie, a dopiero potem myśleć o wygrywaniu z takimi drużynami jak choćby Jastrzębski Węgiel. Ostatni mecz ligowy pokazał  jak trudno rywalizować z zespołem, który świetnie zagrywa, dobrze blokuje. Do tego ma Michała Masnego, który im jest starszy, tym lepiej rozrzuca piłki.

– Jesteśmy w połowie rozgrywek, drużyna ma już  swój styl, swoje nawyki. Można coś teraz zmienić?

– Mam nadzieję. Gdybym w to nie wierzył, nie wziąłbym tej pracy. Oczywiście, jeśli zespół przegrywa 16 z osiemnastu rozegranych meczów, to coś niedobrego dzieje się w głowach, zawodnicy tracą wiarę, pewnie także i chęci. To jest najważniejsze zadanie dla mnie – żeby przerwać marazm, żeby odbudować w chłopakach wiarę w zwycięstwo, a dopiero potem rozpocząć pracę nad aspektami technicznymi. Dokonałem już pewnych zmian, ale potrzebujemy czasu.

– Jakie to zmiany?

– Przede wszystkim Jakub Oczko gra jako pierwszy rozgrywający, gramy z jednym libero i z Maciejem Pawlińskim w wyjściowej szóstce. Próbuję zbudować jakby inną tożsamość drużyny, inną organizację gry. Oczywiście, nie jestem magikiem, ale zrobię co w mojej mocy. Myślę, że za jakieś dwa tygodnie powinny być widoczne pierwsze rezultaty, ale mam nadzieję, że stanie się to już w rywalizacji z Lotosem.

– Aktualnie w PlusLidze pracuje aż siedmiu zagranicznych trenerów. We Włoszech takie proporcje chyba nie byłyby możliwe?

– Absolutnie nie, ale tylko dlatego, że mamy ogromną ilość własnych szkoleniowców, tak wielką, że coraz częściej muszą szukać pracy poza krajem. Pamięta pani co mówiłem w 2007 roku, gdy przyjechałem do Polski po raz pierwszy? Wtedy wszyscy znajomi we Włoszech stukali się po głowach i pytali czy aby na pewno wiem co robię. Wiedziałem i to doskonale. Zawsze obserwowałem zagraniczne ligi, śledziłem sytuację wokół siatkówki, czułem, że to może być doskonałe miejsce do pracy. Teraz wszyscy chcą pracować w Polsce.

– Jeśli nie skuszą ich bajecznymi kontraktami Rosjanie ….

– Niektórzy wybierają Rosję, inni Polskę. Co najważniejsze, nasi trenerzy otworzyli się na świat, zaczęli dostrzegać korzyści z pracy poza granicami kraju. Proszę mi wierzyć, że w Italii jest spora grupa szkoleniowców, którzy chętnie przyjechaliby tutaj.

– Polscy trenerzy uważają, że kluby dają zagranicznym fachowcom większy kredyt zaufania, że są oni bardziej doceniani. Jakie są pana doświadczenia w tej kwestii?

– Trudno mi ocenić tę sytuację. Jedno co mogę powiedzieć, to że w Jastrzębskim Węglu otrzymałem sporo zaufania i wypracowałem sobie niezłe relacje z prezesem. Zresztą po meczu z Będzinem serdecznie się przywitaliśmy. Ale też przyjechałem wtedy do Polski z pełną świadomością swojej wartości, wiedziałem co chcę osiągnąć i jak to zrobić.

ORLEN Liga: hit kolejki w Szczecinie: Chemik Police – Atom Trefl Sopot

policeChemik Police nie przegrał jeszcze żadnego spotkania w bieżącym sezonie Orlen Ligi. Zmienić ten stan rzeczy postara się Atom Trefl Sopot. Początek niedzielnego pojedynku o godzinie 17.

PGE Atom Trefl Sopot do pierwszego w klasyfikacji Chemika Police traci pięć punktów. Jest jedną z dwóch drużyn, które w tym sezonie potrafiły mistrzyniom Polski zagrozić. W pierwszej rundzie sopocianki prowadziły już 2:0, jednak nie potrafiły utrzymać koncentracji i przegrały 2:3. Znakomicie w tamtym spotkaniu zaprezentowała się Brittnee Cooper. Środkowa zdobyła 26 punktów. Imponowała skocznością, dynamiką i skutecznością.

W ostatnich pojedynkach ligowych Atom grał dość nierówno. Ze słabszymi rywalami nie potrafił utrzymać koncentracji. „Atomówki” w trzech ostatnich meczach ligowych na własnym parkiecie wygrywały 2:0, jednak żadnego z tych pojedynków nie zwyciężyły bez straty seta. – Rozbijałyśmy się o siebie, nie potrafiłyśmy utrzymać koncentracji, dlatego pozostaje drobny niedosyt – mówiła Izabela Bełcik, rozgrywająca.

Chemik radzi sobie znacznie lepiej. Policzanki wygrywają przekonująco i nie mają problemu z zeszłego sezonu, czyli braku skuteczności w trzecim secie. W ostatniej kolejce podopieczne Giuseppe Cuccariniego pewnie zwyciężyły w meczu wyjazdowym zImpelem Wrocław 3:0. Policzanki w trzynastu spotkaniach Orlen Ligi straciły zaledwie pięć setów. Dla porównania Atom przegrał ich 14.

Główną bronią przyjezdnych będzie Katarzyna Zaroślińska. Atakująca z Sopotu jest w dobrej formie. Od kilku spotkań utrzymuje skuteczność i jest drugą najlepiej punktującą ligi. Gdyby nie uraz z początku sezonu zapewne znajdowałaby się o miejsce wyżej. W 45 rozegranych setach zdobyła już 222 oczka (blisko pięć punktów w każdej partii).  W barwach gospodyń trudno jest wyróżnić jedną siatkarkę. Od kilku kolejek w świetnej formie jest Anna Werblińska, którą śmiało można uznać za jedną z najwszechstronniejszym zawodniczek ligi. Jest jedną z liderek w ataku, ale trzyma przy tym przyjęcie i dokłada agresywny serwis. Warto podkreślić znaczenie Maji Ognjenović. Serbska rozgrywająca niedawno została uznana najlepszą siatkarką w swoim kraju.

Niedzielne spotkanie Chemika z Atomem zostanie rozegrane w Arenie Szczecin. Dokładny rozkład darmowych autobusów dla kibiców z Polic podany jest na oficjalnej stronie klubu.

Chemik Police – PGE Atom Trefl Sopot, niedziela, 4.01.2015 r. godz. 17:00.

PlusLiga: hit kolejki w Hali Podpromie: Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle

Zarówno Resovia, jak i ZAKSA w 2014 roku zmagała się z różnymi problemami. Dla jednej z ekip niedzielne starcie w stolicy Podkarpacia będzie potwierdzeniem wzrastającej w ostatnim czasie formy.

Od zawsze plusligowe spotkania pomiędzy Asseco Resovią a ZAKSĄ były ciekawym widowiskiem dla siatkarskich obserwatorów, stąd wytypowanie faworyta sprawia nie lada trudność. Dla obu zespołów do niedawna zmagających się z różnymi kryzysami niedzielne starcie będzie wielkim sprawdzianem.

Wprawdzie na przestrzeni 18. kolejek zarówno ekipa z Rzeszowa jak i Kędzierzyna-Koźle nie może poszczycić się stabilną grą, co przeczy założeniom o wyrównanej stojącej na wysokim poziomie rywalizacji, z każdym meczem dyspozycja obu zespołów ma tendencję wzrostową. Potwierdzeniem tego może być 17. odsłona zmagań o mistrzostwo Polski, w której obie drużyny stanęły na wysokości zadania i zwyciężyły spotkania z czołówką ligi.

W 17. kolejce PlusLigi podopieczni Andrzeja Kowala zdominowali drużynę Jastrzębskiego Węgla i wywieźli cenny trzypunktowy triumf ze Śląska. Z kolei siatkarze prowadzeni przezSebastiana Świderskiego równie udanie zakończyli rok niespodziewanie pewnym zwycięstwem z  PGE Skrą Bełchatów 3:0. W starciu z mistrzami Polski główną rolę odegrała zagrywka, a bohaterem spotkania został Dick Kooy. To właśnie holenderski przyjmujący jest najjaśniejszą postacią kędzierzyńskiego zespołu i podczas absencji drugiego z przyjmujących – Michała Ruciaka, wraz z Dominikiem Witczakiem stanowi największe zagrożenie dla gospodarzy.

O możliwościach Holendra występującego w barwach ZAKSY, rzeszowskie Pasy mogły przekonać się między innymi w pierwszej rywalizacji z kędzierzyńskim kolektywem.

Kolejny uraz Michała Ruciaka

Przyjmujący ZAKSY Kędzierzyn-Koźle opuścił boisko tuż przed drugą przerwą techniczną w pierwszym secie meczu z PGE Skrą Bełchatów.Więcej

Siatkówka331 grudnia 2014, 11:10 |

Wówczas górą okazała się drużyna z Podkarpacia, która zamknęła rywalizację w trzech setach. Aczkolwiek wynik 3:0, nie oddaje przebiegu starcia. Mimo trzeciej jednostronnej partii, w dwóch pierwszych, pojedynek był wyrównaną walką z minimalną przewagą gości z Rzeszowa. W tamtym czasie osamotniony w ataku Kooy nie był w stanie przeciwstawić się rzeszowianom, których odpowiedzią na jego dobrą grę była mistrzowska dyspozycja w ofensywie Rafała Buszka oraz Piotra Nowakowskiego.

Czy tym razem Dick Kooy poprowadzi swoją drużynę do zwycięstwa?

Niedzielne spotkanie będzie pierwszym meczem obu zespołów w nowym 2015 roku, ale równocześnie ostatnią rywalizację 18. kolejki PlusLigi. Podopieczni Andrzeja Kowala i Sebastiana Świderskiego podkreślają wagę spotkania i to jak pierwszy mecz w nowym roku może rzutować na ich późniejszą grę. – Szczególnie w konfrontacji z ZAKSĄ, a później z Politechniką Warszawską będziemy musieli potwierdzić, że naprawdę się poprawiliśmy i nauczyliśmy się czegoś po naszych błędach. Jesteśmy na dobrej drodze, ale musimy jeszcze trochę popracować. To będą ważne mecze w tym kontekście – mówił przed starciem z ZAKSĄ atakujący podkarpackiego zespołu Jochen Schoeps.

Podopieczni Sebastiana Świderskiego meczu w fazie zasadniczej w Hali Podpromie nie wygrali od pięciu lat. Czy gościom uda się przełamać złą passę w rzeszowskiej hali? Czy Pasy pozwolą ZAKSIE na wywiezienie punktów z Podkarpacia, tym samym tracąc pozycję lidera tabeli? Zapraszamy na relację live z tego starcia prowadzoną przez SportoweFakty.pl.

Asseco Resovia Rzeszów – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle / niedziela 04.01.2015, godz. 14:45

PlusLiga: BBTS Bielsko-Biała – Cerrad Czarni Radom 0:3

W meczu 18. kolejki rozgrywek siatkarze BBTS-u Bielsko-Biała ulegli na własnym parkiecie Cerrad Czarnym Radom 0:3. Najlepszym zawodnikiem pojedynku wybrany został przyjmujący Dirk Westphal.

BBTS Bielsko-Biała (M) - 2014/2015

Bielszczanie przystąpili do pojedynku bez kontuzjowanego Jose Luisa Gonzaleza, który na jednym z treningów niegroźnie podkręcił kostkę. W jego miejsce w składzie pojawił się libero Przemysław Czauderna. Pomimo braku swojego podstawowego atakującego, siatkarze BBTS-u Bielsko-Biała dobrze rozpoczęli sobotni mecz, jednak na pierwszej przerwie technicznej minimalnym prowadzeniem mogła pochwalić się drużyna z Radomia (7:8). Po czasie coraz lepiej zaczęli radzić sobie podopieczni Roberta Prygla, powiększając swoją przewagę do trzech „oczek” (9:12). Skutecznie w ataku radził sobie przede wszystkim Mikko Oivanen, który kończył większość posłanych do niego piłek (13:16). W końcówce obraz gry nie uległ zmianie, a ekipa Cerrad Czarnych Radom zdecydowanie przewyższała rywali w każdym elemencie (15:21). Pierwszego seta zakończył atakiem po bloku Dirk Westphal (17:25).

Początek drugiej odsłony był bardziej zacięty. Obydwie drużyny popisywały się skutecznymi atakami oraz obronami, a na pierwszej przerwie technicznej minimalnie lepsi okazali się radomianie (7:8). Po kilku nieudanych akcjach trener Piotr Gruszka postanowił dokonać roszad w składzie, które nie przyniosły jednak oczekiwanego skutku (9:12). Z akcji na akcję Cerrad Czarni Radom prezentowali się pewniej w ataku, spokojnie utrzymując wypracowaną przewagę. Na kolejnej z regulaminowych przerw wynosiła ona trzy „oczka” po dobrych atakach Wojciecha Żalińskiego (13:16). Gospodarzom brakowało w tym meczu siły uderzenia, co skrupulatnie wykorzystywali ich przeciwnicy, punktując w bloku oraz kontrataku (17:21). Ostatecznie drugą partię zakończył, podobnie jak w pierwszą, Dirk Westphal (17:25).

Trzeciego seta szkoleniowiec bielszczan rozpoczął z Wojciechem Ferensem na pozycji atakującego. Gospodarze podrażnieni porażkami w poprzednich odsłonach bardziej zmotywowani przystąpili do kolejnej z nich, prowadząc dwoma „oczkami” na pierwszej przerwie technicznej (8:6). Z akcji na akcję BBTS Bielsko-Biała wykorzystywał błędy po stronie przeciwników, wyprowadzając skuteczne kontrataki (11:7). Siatkarze prowadzeni przez Roberta Prygla nie grali już tak pewnie, jak wcześniej, ale starali się odrabiać stratę. Do remisu udało im się doprowadzić jeszcze przed drugą przerwą techniczną za sprawą autowego ataku Michała Błońskiego (14:14). Od tego momentu na boisku w hali pod Dębowcem trwała zacięta walka punkt za punkt. Jednak w końcówce seria dobrych zagrań radomian pozwoliła im powiększyć prowadzenie (18:21). Mecz zakończył efektowny atak Mikko Oivanena (19:25).

BBTS Bielsko-Biała – Cerrad Czarni Radom 0:3 (17:25, 17:25, 19:25)

BBTS: Pilarz, Kapelus, Sobala, Bućko, Ferens, Polański, Dębiec (libero) oraz Neroj, Buniak, Błoński, Czauderna (libero).

Czarni: Kampa, Żaliński, Grzechnik, Oivanen, Westphal, Pliński, Kowalski (libero) oraz Kędzierski, Bołądź.

MVP: Dirk Westphal (Cerrad Czarni Radom)

PlusLiga: PGE Skra z Indykpolem AZS-em w Lidze i Pucharze Polski

clip_image001

W niedzielę poznamy kolejnego ćwierćfinalistę rozgrywek o Puchar Polski. Tego dnia PGE Skra Bełchatów podejmie Indykpol AZS Olsztyn (początek 15.00).
W sobotę oba zespoły spotkały się w meczu PlusLigi i pewne zwycięstwo odnieśli podopieczni trenera Miguela Falaski 3:0 (25:21, 25:14, 26:24). Oni też będą faworytami w spotkaniu pucharowym.
– Oba spotkania traktujemy bardzo poważnie – przekonuje środkowy PGE Skry i reprezentacji Karol Kłos, cytowany na stronie internetowej klubu. – Jeżeli chcemy powalczyć o Puchar Polski to po prostu musimy wygrać z Indykpolem. Nastawiamy się na te mecze tak samo mocno. Myślę, że to drugie spotkanie może być trochę trudniejsze, bo może zabraknąć trochę sił.
Po kilku słabszych spotkaniach bełchatowianie chcą wrócić na zwycięską drogę. Po ostatniej porażce z ZAKSĄ nie brakowało komentarzy, że mistrza Polski dopadł kryzys. – Nie ma w PlusLidze drużyny, które nie miałaby jakiegoś dołka i nie przegrała kilka spotkań. U nas też coś takiego przyszło. Najważniejsze, aby wrócić teraz do właściwego rytmu. Śmiejemy się, że lepiej teraz przegrać kilka spotkań niż trzy w play offach i odpaść – kończy Karol Kłos.
Trofeum nie obroni ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Zespół ten został wyeliminowany w 1/8 rywalizacji przez Jastrzębski Węgiel.

Wyniki i program meczów 1/8 Pucharu Polski mężczyzn 2015:
17 grudnia

Transfer Bydgoszcz – AZS Częstochowa 3:1 (25:22, 25:15, 23:25, 25:21)
AZS Politechnika Warszawska – Cerrad Czarni Radom 3:0 (26:24, 26:24, 25:19)
23 grudnia
Ślepsk Suwałki – Cuprum Lubin 2:3 (25:20, 29:31, 25:21, 21:25, 12:15)
AGH 100RK Kraków – Asseco Resovia Rzeszów 0:3 (19:25, 23:25, 20:25
Jastrzębski Węgiel – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:18, 25:21, 25:23)
Effector Kielce – MKS Banimex Będzin 2:3 (25:20, 25:22, 18:25, 10:25, 13:15)
4 stycznia
PGE Skra Bełchatów – Indykpol AZS Olsztyn 15.00
14 stycznia
LOTOS Trefl Gdańsk – BBTS Bielsko-Biała
Losowanie par 1/8 finału Pucharu Polski mężczyzn 2015 odbyło się 5 grudnia w siedzibie Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej SA.
Zestaw par 1/4 finału PP:
PGE Skra Bełchatów/Indykpol AZS Olsztyn – Cuprum Lubin
LOTOS Trefl Gdańsk/BBTS Bielsko-Biała – Transfer Bydgoszcz
Asseco Resovia Rzeszów – AZS Politechnika Warszawska
Jastrzębski Węgiel – MKS Banimex Będzin

PZPS: Juniorki na meczu PlusLigi w Bielsku-Białej

– Zapraszam kibiców do Szczyrku na eliminacje mistrzostw świata juniorek. Zapowiada się bardzo atrakcyjny turniej – mówi trener reprezentacji Polski, Wiesław Popik. Poza gospodyniami w miejscowym Centralnym Ośrodku Sportu zagrają od 9 do 11 stycznia zespoły Belgii, Holandii i Łotwy.
Kadra naszych juniorek w Szczyrku przebywa od 28 grudnia i przygotowuje się do turnieju eliminacyjnego MŚ. – Dziś rano mieliśmy ciężki trening. Po południu wybraliśmy się na mecz PlusLigi BBTS Bielsko-Biała – Cerrad Czarni Radom. Chcieliśmy zobaczyć siatkówkę w ekstraklasowym wydaniu oraz razem spędzić czas – podkreśla trener Popik.
BBTS przegrało z Cerradem Czarnymi 0:3 (17:25, 17:25, 19:25). Wiesław Popik nie taił swego rozczarowania. – Jestem bielszczaninem i liczyłem na bardziej zacięte spotkanie – powiedział. – Radom wygrał dość pewnie. Zespół ten ma w składzie wielu doświadczonych zawodników były lub obecnych reprezentantów Polski, Niemiec czy Finlandii.

PlusLiga: LOTOS Trefl – Transfer 3:2

clip_image001

LOTOS Bydgoszcz pokonał Transfer Bydgoszcz 3:2 (20:25, 26:24, 16:25, 25:23, 15:10) w meczu 18. kolejki spotkań PlusLigi. MVP Murphy Troy.

W ramach 18. kolejki na granicy Gdańska i Sopotu do boju stanęły drużyny o podobnym potencjale sportowym. Ponownie lepsi okazali się siatkarze Lotosu, tym razem jednak dopiero po tie-breaku.

Mecz, atakiem po bloku, rozpoczął Konstantin Cupkovic, by po chwili powtórzyć skuteczne zagranie (0:2). W pierwszych minutach spotkania lepiej wyglądała gra przyjezdnych (2:6, 3:7). Na regulaminowy czas siatkarze zeszli po nieudanej zagrywceFalaschiego (4:8). Jednak tuż po przerwie gdańszczanie zaczęli odrabiać straty. W polu serwisowym punkty zdobywał Mateusz Mika (7:8). Po zachowaniu gospodarzy na boisku, widać było przebytą przerwę świąteczną. W szeregach Lotosu panował niespotykany wcześniej chaos. Mimo to, drużyna plasująca się na trzecim miejscu w tabeli nie pozwoliła sobie na znacznie rozluźnienie (12:14). Drugą przerwę wywołał pojedynczy blok Justina Duffa na Bartoszu Gawryszewskim  (13:16, 17:19). Tym samym końcówka seta ponownie należała do bydgoszczan (18:22, 20:24). Odsłonę zakończył blok Jarosza naMice (20:25).

Kolejny set od początku był bardziej wyrównany (2:1, 3:3). Gdańszczanie zaczęli wyciągać pozytywne wnioski i ustawiać bardziej wyrównany blok na skrzydłowych Transferu (5:3, 7:7). Jednakże przyjezdni nie zwalniali tempa. Efektownie z szóstej strefy atakowałAndrew John Nally, a przerwę wywołał atak na środku Wojciecha Grzyba  (8:7, 11:10). Spotkanie w Ergo Arenie mocno przypominało to z Łuczniczki. W pierwszej fazie rundy zasadniczej obydwie drużyny także stoczyły bardzo zacięty bój, gdzie pierwszy set padł łupem bydgoszczan, natomiast w kolejnych lepsi okazali się podopieczni Anastasiego  (16:12, 18:15). Ostatnie minuty drugiego seta obfitowały w zepsute serwisy obydwu drużyn, jednak także zwiastowały zwycięstwo Lotosu Trefla (20:18, 23:21). Grą na przewagi i blokiem na Cupkoviciu wygrali gospodarze (26:24).

Gdańszczanie po meczu z Transferem umacniają się na wysokiej pozycji w tabeli

W trzeciej partii gra ponownie rozgrywana była punkt za punkt (2:3). Na lewym skrzydle kiwał Jarosz, natomiast blokiem zatrzymany został Wierzbowski (7:9). W całym spotkaniu nie do końca pewny był Murphy Troy, który zazwyczaj w znacznej mierze odpowiadał za kolejne oczka zdobywane dla swojego zespołu (12:15). Przerwę techniczną wywołał atak po skosie Jarosza (13:16), a po stronie Lotosu odgwizdane zostało przejście linii środkowej boiska. Pomimo zmian całej szóstki w szeregach gospodarzy, Transfer sukcesywnie powiększał swoją przewagę. Serwis na wagę seta zepsuł natomiast Artur Ratajczak, odbierając Treflowi możliwość walki o kolejne trzy punkty w lidze (14:22, 16:25).

Czwarty set rozpoczął się dwoma skutecznymi blokami na atakującym Transferu, natomiast na środku punktowali Grzyb i Gawryszewski (2:0, 6:4). Pierwszy regulaminowy czas odbył się po błędzie w odbiciu przyjmującego drużyny przeciwnej (8:5). Jednak po chwili ponownie na tablicy wyników widniał remis (10:10). Zdecydowanie nie było to najlepsze spotkanie rozgrywane w Ergo Arenie. Mimo to, obfitowało w wiele emocji (12:13, 14:14). Jedynym mankamentem była znaczna ilość zepsutych serwisów. Widowisko ratowaliSchwarz i Mika doprowadzając tym samym do tie-breaka (25:23).

Pierwsze minuty ostatniej odsłony dawały więcej nadziei gdańszczanom (2:1, 5:3). Efektownym blokiem na Jaroszu popisał się Gawryszewski, a zmiana stron nastąpiła po autowej zagrywce atakującego bydgoskiej ekipy (8:5). Podobnie jak w poprzednich partiach był to element dominujący (9:7, 11:9). Piłkę meczową zakończył mocnym atakiem nad blokiem Troy (15:10).

Trefl: Falaschi, Schwarz, Grzyb, Troy, Mika, Gawryszewski, Gacek (libero) oraz Wierzbowski, Schulz, Stępień, Stolc, Ratajczak.

Transfer: Woicki, Duff, Jarosz, Cupkovic, Gunia, Nally, Murek (libero) oraz Marshall, Waliński, Wolański, Jurkiewicz.

 

ORLEN Liga: KS Pałac – Tauron Banimex MKS 1:3

clip_image001

Pałac Bydgoszcz przegrał z Tauronem Banimexem MKS-em Dąbrowa Górnicza 1:3 (10:25, 25:18, 12:25, 16:25) w meczu inaugurującym 14. kolejkę ORLEN Ligi. MVP Katarzyna Konieczna.

Dąbrowianki na pierwszej przerwie technicznej prowadziły 8:5. Dzięki dobrej grze Natalii Piekarczyk, która zastępowała Ozge Cemberci oraz Katsiaryny Zakreuskayi, dla której było to pierwsze spotkanie po kontuzji MKS stopniowo zyskiwał coraz większą przewagę. Na drugiej przerwie różnica między drużynami wynosiła już 10 punktów (16:6). Następnie, kolejne punkty zdobyła m.in. dobrze dysponowana Katarzyna Konieczna i dąbrowianki prowadziły 21:8.
Drugi set po wyrównanym początku przeszedł pod dyktando Pałacu Bydgoszcz. Po dobrym serwisie Biedziak i bloku Czyżnielewskiej na pierwszej przerwie technicznej gospodynie prowadziły 8:2. Siatkarki Taurona Banimexu starały się odpowiedzieć, lecz bydgoszczanki świetnie broniły, a murem nie do przebicia okazywała się Zuzanna Czyżnielewska (11:4). Co prawda, gra MKS-u weszła na wyższy poziom po pojawieniu się na boisku Tamary Kaliszuk, lecz jego strata dalej wynosiła kilka punktów (13:9). Na drugiej przerwie technicznej Pałac prowadził 16:10. Przewaga sześciu oczek utrzymywała się także w dalszej części drugiej partii (19:13). Przy stanie 22:16 asem serwisowym popisała się Czyżnielewska i bydgoszczanki potrzebowały tylko dwóch punktów do wygrania seta. Ostatecznie podopieczne trenera Grabowskiego zwyciężyły w nim 25:18.
Trzeci set rozpoczął się od prowadzenia dąbrowianek 4:1. Pierwsza przerwa techniczna to wynik 8:5 dla podopiecznych trenera Serramalery. Po kolejnych błędach bydgoszczanek przewaga MKS-u stopniowo powiększała się (5:12). Na drugiej przerwie dąbrowianki prowadziły już 16:8. Po ataku Giny Mancuso oraz bloku Dominiki Sobolskiej przewaga Tauronu Banimexu dalej wynosiła osiem oczek (18:10). Następnie MKS kontrolował przebieg spotkania i po ataku Katsiaryny Zakreuskayi zwiększył prowadzenie o kolejny punkt (21:12). Całego seta dąbrowianki wygrały ostatecznie do 12.
Czwarta partia zaczęła się od trzypunktowego prowadzenia Tauronu Banimexu (3:0). Dalej przewaga MKS-u stopniowo rosła i na drugiej przerwie wyniosła aż jedenaście punktów (16:5). Dąbrowianki sukcesywnie kończyły większość ze swoich ataków i zdobywały kolejne oczka nie dając jednocześnie dojść do głosu gospodyniom (19:9). Choć siatkarkom z Dąbrowy Górniczej przydarzył się przestój (12:19) to szybko wróciły do dobrej gry i po końcówce, w której przede wszystkim wykorzystywały swoje własne szanse wygrały seta do 16 i całe spotkanie 3:1.
Mecz z Pałacem Bydgoszcz nie był dla podopiecznych argentyńskiego trenera łatwą przeprawą, ale z pewnością najważniejsze są trzy punkty. Dzisiejsze zwycięskie spotkanie to wstęp dla MKS-u do ciężkiego miesiąca. Już w przyszły weekend siatkarki Taurona Banimexu zmierzą się u siebie z mistrzem Polski, Chemikiem Police. Mecz ten odbędzie się w sobotę o godzinie 17:00 w hali „Centrum” w Dąbrowie Górniczej.