PlusLiga: Mecz MKS-u Banimex Będzin z Lotosem Treflem Gdańsk w Dąbrowie Górniczej

Będzińskie Tygrysy swoje najbliższe spotkanie wyjątkowo rozegrają w Dąbrowie Górniczej. Większa hala miała równać się większej liczbie widzów na trybunach, lecz tak się nie stanie.

Zmianie musiał ulec termin oraz miejsce rozegrania meczu 19. kolejki PlusLigi pomiędzyMKS-em Banimex Będzin a Lotosem Treflem Gdańsk, ze względu na III Puchar Polski Juniorów w szabli, który w dniu 10 stycznia będzie odbywać się w hali sportowej MOSiR w Sosnowcu.

Będziński klub na jedno spotkanie przeniesie się więc do hali „Centrum” w Dąbrowie Górniczej. Włodarze cieszyli się z tej wyjątkowej przeprowadzki, gdyż w dąbrowskim obiekcie na trybunach może zasiąść 2 944 widzów, podczas gdy popularny „Żerom” mieści tylko 1 500 osób. Jednak radość ta nie trwała zbyt długo.

Klub MKS Banimex Będzin poinformował, że nie została uzyskana zgoda na organizacjęimprezy masowej. W związku z tym, z powodu ograniczonej liczby uczestników mogących brać udział w imprezie, nie będzie prowadzona sprzedaż biletów na spotkanie z Lotosem Treflem Gdańsk, które odbędzie się w dniu 9 stycznia w hali „Centrum”. Jednocześnie dotychczas zakupione bilety oraz karnety upoważniać będą do udziału w meczu.

Pojedynek pomiędzy zespołem Roberto Santilliego a Lotosem Treflem Gdańsk odbędzie się w Dąbrowie Górniczej, w hali „Centrum” w piątek 9 stycznia. Początek został zaplanowany na godzinę 20.

Przypomnijmy, że w sezonie 2014/2015 zespół MKS-u swoje domowe spotkania rozgrywa w sosnowieckiej hali MOSiR-u z konieczności. Obiekt, gdzie dotychczas będzinianie występowali tak naprawdę jest szkolną salą, która nie spełnia ekstraklasowych wymagań. Przed bieżącym sezonem włodarze MKS-u byli więc zmuszeni szukać „zastępczej” hali, a wybór padł na popularnego sosnowieckiego „Żeroma”.

Trudno powiedzieć jak długo Tygrysy będą zmuszone swoje mecze w roli gospodarza rozgrywać poza Będzinem. Istnieje projekt budowy nowoczesnej hali widowiskowo-sportowej w tym zagłębiowskim mieście, lecz nie rozpoczęły się jeszcze nawet konsultacje społeczne.

PZPS: Polski w dwunastoosobowym składzie ruszają na podbój Chorwacji

Znana jest już dwunastka kadetek, która wraz z Andrzejem Peciem rozpoczną podróż w kierunku Chorwacji, gdzie w piątek rozpoczną bój o bilety na tegoroczne mistrzostwa Europy. Polski poza gospodyniami zagrają jeszcze z Finlandią.

Od pewnego czasu sztab szkoleniowy reprezentacji Polski kadetek z wielką uwagą przyglądał się pracy siatkarek, które przez ostatnie miesiące przebywały na obozach przygotowujących biało-czerwone do turnieju kwalifikacyjnego w Chorwacji. Andrzej Peć, próbując różnych ustawień i wariantów gry w poniedziałek, po turnieju w Mysłowicach podjął decyzję odnośnie składu, jaki w czwartek rozpocznie podróż na południe Europy. Poza kadrą znalazły się trzy siatkarki, które brały udział w ostatnim zgrupowaniu w Kolnie. W Polsce musiała pozostać libero, Justyna Łysiak,przyjmująca Zuzanna Górecka oraz wychowanka gdańskiej Gedanii, Martyna Łukasik, siostra występującej w Atomie Treflu Sopot, Justyny Łukasik.

Dwunastka, która zagra w turnieju kwalifikacyjnym:
rozgrywające:
Agata Michalewicz, Alicja Grabka
przyjmujące:
Aleksandra Lipska, Aleksandra Rasińska, Dagmara Dąbrowska, Monika Fedusio, Natalia Murek
atakująca:
Oliwia Michalak,
środkowe:
Martyna Świrad, Paulina Świder, Weronika Sobiczewska
libero:
Kinga Drabek

Nie do pozazdroszczenia jest podróż jaką muszą odbyć nasze reprezentantki, aby dotrzeć nad Adriatyk. Biało-czerwone kilka minut po szóstek z Balic odlecą do Frankfurtu, skąd następnie zostaną przetransferowane do Berlina i następnie do Triestu. Po ponad 100 km podróży autokarem Polki popołudniu zameldują się w hotelu w Rovinj. Wieczorem przejdą jeszcze rozruch, a następnego dnia o 20.00 zmierzą się w pierwszym meczu turnieju z reprezentacją Finlandii.

PPK: Blisko niespodzianki w Łodzi, Pałac przełamuje serię porażek

clip_image001

Bardzo bliskie awansu do kolejnej rundy Pucharu Polski i sprawienia sporej niespodzianki były siatkarki ŁKS-u. Ostatecznie to jednak klub z Bydgoszczy zagra dalej w tych rozgrywkach, a wygrana po tie-breaku w Łodzi to przerwanie długiej passy porażek Pałacu Bydgoszcz.

Do meczu pucharowego ŁKS przystąpił w nieco innym zestawieniu niż zazwyczaj. Na rozegraniu znalazła się Agnieszka Wołoszyn, w tym elemencie sprawdziła się takżeKatarzyna Jaszewska. Siatkarki grające na co dzień w Orlen Lidze początkowo nie mogły dostosować się do warunków panujących w hali łódzkiego MOSiR-u. Kiedy źle odległość piłki oceniła Pola Nowakowska gospodynie prowadziły już 5:1. Katarzyna Jaszewska i Małgorzata Ślęzak znacznie skuteczniej atakowały, niż ich odpowiedniczki po drugiej stronie siatki. Przyzwyczaić się do specyficznych warunków nie mogła Zuzanna Czyżnielewska, a po jej atakach piłka często grzęzła w bloku łks-u. Dominacja siatkarek z centralnej Polski była wyraźna, biało-czerwono-białe podbijały kolejne ataki rywalek, mnóstwo błędów własnych „pałacanek” nie pozwoliło im podejmować walki w tym secie (18:10). Łodzianki konsekwentnie utrudniały rozegranie akcji agresywną zagrywką, podopieczne Adama Grabowskiego z kolei grały nerwowo i nim uspokoiły swoją grę, było już po secie (25:17).

Były trener Budowlanych Łódź, by poprawić odbiór zagrywki, wprowadził na plac gry Annę Korabiec. Nadal jednak przedrzeć się na drugą stronę nie mogła Czyżnielewska, choć na lewym skrzydle punkty zdobywała Julia Twardowska. Gospodynie jednak również w tym fragmencie meczu nie wystrzegały się pomyłek, widać było, że nie grają w optymalnym zestawieniu, bardzo brakowało bowiem nominalnej rozgrywającej, Aleksandry Filip. Pomimo tego walczyły punkt za punkt (6:6), Szarpana gra była wodą na młyn dla podopiecznych Macieja Bartodziejskiego, po asie serwisowym Barbary Kubieniec te wyszły na prowadzenie. Wysoki blok ŁKS-u stawał się utrapieniem przyjezdnych, obu zespołom z ogromnym trudem przychodziło kończenie akcji w pierwszym tempie. Zawodniczki z I-ligowego klubu „zginęły” jednak od własnej broni, dwukrotnie intencje łódzkiej rozgrywającej odgadły bydgoszczanki i na tablicy wyników widniał wynik 14:17. W końcówce drugiego seta pewny atak wykonała Patrycja Polak, ale dzięki zagrywce Agaty Kucharczyk łódzcy kibice oglądali grę na przewagi (24:24). W decydującym momencie, piłkę na drugą stronę dostarczyła Ślęzak, a z prezentu skorzystały bydgoszczanki.

Łodzianki niezrażone wynikiem poprzedniej partii grały z rywalkami jak równy z równym, z dobrej strony pokazała się Jaszewska, obijając bydgoski blok. Kiedy po, z pozoru niegroźnym, plasie Kubieniec piłka przetoczyła się po siatce na drugą stronę było 10:5. Dopiero podwójny blok Czyżnielewskiej i Skorupy mógł być impulsem do rozpoczęcia pogoni za rywalkami. Sytuacja zaczęła przypominać tę z pierwszej odsłony, dlatego interweniował Grabowski (15:8). Okazji do podbicia prostych piłek nie wykorzystywały siatkarki z Orlen Ligi i łodzianki były coraz bliżej ponownego objęcia prowadzenia w tym spotkaniu. Przy stanie 19:11 Twardowską zastąpiła Kinga Dybek. Blok na Patrycji Polak zakończył trzecią partię (25:14).

Atakiem wzdłuż linii bocznej boiska trzecią odsłonę rozpoczęła Czyżnielewska, w sukurs ekipie z Bydgoszczy przyszła także Weronika Fojucik i było 2:0. Łodzianki miały kłopot z dokładnym przyjęciem, a piłki podbijane w okolicach 5. metra padały łatwym łupem przyjezdnych. Bardzo szybko inicjatywę zaczęły przejmować „pałacanki”, dlatego o przerwę poprosił szkoleniowiec gospodyń (1:7). Ostatniej ekipie Orlen Ligi układało się teraz wszystko, bydgoszczanki w ataku nie wstrzymywały ręki, w obronie kolejne piłki uciekały z rąk siatkarkom z Łodzi. Wydawało się więc, że tie-break w tym spotkaniu jest nieunikniony (3:14). Seta bez historii efektownym blokiem zamknęła Czyżnielewska (25:8).

Od błędu podwójnego odbicia Jaszewskiej łodzianki rozpoczęły walkę o awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Grzech niedokładności powoli pogrążał gospodynie, które ponownie nie były w stanie zakończyć swojej akcji (1:4). W aut zaatakowała Ślęzak i bydgoszczanki pewnie zmierzały po zwycięstwo (11:3). Kropkę nad „i” postawiła Fojucik, tym samym sprawiając, że w Pucharze Polski nie zobaczymy już zespołów z I ligi (15:7).

ŁKS Commercecon Łódź – Pałac Bydgoszcz 2:3
(25:17, 24:26, 25:14, 8:25, 7:15)

Składy zespołów:
ŁKS: Suwińska (8), Ślęzak (11), Jaszewska (16), Kubieniec (11), Wołoszyn (14), Gajewska (4), Szyjka (libero) oraz Wasiak i Kucharczyk
Pałac: Polak (5), Biedziak (1), Misiuna (13), Twardowska (13), Skorupa (7), Czyżnielewska (14), Nowakowska (libero) oraz Dybek, Korabiec (libero), Fojucik (12) i Tomczyk

PS: Siatkarskie cytaty, które zapadły w pamięć w 2014 roku

W minionym 2014 roku padło wiele pamiętnych słów osób związanych ze środowiskiem siatkarskim.

Fabian Drzyzga po dwóch zwycięstwach w półfinale PlusLigi nad ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle:

– Podszedłem do Alka Achrema i powiedziałem, że te dwa mecze wygraliśmy dla niego. My straciliśmy naszego kapitana na boisku, ale on jest z nami cały czas przy drużynie. On cały czas walczy, aby startować w lepszym momencie z rehabilitacją. Gramy dla niego i kibiców. Nasze osobiste ambicje są na dalszym miejscu. Ten facet zostawił dla tego klubu i miasta bardzo dużo. Oby takich osób jak najwięcej. Życzę każdemu, aby mógł poznać takiego człowieka jak Achrem. Jest takim charakterem, że tylko brać z niego przykład.

Miguel Falasca po przegranym meczu z Effectorem Kielce  w którym nie wzięli udziału kluczowi dla drużyny zawodnicy:

– Ja muszę myśleć przede wszystkim o moim zespole, o moich siatkarzach, o tym, co jest dla nas najlepsze, a nie dla innych. Jestem pewien, że każdy inny trener, także Radek i Vital, na moim miejscu zrobiłby tak samo.

Adam Grabowski o sile Chemika Police:

– Jak się patrzy na Chemika Police, to ja zmiany robiłbym chyba, rzucając monetą. Co trener Cuccarini nie zrobi, to i tak będzie dobrze. Jak ma takie zmiany, że wchodzi Ola Jagieło za Małgosię Glinkę, albo Kaśka Gajgał za Kasię Mróz, to o czym tu mówić? Wtedy można nawet gdzieś na moment przysnąć w trakcie meczu.

Andrea Anastasi o różnicach pracy w klubie i z reprezentacją:

– Praca trenera w ligowej drużynie jest zupełnie inna od pracy w kadrze. Już nie ma się za sobą wszystkich kibiców, tylko wybranych (śmiech).

Ferdinand Tille o reprezentacji Niemiec:

– Można naszą drużynę trochę porównać do piłkarskiej reprezentacji mojego kraju. Na dwóch poprzednich mundialach, pomimo dobrej i przyjemnej dla oka gry, niemieccy piłkarze przegrywali w spotkaniach półfinałowych. W tym roku okazali się już dojrzalszą ekipą i w końcu sięgnęli po mistrzostwo świata. To pokazuje, że potrzeba czasu, aby rozwinąć zespół pod względem umiejętności, a także pod względem mentalnym.

Dawid Gunia o sytuacji, gdy do Lubina przyjechał jeden kibic Transferu Bydgoszcz:

– To jest bardzo miłe, gdy wchodzimy na halę i już jedna osoba do nas z trybun krzyczy i nas wspiera przez cały mecz. Oczywiście nie miał szans się przebić aż tak, bo jednak przewaga miejscowego klubu kibica, ale jest to bardzo przyjemny akcent.

Wojciech Żaliński po meczu z PGE Skrą Bełchatów:

– My z mistrzami świata to chcemy wygrywać, a nie robić sobie zdjęcia.

Grzegorz Pilarz o grze swojego zespołu:

– Z meczu na mecz prezentujemy się coraz lepiej, ale jeszcze te wyniki nie są takie, jakbyśmy chcieli. Za ładną grę punktów się nie daje.

Piotr Gruszka o swojej nowej roli:

– Chciałbym przekazać innym swoją wiedzę. Jeżeli mi się uda, to nie wykluczam, że z rolą szkoleniowca chciałbym związać moją przyszłość. Nie jestem osobą, która mówi, że we wszystkim musi być najlepsza. Chciałbym przede wszystkim przekonać się, czy potrafię nauczyć innych tego, co sam potrafię.

Vital Heynen o pracy z siatkarkami:

– Mam doświadczenie w pracy z siatkarkami plażowymi, ale to nie oznacza, że mam inny system gry. Ten jest wciąż taki sam: unikać błędów! Tak jest w każdym sporcie, piłce nożnej, snookerze… Albo bilardzie! Wie pan, czemu ludzie nienawidzą grać ze mną w bilard? Bo nie gram tak, by wbić bilę do łuzy, ale tak, by utrudnić wszystkim innym dobre wbicia i nie popełnić przy tym błędu. I to samo nastawienie chcę przekazać swoim podopiecznym.

clip_image001

Andrea Anastasi o podjęciu pracy w Gdańsku:

– Mówiąc szczerze, miałem mnóstwo innych propozycji przed rozpoczęciem sezonu, w tym od kilku reprezentacji. Nie byłem jednak zainteresowany. Chciałem uniknąć występu na mistrzostwach świata w Polsce, bo jako były szkoleniowiec tego kraju nie czułbym się dobrze. Nie chciałem robić niczego wbrew sobie, nie było to potrzebne w mojej karierze.

Andrzej Kowal o swoich wyborach:

– Jestem zwolennikiem zostawienia słabiej grającego siatkarza na boisku i dania mu szansy na odbudowanie swojej gry. Czasem wtedy może on odmienić losy meczu. To jest moja koncepcja, czy ona jest słuszna, nie wiem. Ale zespół prowadzi trener i jeżeli jest do czegoś przekonany, to powinien tak postępować.

Serbski atakujący rumuńskiego Unirea Dej Ugljesa Ilić o rewanżowym meczu Pucharu Challenge z Dynamem Bukareszt:

– Przed złotym setem kapitan zespołu podszedł do mnie i mojego rodaka, Danilo Miroslavljevicia i powiedział „Chłopaki, gramy i staramy się ze wszystkich sił, ale teraz musimy przegrać, ponieważ klub nie ma pieniędzy na dalszą grę w tych rozgrywkach. Jeśli wygramy i przejdziemy dalej, nie otrzymamy w styczniu pensji.

Ricardo Lucarelli po meczu III fazy grupowej z Polską w MŚ:

– Rywale zaczęli robić sobie z nas żarty i śmiać się nam w twarz, a my byliśmy mocno wk… takim nastawieniem. Myślę, że to było naszym błędem, nie powinniśmy dalej wytrącać się z równowagi po tym, jak straciliśmy nasze tempo gry.

Bruno Rezende o swoim największym marzeniu:

– Oczywiście, jesteśmy Brazylią i zawsze chcemy wygrywać, ale ten złoty medal olimpijski to jest to, czego ja nie mam, czego nie ma Murilo, czymś, co śni się nam po nocach.

PlusLiga: nerwowo – protesty, czerwone kartki…

Michał Bąkiewicz i Paweł Zagumny ukarani czerwonymi kartkami, Jurij Gładyr prowokujący kibiców w Rzeszowie. Czy będą kary po niedzielnych meczach PlusLigi? – Czekamy na to, co napisze komisarz – mówi główny komisarz PlusLigi, Cezary Matusiak.

– Trzeba umieć panować nad emocjami. Jeżeli ktoś tego nie potrafi i wprowadza nerwową atmosferę na boisku, wówczas widowisko schodzi na drugi plan. Szkoda, bo mecz mógł potrwać znacznie dłużej, mogliśmy się bawić siatkówką i dać radość kibicom. Zamiast tego szybko znaleźliśmy się w szatni, a wszyscy odczuwają niesmak – trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle Sebastian Świderski nie mówi wprost do kogo kieruje swoje słowa. Do arbitrów Pawła Burkiewicza i Wojciecha Maroszka, którzy prowadzili mecz Asseco Resovii z ZAKSĄ i podjęli kilka kontrowersyjnych decyzji? Czy może pod adresem swoich podopiecznych Pawła Zagumnego i Jurija Gładyra? Pierwszy dostał czerwoną kartkę, bo nie potrafił pogodzić się z decyzjami arbitrów i w nerwach uderzył ręką w słupek. Drugi prowokował kibiców, którzy każdą jego akcję kwitowali gwizdami i buczeniem. Zawodników Świderski jednak broni.

– Nie słyszałem, co Paweł powiedział sędziemu, ale nie potrafię zrozumieć, czemu od razu dostał czerwoną kartkę, skoro wcześniej nie został upomniany żółtą. Tym bardziej, że w ten sposób straciliśmy punkt i przegraliśmy drugiego seta – mówi trener ZAKSY. – Co do Jurka, to rzeczywiście wszedł w interakcję z kibicami, ale był prowokowany. Rzeszowskich kibiców uważam za jednych z najlepszych w Polsce, ale w niedzielę niektórym zabrakło kultury – twierdzi Świderski.

O pracy sędziów w Rzeszowie nie chce się wypowiadać, bo za to są kary. – Mogę tylko powiedzieć, że dobry arbiter to taki, którego się nie widzi, który nie jest pierwszoplanową postacią. W grę wchodzą wielkie pieniądze i wszyscy w PlusLidze powinni ponosić konsekwencje błędów. Każdy z nas w klubie za czerwone kartki płaci kary finansowe, a konsekwencją pomyłek na boisku są przegrane mecze. A co z odpowiedzialnością innych osób uczestniczących w meczu? Czy są jak urzędnicy, którzy nie ponoszą żadnych konsekwencji? – pyta retorycznie trener ZAKSY. Pod jego słowami po meczu z Effectorem Kielce mógłby podpisać się dyrektor sportowy AZS-u Częstochowa Ryszard Bosek. – Nie twierdzę, że przez sędziów przegraliśmy mecz, bo kielczanie grali bardzo dobrze. Nie chcemy robić zadymy, ale nie możemy pogodzić się z tym, że arbitrzy wprowadzają nerwową atmosferę – mówi mistrz olimpijski. A pod Jasną Górą w niedzielę było bardzo nerwowo. W trzecim secie czerwoną kartkę dostał debiutujący w roli pierwszego trenera Michał Bąkiewicz, częstochowianie stracili punkt i przegrali seta. – Zapoznałem się już ze sprawozdaniem komisarza, który uważa, że Bąkiewicz nie wytrzymał nerwowo i zasłużył na czerwoną kartkę – mówi PS główny komisarz PlusLigi Cezary Matusiak.

Częstochowianie mają inne zdanie. – Jeśli chodziło o to, że Michał przeklął pod nosem, to w takim razie w każdym meczu połowa zawodników musiałaby dostawać czerwone kartki. Moim zdaniem Bąku nie kontestował decyzji arbitrów bardziej niż wielu innych szkoleniowców – mówi Bosek, który pomagał najmłodszemu, 33-letniemu trenerowi w PlusLidze.

Częstochowianie w sprawie sędziowania zamierzają wystosować do PlusLigi protest, którego nie pozwolono im wpisać do protokołu. – Na razie żadnego pisma z Częstochowy nie dostaliśmy, a dodatkowej kary za czerwoną kartkę dla Bąkiewicza raczej nie przewidujemy. Jakieś pouczenie chyba mu jednak wyślemy – mówi Matusiak. Co z meczem w Rzeszowie? – Nie dotarło do nas sprawozdanie z meczu. Czekamy na to, co napisze komisarz – mówi Matusiak.

FIVB: Puchar Włoch 2015

Udany pościg ekipy Żygadły, pewne zwycięstwo Lube Banca Macerata i dobry występ Kurka

W ćwierćfinałach Pucharu Włoch, Lube Banca Macerata pokonała Andreoli Latina, zaś Trentino Volley z trudem uporało się z Coprą Piacenza.

Pojedynek Trentino z Coprą przyniósł kibicom bardzo dużo emocji, gdyż ekipa z Trydentu przegrywała już 0:2 w setach oraz 15:20 w trzeciej partii, lecz ostatecznie była w stanie najpierw doprowadzić do tie-breaka, a w decydującej partii przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Tym samym podopieczni Radostina Stojczewa awansowali do półfinału rozgrywek, w którym zmierzą się z Sir Safety Perugia. Łukasz Żygadło wywalczył dla swojego zespołu 2 punkty blokiem, zaś bohaterami Trento byli przyjmujący Filippo Lanza(30 punktów) i Matej Kazijski (27 punktów).

Większych problemów z uporaniem się ze swoim rywalem nie mieli siatkarze Lube Banca, którzy potrzebowali tylko trzech odsłon, żeby triumfować w starciu z Andreoli Latina. Z dobrej strony w tej konfrontacji pokazał się Bartosz Kurek (został wybrany najlepszym zawodnikiem pojedynku), który zapisał na swoim koncie 13 punktów, atakując z 46-procentową skutecznością. Polak przyjmował 15-krotnie (1 błąd), notując 47-procentowe przyjęcie pozytywne oraz 20-procentowe przyjęcie perfekcyjne. O finał Coppa Italia drużyna z Maceraty powalczy z Casą Modena.

Wyniki meczów ćwierćfinałowych Pucharu Włoch:

Trentino Volley – Copra Piacenza 3:2 (24:26, 19:25, 37:35, 25:21, 16:14)

Trentino Volley: Żygadło (2), Nemec (9), Lanza (30), Kazijski (27), Birarelli (12), Sole (7), Colaci (libero) oraz Fedrizzi (1), Nelli (2), Giannelli, Burgsthaler.

Copra Piacenza: Rodrigues (3), Poey (25), Papi (10), Zlatanov (30), Ostapenko (12), Alletti (11), Marra (libero) oraz Mario (libero), Ter Horst, Massari, Tencati (1), Kohut (2).

Lube Banca Macerata – Andreoli Latina 3:0 (25:21, 28:26, 25:21)

Lube Banca Macerata: Baranowicz (1), Sabbi (14), Kurek (13), Parodi (15), Podrascanin, Stanković (2), Henno (libero) oraz Fei (1), Monopoli, Shumov (3).

Andreoli Latina: Sottile (2), Starović (24), Rauwerdink (8), Urnaut (7), Rossi (2), Van De Voorde (4), Tailli (libero) oraz Mania (libero), Skrimow (2), Davis, Semenzato (2).

MVP: Bartosz Kurek (Lube Banca).

Sir Safety Perugia – Calzedonia Werona 3:0 (25:13, 29:27, 25:22)

Najwięcej punktów: dla Sir Safety Perugia – Aleksandar Atanasijević (19), Christian Fromm (10), Thomas Beretta (10); dla Calzedonii Werona – Taylor Sander (11), Giacomo Bellei (10).

Casa Modena – CMC Ravenna 3:0 (25:21, 25:15, 25:22)

Najwięcej punktów: dla Casy Modena – Luca Vettori (14), Nemanja Petrić (14); dla CMC Ravenna – Renan (12).

Pary półfinałowe Pucharu Włoch (10 stycznia 2015):

Trentino Volley – Sir Safety Perugia
Casa Modena – Lube Banca Macerata

FIVB: Samuele Papi kończy karierę po 25 latach grania w siatkówkę

Legenda włoskiej siatkówki po 25 sezonie zakończy karierę

Ikona włoskiej siatkówki Samuele Papi zakomunikował, iż po obecnym sezonie zawiesi buty na przysłowiowym kołku. Przyjmujący ma za sobą bogatą karierę.

42-letni Samuele Papi to jeden z bardziej utytułowanych siatkarzy na świecie. Włoch na swoim koncie ma medale ze wszystkich kluczowych zawodów z udziałem reprezentacji, a jeśli chodzi o zdobycze klubowe, pochwalić się może mistrzostwem Włoch (6x), Pucharem czy Superpucharem Italii (5x, 8x), Ligą Mistrzów (3x), Pucharem CEV (2x) Chalenge Cup (4x) czy Superpucharem Europy (3x).

Papi przez całą klubową karierę reprezentował barwy włoskich drużyn, m.in. Cuneo czy Copry Piacenzy. Najdłużej grał jednak w Sisleyu Treviso, bo aż 13 lat. Łącznie przyjmujący we włoskiej ekstraklasie rozegrał 25 sezonów, w których zdobył 8398 punktów!

– Wydaje mi się, że jest to mój ostatni sezon. Nie jestem w 100 procentach pewien, bo po zakończeniu rozgrywek mogę odczuwać duży głód gry, ale wiem, że muszę to przezwyciężyć – mówi Papi.

Siatkarz zaprzecza, iż decyzja związana jest z problemami z jakimi boryka się obecnie jego zespół. Jednym z bodźców ma być zmęczenie fizyczne, a planem na przyszłość wydaje się być szkolenie młodych siatkarzy.

Młoda Liga: Paweł Stysiał – jest prawdziwym testem umiejętności

clip_image001

Transfer Bydgoszcz po 14.kolejkach Młodej Ligi pozostaje liderem rozgrywek. – Nasza recepta na sukces to drużyna, tworzymy prawdziwy team – mówi Paweł Stysiał, libero bydgoskiej drużyny.

młodaliga.pl: Po 14.kolejkach Młodej Ligi Transfer Bydgoszcz pozostaje liderem tabeli. Jaka jest wasza recepta na sukces?

Paweł Stysiał: Nasza recepta na sukces to drużyna. Myślę, że naszą największą siłą jest właśnie to, że tworzymy prawdziwy zespół. Gramy w tym samym składzie od kilku lat. Co prawda, co jakiś czas dochodzi do małych zmian personalnych na danej pozycji, ale są to koledzy z którymi dobrze się znamy. Każdy zawodnik naszej drużyny jest wstanie wnieść coś dobrego, gdy jeden, czy drugi kolega ma słabszy dzień. Teraz czekamy na powrót dwóch zawodników – Michała Gorzenia i Remigiusza Szczuckiego, którzy leczą urazy. Na szczęście powoli wracają do formy i wznowili już treningi.

– Czy przed rozpoczęciem sezonu 2014/15 liczyliście na tak dobry wynik?

– Chyba nikt się tego nie spodziewał. Gramy składem juniorskim, czyli w składzie są zawodnicy z rocznika ’96 i ’97. Młoda Liga jest dla nas prawdziwym testem umiejętności. Na początku sezonu nikt z nas nie myślał o medalu, a o dobrym przygotowywaniu się do mistrzostw Polski juniorów. Jednak gdy już zasiedliśmy na fotelu lidera Młodej Ligi to nikt z nas nie chce z niego zejść. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby nikogo na niego nie wpuścić, bo jest naprawdę bardzo wygodny! (śmiech)

– W twojej ocenie, który z dotychczasowych meczów był najtrudniejszy?

– Rozegraliśmy wiele spotkań, które były na tak zwanym styku. Wiele zespołów grało bardzo dobrze, ale wiadomo nie od dziś, że grając z liderem gra się bez żadnej presji. Myślę, że jednym z najtrudniejszych meczów, jakie rozegraliśmy miało miejsce w Lubinie. Gospodarze bardzo mocno zagrywali. Uważam, że gdyby nie nasz dobry blok i obrona wynik mógł być zupełnie inny [Transfer Bydgoszcz pokonał Cuprum Lubin 3:1 w meczu 9.kolejki Młodej Ligi – przyp. red.]. Kolejny raz pokazaliśmy, że mamy charakter i nie przez przypadek jesteśmy liderem rozgrywek.

– Ostatni mecz przed przerwą rozegraliście 20 grudnia z Jastrzębskim Węglem. Nie obawiacie się, że ta dłuższa przerwa wpłynie niekorzystnie na drużynę?

– Myślę że umiejętności się nie zmienią. Przed Sylwestrem rozegraliśmy Memoriał Sławomira Wedera w Bydgoszczy i muszę przyznać, że nie wyglądało to najgorzej. Myślę, że taka przerwa ma sporo plusów. W przypadku, kiedy wielu z nas mieszka w Bursie i nie ma wielu okazji, żeby wyjechać na weekend do domu, taka przerwa jest dobrym rozwiązaniem. Mieliśmy czas, żeby spotkać się z rodziną i naładować akumulatory, które od 6 stycznia będą musiały być w stanie pełnej gotowości.

– Dla ciebie to już kolejny sezon gry w Młodej Lidze. Z tą małą różnicą, że teraz w rozgrywkach bierze udział czternaście drużyn.

– To prawda, drużyn jest więcej, ale w porównaniu do zeszłego sezonu liga zwiększyła się tylko o jeden zespół. W ubiegłym roku bowiem w rozgrywkach brał udział również SMS PZPS Spała. Dla nas najgorsze są wyjazdy, które nam doszły, czyli do Będzina i Lubina. Pierwszą rundę w większości zagraliśmy na wyjazdach, patrząc na to z dzisiejszej perspektywy uważam, że dobrze się stało. Teraz będziemy mieli więcej czasu na treningi.

– Czy trener Tomasz Zaczek przed rozpoczęciem sezonu postawił przed wami konkretny cel do zrealizowania?

– Mamy główny cel – to mistrzostwa Polski juniorów i na tym się skupiamy. Jednak, gdy pojawiła się szansa ugrać coś na parkietach Młodej Ligi, to czemu z niej nie skorzystać?  To właśnie zwycięstwa budują formę sportowca.

– W najbliższy weekend zmierzycie się na wyjeździe z Effectorem Kielce w ramach 15.kolejki Młodej Ligi. Kielczanie aktualnie zajmują jedenaste miejsce w tabeli. Teoretycznie można spodziewać się łatwego spotkania, czy rzeczywiście takie ono będzie?

– Z tego co wiem to zespół z Kielc ma nowych zawodników. Nigdy nie wolno nikogo lekceważyć. To jest siatkówka młodzieżowa, w której różne rzeczy już się zdarzały. Mam nadzieję, że po raz kolejny wyjdziemy na boisko z wiarą w zwycięstwo i będziemy mogli dopisać trzy punkty do swojego konta.

Transfer Bydgoszcz po 14.kolejkach Młodej Ligi pozostaje liderem rozgrywek. – Nasza recepta na sukces to drużyna, tworzymy prawdziwy team – mówi Paweł Stysiał, libero bydgoskiej drużyny.

14.kolejkach Młodej Ligi Transfer Bydgoszcz pozostaje liderem tabeli. Jaka jest wasza recepta na sukces?

Paweł Stysiał: – Nasza recepta na sukces to drużyna. Myślę, że naszą największą siłą jest właśnie to, że tworzymy prawdziwy zespół. Gramy w tym samym składzie od kilku lat. Co prawda, co jakiś czas dochodzi do małych zmian personalnych na danej pozycji, ale są to koledzy z którymi dobrze się znamy. Każdy zawodnik naszej drużyny jest wstanie wnieść coś dobrego, gdy jeden, czy drugi kolega ma słabszy dzień. Teraz czekamy na powrót dwóch zawodników – Michała Gorzenia i Remigiusza Szczuckiego, którzy leczą urazy. Na szczęście powoli wracają do formy i wznowili już treningi.

Czy przed rozpoczęciem sezonu 2014/15 liczyliście na tak dobry wynik?

– Chyba nikt się tego nie spodziewał. Gramy składem juniorskim, czyli w składzie są zawodnicy z rocznika ’96 i ’97. Młoda Liga jest dla nas prawdziwym testem umiejętności. Na początku sezonu nikt z nas nie myślał o medalu, a o dobrym przygotowywaniu się do mistrzostw Polski juniorów. Jednak gdy już zasiedliśmy na fotelu lidera Młodej Ligi to nikt z nas nie chce z niego zejść. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby nikogo na niego nie wpuścić, bo jest naprawdę bardzo wygodny! (śmiech)

W twojej ocenie, który z dotychczasowych meczów był najtrudniejszy?

– Rozegraliśmy wiele spotkań, które były na tak zwanym styku. Wiele zespołów grało bardzo dobrze, ale wiadomo nie od dziś, że grając z liderem gra się bez żadnej presji. Myślę, że jednym z najtrudniejszych meczów, jakie rozegraliśmy miało miejsce w Lubinie. Gospodarze bardzo mocno zagrywali. Uważam, że gdyby nie nasz dobry blok i obrona wynik mógł być zupełnie inny [Transfer Bydgoszcz pokonał Cuprum Lubin 3:1 w meczu 9.kolejki Młodej Ligi – przyp. red.]. Kolejny raz pokazaliśmy, że mamy charakter i nie przez przypadek jesteśmy liderem rozgrywek.

Ostatni mecz przed przerwą rozegraliście 20 grudnia z Jastrzębskim Węglem. Nie obawiacie się, że ta dłuższa przerwa wpłynie niekorzystnie na drużynę?

– Myślę że umiejętności się nie zmienią. Przed Sylwestrem rozegraliśmy Memoriał Sławomira Wedera w Bydgoszczy i muszę przyznać, że nie wyglądało to najgorzej. Myślę, że taka przerwa ma sporo plusów. W przypadku, kiedy wielu z nas mieszka w Bursie i nie ma wielu okazji, żeby wyjechać na weekend do domu, taka przerwa jest dobrym rozwiązaniem. Mieliśmy czas, żeby spotkać się z rodziną i naładować akumulatory, które od 6 stycznia będą musiały być w stanie pełnej gotowości.

Dla ciebie to już kolejny sezon gry w Młodej Lidze. Z tą małą różnicą, że teraz w rozgrywkach bierze udział czternaście drużyn.

– To prawda, drużyn jest więcej, ale w porównaniu do zeszłego sezonu liga zwiększyła się tylko o jeden zespół. W ubiegłym roku bowiem w rozgrywkach brał udział również SMS PZPS Spała. Dla nas najgorsze są wyjazdy, które nam doszły, czyli do Będzina i Lubina. Pierwszą rundę w większości zagraliśmy na wyjazdach, patrząc na to z dzisiejszej perspektywy uważam, że dobrze się stało. Teraz będziemy mieli więcej czasu na treningi.

Czy trener Tomasz Zaczek przed rozpoczęciem sezonu postawił przed wami konkretny cel do zrealizowania?

– Mamy główny cel – to mistrzostwa Polski juniorów i na tym się skupiamy. Jednak, gdy pojawiła się szansa ugrać coś na parkietach Młodej Ligi, to czemu z niej nie skorzystać?  To właśnie zwycięstwa budują formę sportowca.

W najbliższy weekend zmierzycie się na wyjeździe z Effectorem Kielce w ramach 15.kolejki Młodej Ligi. Kielczanie aktualnie zajmują jedenaste miejsce w tabeli. Teoretycznie można spodziewać się łatwego spotkania, czy rzeczywiście takie ono będzie?

– Z tego co wiem to zespół z Kielc ma nowych zawodników. Nigdy nie wolno nikogo lekceważyć. To jest siatkówka młodzieżowa, w której różne rzeczy już się zdarzały. Mam nadzieję, że po raz kolejny wyjdziemy na boisko z wiarą w zwycięstwo i będziemy mogli dopisać trzy punkty do swojego konta.

ORLEN Liga: Srebrne i brązowe medalistki ORLEN Ligi w ERGO Arenie

Brązowe i srebrne medalistki już w tę sobotę zmierzą się ze sobą w ERGO ARENIE. PGE Atom Trefl Sopot podejmie Impel Wrocław w meczu 15. kolejki ORLEN Ligi (początek 14:45).

Sopocianki wyjdą na to spotkanie niezwykle zmotywowane. Po pierwsze dlatego, że mają sobie coś do udowodnienia po przegranej w Policach z Chemikiem 0:3, po drugie zaś ze względu na wysoką rangę tego spotkania, które może być jednym z decydujących o miejscach na koniec rundy zasadniczej.
– To będzie bardzo ważny dla nas mecz – jeśli go wygramy, będziemy bliżej wicelidera. Jeśli przegramy, to spadniemy na czwarte miejsce. Dlatego nie ma dla nas innego wyjścia, jak to spotkanie wygrać – zapowiada Katarzyna Zaroślińska, atakująca PGE Atomu Trefla.
Zaroślińska w pierwszym meczu tego sezonu z Impelem Wrocław odnotowała najwyższy punktowy rezultat w tym roku. Atakująca ustrzeliła 36 „oczek”, ale podkreśla, że to spotkanie będzie zupełnie innym niż starcie z początku sezonu.
– Na pewno będzie to mecz zupełnie inny, bo wtedy oba zespoły się docierały – zarówno my, jak i Impel. Jedyne, co pozostaje, to zmusić przeciwnika do błędu dobrą zagrywką i utrudnić grę blokiem – to będą nasze podstawowe założenia na ten mecz – podkreśla najlepiej atakująca ligi.
Obecnie Atomówki zajmują 3. miejsce w lidze i mają cztery punkty straty do wicelidera, Polskiego Cukru Muszyna oraz osiem „oczek” do lidera z Polic. Nad czwartym Impelem i piątym BKS Aluprofem Bielsko-Biała sopocianki mają dwa punkty przewagi.

ORLEN Liga: Magdalena Hawryła: odmienić złą kartę

clip_image001

Czwartą porażkę z rzędu poniosły siatkarki Developresu SkyRes Rzeszów. Tym razem beniaminek nie sprostał wicemistrzowi Polski, Impelowi Wrocław przegrywając 0-3.

– Brakuje mi słów, żeby coś sensownego powiedzieć, bo kolejny mecz przegrywamy 0-3 i tak naprawdę nie możemy się niczym usprawiedliwiać – mówi Magdalena Hawryła, środkowa Developresu SkyRes Rzeszów i dodaje. – Po prostu zagrałyśmy źle. Impel był lepszy, a my tylko chwilami zagrałyśmy dobrze, ale w decydujących momentach popełniałyśmy błędy. Po raz kolejny w końcówkach za dużo psujemy piłek – mówi Hawryła, której zespół w kolejnym meczu spisuje się dobrze do dwudziestego punktu, a później cała ich gra się „rozsypuje”. – Staramy się nad tym cały czas pracować, a efektów nie widać. Teraz ten II set był fajny w naszym wykonaniu. Prowadziłyśmy 23:21, a później miałyśmy piłkę setową, ale znów nie udało się postawić kropki nad i – mówi środkowa Developresu, który sromotnie przegrał walkę na siatce.
Rywalki zanotowały aż 14 punktowych bloków, a ekipa z Rzeszowa zaledwie trzy. – Impel ma bardzo wysokie dziewczyny na skrzydłach i one grały bardzo dobrze po kierunkach grały i omijały ten nasz blok – mówi Hawryła i dodaje. – Przegrałyśmy kolejny mecz 0-3, co na pewno jest dołujące, ale trzeba sobie jakoś radzić. Sezon się jeszcze nie skończył, a przed nami dopiero mecze z zespołami, która jak my marzą o grze w play-off. Najważniejsze żebyśmy w końcu coś wygrały. Mam nadzieje, że to jedno nasze zwycięstwo spowoduje, że ta zła karta się odmieni – kończy Magdalena Hawryła.