PlusLiga: Lotos liderem w ilości kibiców we własnej hali, AZS PW najdłużej na boisku

Drużyna ILOŚĆ KIBICÓW CZAS GRY średnia ilosć kibiców na własnej hali % w gólnej ilości kibiców średnia widzów na jednym meczu w sezonie
Asseco Resovia Rzeszów 33 300 30:20 4 163 12% 2 287
AZS Częstochowa 18 000 30:05 1 800 6%
AZS Politechnika Warszawska 14 550 34:59 1 617 6%
BBTS Bielsko – Biała 12 150 30:38 1 350 5%
Cerrad Czarni Radom 10 300 31:02 1 288 5%
Cuprum Lubin 25 420 33:07 2 824 7%
Effector Kielce 13 100 30:57 1 871 5%
Indykpol AZS Olsztyn 14 290 33:11 1 588 6%
JASTRZĘBSKI WĘGIEL 21 400 33:39 2 378 8%
LOTOS Trefl Gdańsk 36 223 33:21 4 025 9%
MKS BANIMEX BĘDZIN 10 720 30:53 1 191 5%
PGE Skra Bełchatów 33 000 31:59 3 300 10%
Transfer Bydgoszcz 22 923 33:16 2 547 8%
ZAKSA Kędzierzyn – Koźle 20 450 29:31 2 045 8%

PPK: w środę dwa mecze VI rundy

clip_image001

W środę rozegrane zostaną dwa mecze VI rundy Pucharu Polski. Mecze półfinałowe i finałowe w turnieju z udziałem czterech zespołów, zaplanowano na 14-15 marca. W rywalizacji pozostały dwie drużyny I ligi – ŁKS Commercecon Łódź oraz MLKS Roltex Zawisza Sulechów. Trofeum zdobytego w mercu 2014 roku broni Chemik Police, który podobnie jak pięć innych czołowych zespołów ORLEN Ligi po pierwszej fazie rundy zasadniczej, uzyskał awans do ćwierćfinału.

PlusLiga: Zbigniewa Bartmana czeka przerwa w grze

clip_image001

Zbigniewa Bartmana będzie miał przerwę w grze – poinformował jastrzębski klub na swojej stronie internetowej.

Zawodnika czeka zabieg artroskopii łokcia. Przyjmujący Jastrzębskiego Węgla przeszedł w sobotę we Włoszech badania kontuzjowanej ręki. Będzie on wyłączony z gry przez najbliższe trzy do czterech tygodni. Zawodnikowi życzymy szybkiego powrotu do zdrowa.

FIVB: Trenerskie osobowości świata siatkówki 2014 roku cz. 1

Bernardo Rezende

Zaczynamy dość kontrowersyjnie, ale w naszym zestawieniu nie mogło zabraknąć szkoleniowca, który, mimo zawieruchy i konfliktów wewnątrz rodzimej federacji oraz rozmaitych problemów kadrowych, doprowadził swoich podopiecznych do czwartego z rzędu finału mistrzostw świata. I choć najważniejszy mecz sezonu Canarinhos przegrali (wcześniej polegli również w starciu o złoto Ligi Światowej) to potwierdzili, że pogłoski o schyłku najbardziej utytułowanej reprezentacji siatkarskiej XXI wieku są zdecydowanie przedwczesne.

Sam Bernardinho, oprócz znakomitego warsztatu, pokazał w tym sezonie reprezentacyjnym kawał charakteru, otwarcie buntując się przeciw krzywdzącym jego zdaniem decyzjom FIVB, bojkotując pomeczowe konferencje prasowe po meczach jego drużyny w III rundzie polskiego mundialu.

clip_image001

ORLEN Liga: SK bank Legionovia Legionowo – Budowlani Łódź

clip_image002

W spotkaniu 14. Kolejki Orlen Ligi siatkarki SK bank Legionovia Legionowo pokonały na swoim terenie zespół Budowlani Łódź 3:0

Zespół z Legionowa zrobił sobie prezent na początek Nowego Roku. Pierwsze dwie partie spotkania rozgrywanego w Arenie Legionowo miały bliźniaczo podobny przebieg. W obu gospodynie na początku seta szybko obejmowały kilkupunktową przewagę, by w późniejszej fazie partii roztrwonić mozolnie budowaną przewagę. Pierwszy jak i drugi set zakończyły się w bardzo nerwowej końcówce na korzyść zespołu z Legionowa. Początek trzeciego seta był taki sam jak 2 pozostałych lecz konsekwencja i bardzo skuteczna gra w ataku oraz błędy przeciwniczek przy odbiorze sprawiły dość istotna przewagę na rzecz gospodyń.

SK bank Legionovia Legionowo – Budowlani Łódź 3:0 (28:26, 28:26, 25:19)

clip_image004

Składy zespołów:

SK bank Legionovia Legionowo: Smarzek Malwina, Paszek Daria (K), Wójcik Aleksandra, Gajewska Natalia, Thibeault Jaimie, Chojnacka Iga, Połeć Katarzyna, Wysocka Katarzyna (libero), Bociek Monika, Pietraszkiewicz Krystyna, Alagierska Klaudia, Bechis Marta

Trener: Robert Strzałkowski

clip_image006

Budowlani Łódź: Śliwa Magdalena (K), Polańska Gabriela
Kajzer Emilia, Ściurka Dorota, Skrzypkowska Natalia, Popović Sanja, Pycia Sylwia, Grajber Martyna, Courtois Valerie (libero), Sieczka Ewelina, Sikorska Aleksandra.

Trener: Krzyształowicz Błażej

MVP: Wójcik Aleksandra (SK bank Legionovia Legionowo)

Sędziowie: Michlic Agnieszka, Makowski Jarosław

Protokół elektroniczny: Mariusz Szermiński

Komisarz: Andrzej Wołkowycki

/Mariusz SZERMIŃSKI/

Orlen liga: mecz nr 80 POL-SOP

clip_image002[4]clip_image004[4]

clip_image006[4]clip_image008[4]

Orlen liga, mecz nr 80

Miejsce: Arena Szczecin

Data: 04/01/2015 Godzina: 17:00 Widzów: 2508

 

Chemik Police – Atom Trefl Sopot 3:0 (25:21, 25:23, 25:21)

Sędziowie: Marek Słowik, Katarzyna Sokół

Sędziowie Liniowi: Tomasz Kuszyński, Przemysław Będziński

Protokół elektroniczny: Magdalena Stępińska

Kwalifikator: Adam Żelazny

Komisarz: Witold Murczkiewicz

Składy:

Chemik: Glinka-Mogentale, Werblińska, Veljković, Bednarek-Kasza, Ognjenović, Bjelica, Zenik (l.) Jagieło, Malagurski.
Atom: Leys, Efimienko, Kaczmar, Cooper, Kaczorowska, Zaroślińska, Durajczyk (l.) Miros, Łukasik.

Zapowiadało się na bardzo ciekawe i emocjonujące spotkanie. Mówiło się o hicie kolejki Orlen Ligi. Efekt był odwrotny. W niedzielnym pojedynku szybko, łatwo i przyjemnie Chemik Police rozprawił się z Treflem Sopot. Tym samym Policzanki utrzymały pozycję lidera Orlen Ligi i w bieżących rozgrywkach dalej są niepokonanym zespołem w lidze.

Lepiej mecz zaczęły siatkarki z Sopotu. Skuteczna zagrywka, wyblok i dobra obrona pozwoliły gościom odskoczyć na kilka oczek. Spore problemy miała kapitan mistrzyń Polski, Anna Werblińska, która nie potrafiła poradzić sobie z dobrze ustawionym blokiem rywalek. Jednak niepowodzenie w polu ataku, nadrobiła silną i odrzucającą od siatki zagrywką, czym pozwoliła Chemikowi Police na wyjście na prowadzenie. Wróciła skuteczna gra blokiem i jak zawsze dobrze funkcjonował kontratak.

Wydawało się, że Sopot tak łatwo nie odpuści. I znowu to przyjezdne bardzo dobrze rozpoczęły drugą partię. Gra do połowy seta toczyła się pod dyktando gości. Później to Chemik przejął inicjatywę i za sprawą kilka skutecznych kontr w końcówce prowadził już trzema punktami. Spektakularna akcja, najdłuższa w całym meczu, zakończyła się efektownym atakiem Agnieszki Bednarek-Kaszy, który na zakończenie spotkania została wybrana najlepszą zawodniczką meczu. Sporo nerwów swoim kibicom przyprawiły Policzanki w końcówce drugiego seta, kiedy to pozwoliły na odrobienie strat Treflowi i doprowadzenie do remisu 23-23. Jednak dwa błędy gości dały zwycięstwo Chemikowi Police.

Trzecia partia była zacięta tylko na początku, kiedy akcje toczyły się punkt za punkt.
W połowie seta ponownie w drużynie mistrzyń Polski zafunkcjonował blok i dał on Chemikowi trzypunktową przewagę, której nie oddały już do końca meczu, zwyciężając tym samym 3-0
pozostając na fotelu lidera Orlen Ligi z czternastoma zwycięstwami.

Magdalena Stępińska

LM CEV: NA FINAŁ MUSIMY POCZEKAĆ

Ostatnio głośno mówiło się o chęci zorganizowania turnieju finałowego ligi mistrzyń. Aspiracje były duże, nowa hala, pieniądze, dobry klub z wieloma gwiazdami w składzie. Możliwość organizacji takiego turnieju wiązała się z automatycznym awansem do końcowej fazy rozgrywek. Jednak takiego scenariusza nie chciał sam trener.

Działacze polickiego klubu bardzo entuzjastycznie podchodzili do pomysłu zorganizowania tak prestiżowego turnieju. Trener Chemika Police Giuseppe Cuccarini uważa, że organizacja takiego przedsięwzięcia to droga na skróty. To dopiero pierwszy sezon mistrzyń Polski w tych elitarnych, europejskich rozgrywkach, i nie dziwi fakt, że trener chciałby, żeby jego zawodniczki awans do najlepszej czwórki wywalczyły swoją grą, na boisku, a nie przez wygraną w konkursie.

Na Final Four przyjdzie nam jeszcze poczekać, może to i lepiej. Chemik Police dojrzy do udziału w takim turnieju i sportowo, i organizacyjnie, a nikt przecież nie wyklucza, że nie awansują one do finałów już w tym roku. Byłby to wielki sukces siatkarek i sztabu szkoleniowego, a każdy kibic, nie tylko Chemika Police, za ten awans trzyma kciuki.

ORLEN Liga: Dobra passa Chemika trwa. Policzanki wygrały bez straty seta

Atom Trefl Sopot tym razem nie zdołał wygrać nawet jednego seta i Chemik Police wygrał przed własną publicznością 3:0. Zespół Giuseppe Cuccariniego w tym sezonie nie przegrał nawet jednego meczu!

clip_image001

fot. PAP

Policzanki skutecznie zablokowały drużynę z Sopotu

Panie od samego początku toczyły wyrównaną walkę, a pierwsza przerwa techniczna była przy stanie od 10:6 dla sopocianek. Trener Giuseppe Cuccarini udzielił podopiecznym chyba kilka cennych rad i policzanki szybko nadrobiły straty, choć nie stało by się tak bez pomocy rywalek, które nie wystrzegały się błędów i po chwili było 11:11. Sopocianki ewidentnie nie mogły skutecznie zakończyć pierwszej akcji, co dobrze wykorzystały mistrzynie Polski, które wyszły na dwupunktowe prowadzenie. Kolejna przerwa znacznie różniła się od pierwszej, bo Chemik Police prowadził 16:13. 17. punkt wysokim atakiem zdobyła będąca w świetnej dyspozycji Małgorzata Glinka.

Wydawało się, że rady Lorenzo Micellego przyniosły efekty, ale do cięższej pracy także wzięły się policzanki, które odskoczyły na sześciopunktową przewagę (22:16). Atom Trefl, raczej dzięki szczęściu, nadrobił kilka punktów, ale mistrzynie Polski nie zamierzały już oddać tego seta. W ostatniej akcji, po dość długiej wymianie, policzanki skutecznie zablokowały przeciwniczki i ostatecznie wygrały 25:21.

Początek drugiego seta znów dobrze wyglądał dla sopocianek, które po trzech szybkich akcjach prowadziły 2:1. Niestety przy tym stanie doszło do zderzenia w drużynie policzanek, a poszkodowaną była Glinka, która otrzymała cios od koleżanki z klubu. Na szczęście szybko doszła do siebie. Sędzia wznowił mecz, a „Maggie” zdobywała kolejne punkty. Zdecydowanie pewniejsze siebie mistrzynie Polski coraz agresywniej atakowały, ale zespół Micellego nie zamierzał tanio sprzedać skóry. Zuzanna Efimienko dała pokaz dobrych akcji, co dało jej drużynie prowadzenie 10:6. Podrażnione tą sytuacją policzanki odrobiły stratę, a podwójnym blokiem Ana Bjelica i Stefana Veljković doprowadziły do remisu 10:10. Żadna z drużyn nie zamierzała oddać przewagi i wymieniały się punktami po równo. W końcu przerwały to policzanki, a kolejnym podwójnym blokiem (Veljković i Bednarek-Kasza) dołożyły do tego jeszcze jedno oczko. Przy stanie 18:16 widzieliśmy najdłuższą akcję spotkania, z której w końcu, po niesamowitym ataku Bednarek-Kaszy, zwycięsko wyszły policzanki, a te wymiany można zaliczyć do najdłuższych tego sezonu Orlen Ligi.

Po bloku, asie serwisowym i kilku dobrych rozegraniach sopocianki w końcu dogoniły rywalki (22:22), a chwilę później wyszły na prowadzenie. Dwa rewelacyjne ataki Glinki z lewego skrzydła szybko jednak doprowadziły do stanu 24:23 dla mistrzyń Polski, a najważniejszy punkt policzanki zdobyły po błędzie (zagranie w aut) przeciwniczek.

Trzeci set i po raz kolejny pierwszy punkt należał dla sopocianek. Świetny blok Efimienko dał jej drużynie kolejne oczko, ale drużyna Micellego chyba straciła koncentrację i po chwili było już 4:2 dla Chemika Police. Sopocianki goniły rywalki. Do remisu doprowadził błąd Glinki, a as serwisowy Klaudii Kaczorowskiej wyprowadził Atom Trefl na prowadzenie 10:9. Glinka chciała chyba jak najszybciej zapomnieć o tym błędzie, bo atakiem z lewego skrzydła znów doprowadziła do remisu.

Druga przerwa techniczna miała miejsce przy stanie 16:14 dla policzanek, ale te chyba nie potrzebowały zbyt wielu rad Cuccariniego, bo niesione dopingiem własnej publiczności mistrzynie Polski efektownie atakowały, co dawało im coraz większe prowadzenie. Przy stanie 19:16 Veljković zaatakowała tak mocno, że przeciwniczki musiały aż chronić się przed piłką. Już w następnej akcji to samo zrobiła Glinka, a przewaga punktowa wzrosła do sześciu. Dobre akcje w wykonaniu Anny Kaczmar i Katarzyny Zaroślińskiej prawie pozwoliły dogonić przeciwniczki, ale policzanki nie zamierzały oddawać tej przewagi. Przy stanie 23:20 as serwisowy Veljković, ale kolejny atak Zaroślińskiej nie pozwolił na ukończenie meczu. Pozwolił na to jednak atak Bednarek-Kaszy i tak oto Chemik Police pozostaje niepokonany.

Oba zespoły nie mogą liczyć na chwilę wytchnienia – Chemik z powodzeniem rywalizuje na parkietach Europejskiej Ligi Mistrzyń pomimo tego, że trafił do tzw. grupy śmierci. Atomówki zaś nie miały dotychczas większych problemów w Pucharze CEV i w połowie miesiąca zagrają mecz ¼ finału z faworytem całych rozgrywek, Prosecco Doc-Imoco Conegliano. Zanim to jednak nastąpi, po starciu z policzankami Atomówki zmierzą się 10 stycznia w ERGO ARENIE z wicemistrzem Polski, Impelem Wrocław.

Chemik Police – PGE Atom Trefl Sopot 3:0 (25:21, 25:23, 25:21)

MVP spotkania – Agnieszka Bednarek-Kasza

Chemik Police: Agnieszka Bednarek-Kasza, Ana Bjelica, Małgorzata Glinka–Mogentale, Maja Ognjenovic, Stefana Veljkovic, Anna Werblińska – Mariola Zenik (libero) – Aleksandra Jagieło, Sanja Malagurski

PGE Atom Trefl Sopot: Brittnee Cooper, Zuzanna Efimienko, Anna Kaczmar, Klaudia Kaczorowska, Charlotte Leys, Katarzyna Zaroślińska – Agata Durajczyk (libero) – Justyna Łukasik, Deja McClendon, Anna Miros

PlusLiga: Horror w Ergo Arenie dla ekipy Anastasiego

W obecności największej od ponad trzech lat liczby widzów siatkarze Lotosu Trefla stoczyli pasjonujący bój z Transferem Bydgoszcz. Po 150 minutach walki wygrali 3:2, a MVP już po raz piąty w tym sezonie został Murphy Troy.

clip_image001

fot. PAP

Mecz trzeciego w tabeli Lotosu Trefla z czwartym Transferem zgromadził w Ergo Arenie 5253 kibiców. To najlepszy wynik od 30 września 2011 roku, kiedy to mecz gdańszczan z PGE Skrą obserwowało 7313 widzów.
Przed spotkaniem oba zespoły odniosły po sześć zwycięstw z rzędu. Zgodnie z przewidywaniami w sobotni wieczór było dużo walki, emocji i niezłej siatkówki.

Spotkanie dwoma skutecznymi atakami otworzył Konstantin Cupković (0:2), a chwilę później, po udanym zbiciu ze środka Dawida Guni było 1:4. Gdy bezpośrednio w siatkę uderzał Grzyb o pierwszy czas poprosił trener Andrea Anastasi (2:6). Po nim skutecznie atakował Troy, jednak na pierwszej regulaminowej przerwie Transfer prowadził 8:4. Po wznowieniu gry gospodarze zaczęli odrabiać straty (7:8), jednak w tym momencie pewnie zbijali, kolejno: Jakub Jarosz i Justin Duff (10:7). Przy stanie 19:15 dla Transferu o drugi czas poprosił szkoleniowiec miejscowej ekipy. Dwie akcje po nim grę zdecydował się przerwać trener Vital Heynen, bowiem rywale zmniejszyli straty (19:17). Rozmowa przyniosła rezultat, gdyż goście wrócili do bezpiecznej przewagi 22:18. Piłkę setową dał pewny atak Jarosza (24:20), a blok na Mice zakończył tę partię – 25:20.

Zupełnie inaczej, bo od wyrównanej walki rozpoczęła się druga partia. Jako pierwsi na dwa punkty odskoczyli gospodarze, po udanym bloku na Jaroszu – 5:3. Transfer przegrywał 15:19. Walczył i to przynosiło efekty. Gdy kontrę wykorzystał Duff na tablicy widniał wynik już tylko 23:22 dla LOTOS-u Trefla. O czas poprosił Andrea Anastasi. To wybiło z uderzenia Jarosza, który popełnił błąd w polu serwisowym (24:22). Goście wyrównali na 24:24, jednak ostatecznie walkę na przewagi zwyciężyli gdańszczanie – 26:24.
Trzeci set był wyrównany do wyniku 9:9. Potem ekipa Andrei Anastasiego praktycznie nie istaniała  – 15:12, 18:13, 23:14 i… ostatecznie pewne zwycięstwo do 16 po autowej zagrywce gości.
Dwa bloki na Jaroszu otworzyły czwartą odsłonę. Na czasie technicznym miejscowi wygrywali 8:5. Na drugą regulaminową przerwę z minimalną zaliczką zbiegli siatkarze Transferu – 16:15, po zagrywce w siatkę Miki. Po asie Schwarza Lotos wygrywał 21:18. Passę rywali przerwał jednak skutecznym atakiem Jurkiewicz. Do remisu doprowadził Cupković obijając blok gdańszczan i o czas musiał prosić trener Lotosu Trefla – 21:21. Nerwową końcówkę na swoją korzyść rozstrzygnęli gospodarze, wygrywając 25:23 po ataku Miki.
Tie-breaka otworzył pewny atak Cupkovicia, jednak chwilę później to siatkarze Trefla prowadzili 4:2, bowiem najpierw skutecznym zbiciem, a później asem serwisowym popisał się Grzyb. Początek tego seta wyraźnie należał go Lotosu. Po bloku na Jaroszu prowadził 6:3 a potem 8:5. W końcówce o czas poprosił jeszcze trener Transferu (13:9), ale niewiele już to zmieniło. Seta udanym atakiem zakończył Troy – 15:10.
LOTOS Trefl Gdańsk – Transfer Bydgoszcz 3:2 (20:25, 26:24, 16:25, 25:23, 15:10)
LOTOS Trefl: Grzyb (15 punktów), Falaschi (2), Schwarz (8), Gawryszewski (8), Troy (20), Mika (16), Gacek (libero) oraz Stępień, Schulz, Wierzbowski (3), Stolc (1), Ratajczak
Transfer: Duff (13), Jarosz (20), Cupkovic (25), Woicki (2), Gunia (7), Nally (6), Murek (libero) oraz Waliński (libero), Marshall, Wolański, Jurkiewicz (7)

PlusLiga: Dominik Witczak: Nie mieliśmy punktu zaczepienia

– Sami rozbiliśmy swoją grę w końcówce drugiego seta – mówił po przegranym meczu w Rzeszowie, Dominik Witczak, atakujący ZAKSY Kędzierzyn Koźle. – Przykro, że tworzy się jakieś widowisko, a w głównej roli występuje ktoś inny – dodawał Sebastian Świderski.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle uległa w Rzeszowie Asseco Resovii 0:3. Kędzierzynianie, oprócz drugiego seta, w pierwszej i trzeciej partii byli tylko tłem dla wicemistrzów Polski. – Sami rozbiliśmy swoją grę w końcówce drugiego seta. Oprócz tego, że pojawiły się kontrowersje, to mieliśmy łatwe piłki w górze do skończenia. Później także były błędy z naszej strony. Nie wykorzystaliśmy okazji do tego, żeby doprowadzić to nasze wysokie prowadzenie do końca – mówił o drugiej odsłonie meczu Witczak. ZAKSA, po miażdżącej porażce w premierowej partii pojedynku, drugiego seta zaczęła od mocnego uderzenia 4:0. Później utrzymywała tę nadwyżkę bardzo długo, aż do stanu 22:18. – W pewnym momencie drugiego seta Dick Kooy znakomicie zagrywał, tym samym mogliśmy ustawić dobry blok. Niestety set numer jeden i trzy były słabe. Oprócz przyjęcia zabrakło nam skuteczności w ataku oraz dobrej, mocnej zagrywki. Nie mieliśmy punktu zaczepienia – relacjonował atakujący przyjezdnych.

Podopieczni Andrzeja Kowala w końcówce włączyli jednak wyższy bieg i dogonili gości. – Resovia się nie poddała. My w całej drugiej partii graliśmy równo, a potem uciekło nam kilka ważnych piłek. To był kluczowy moment tego meczu – przyznał zawodnik, który uważa, że gdyby jego zespół wygrał tę partię, to spotkanie miałoby zgoła inny przebieg. – Myślę, że wygrana w drugim secie sprawiłaby, że ten mecz potoczyłby się inaczej, a tak niestety w trzeciej odsłonie nasza gra kompletnie się załamała – dodał kędzierzyński siatkarz.

Zaraz po okresie świątecznym, przed nowym rokiem, zawodnicy Sebastiana Świderskiego w znakomitym stylu pokonali bełchatowską Skrę 3:0. Po kilku dniach ponieśli dotkliwą klęskę w stolicy Podkarpacia. Nie należy jednak zapominać, że trener Świderski nie mógł w tym pojedynku skorzystać z usług mistrza świata, Pawła Zatorskiego, którego zastąpił niedoświadczony przyjmujący, Krzysztof Zapłacki.Kontuzję odniósł także kluczowy przyjmujący, Michał Ruciak. – Nie ma co ukrywać, że skład w którym wystąpiliśmy przeciwko Skrze i Resovii był inny. Wisi nad nami fatum. Oczywiście każdy zespół ma jakieś problemy. My po słabszym okresie wygraliśmy 3:0 ze Skrą i potem wypadło nam dwóch zawodników szóstkowych odpowiedzialnych za przyjęcie (Paweł Zatorski i Michał Ruciak – przyp.red.) – wyjaśniał Witczak, chwaląc postawę przeciwników w polu zagrywki. – Ciężko gra się z takim rywalem, jak Resovia, bez tak ważnych ogniw. Rywale w dodatku znakomicie zagrywali w tym meczu, mieliśmy problemy z przyjęciem i nie tylko. Gra nie kleiła nam się zresztą już od początku. Szkoda, że bez walki oddaliśmy trzeciego seta –zakończył Dominik Witczak.

Swojego rozczarowania nie krył także szkoleniowiec ZAKSY, Sebastian Świderski. –Prowadziliśmy w drugim secie 22:18 i nie udało się już nam zdobyć punktu w tym secie. Chociaż według mnie zdobyliśmy dwa – powiedział były reprezentant Polski, odnosząc się do kontrowersyjnych decyzji sędziów w końcówce drugiej partii meczu. – Wszyscy bierzemy za to pieniądze i tak samo inne osoby biorą za to pieniądze. Wszystkie osoby powinny być rozliczane podobnie, bo zawodnicy mają regulaminy. Przykro, że tworzy się jakieś widowisko, a w głównej roli występuje ktoś inny – dodał wicemistrz świata z 2006 roku.

Trener kędzierzynian odniósł się także do składu, w jakim przyjechał wraz ze swoim zespołem do Rzeszowa. – Jestem rozczarowany. Przyjechaliśmy tutaj walczyć. Wiedzieliśmy, że mamy kłopoty personalne i że będziemy mieć problemy z przyjęciem. Tak też było. Nawiązaliśmy walkę, ale trzy punkty zostały na Podpromiu –zakończył Świderski.