PlusLiga: Gheorghe Cretu – nic mnie nie zaskoczyło

clip_image001

– Oprócz siły fizycznej wielką rolę, a jeśli nie największą, odgrywać będzie siła mentalna – powiedział trener Cuprum Lubin, Gheorghe Cretu, zapytany o nadchodzącą fazę play off. Co powiedział o zakończonej już I rundzie fazy zasadniczej? Jak ocenia jej drugą odsłonę? Zapraszamy do lektury.

plusliga.pl: Co myślisz o I rundzie, która już za nami?
Gheorghe Cretu: Nic mnie nie zaskoczyło. Rywale grali tak, jak się spodziewałem. Każdy mecz był inny i do każdego trzeba było się bardzo dobrze przygotować. Walczyliśmy z całych sił, tak samo jak inne zespoły.
– Jak oceniasz obecną rundę?
– Zawodnicy są coraz bardziej pewni siebie. Każda drużyna jest też na pewno lepiej ze sobą zgrana. Czeka nas wiele ciekawych meczów. Wszystkie drużyny będą walczyć o każdy punkt. A to wymaga jeszcze więcej rzetelnej pracy na treningach i jeszcze więcej walki na boisku. I tak będziemy robić.
– Jakie są dalsze cele Cuprum Lubin na ten sezon?
– Nie myślimy o tym. Chcemy grać jak najlepiej. Zawsze skupiamy się tylko na następnej grze i staramy się do niej jak najlepiej przygotować. Tylko nasz statystyk zajmuje się trzema meczami do przodu (śmiech).
– Jak przewidujesz, kto najlepiej poradzi sobie w fazie play off i stanie na podium?
– Tylko Bóg to wie (śmiech). Teraz, poza aspektem siatkarskim, wielką rolę odgrywać będzie determinacja, zaangażowanie w grę oraz to, kto lepiej będzie radził sobie z emocjami, kto lepiej będzie czytał grę przeciwnika. Oprócz siły fizycznej wielką rolę, a jeśli nie największą, odgrywać będzie siła mentalna. Kto sobie lepiej z tym wszystkim poradzi, stanie na podium.

CEV: Poważny problem ZAKSY w ćwierćfinale Pucharu

clip_image001

Nie Arkas Spor Izmir, ale szalejąca fala kontuzji będzie dla ZAKSY Kędzierzyn Koźle najpoważniejszym problemem w czwartkowym ćwierćfinale Pucharu CEV. Z podstawowej szóstki wyłączonych zostało aż trzech zawodników.

– Wiemy, że nasza sytuacja nie jest łatwa, ale wierzymy, że to zmobilizuje nas i uwolni siłę zespołu – powiedział Sebastian Świderski, trener ZAKSY Kędzierzyn Koźle.
Wielcy nieobecni, w składzie kędzierzyńskiego klubu to: Michał Ruciak, Paweł Zatorski i Wojciech Kaźmierczak. Pierwszy, urazu nabawił się w trakcie sensacyjnego meczu przeciwko PGE Skrze Bełchatów. Przed pojedynkiem z Asseco Resovią Rzeszów, ze składu wypadł Paweł Zatorski, który lekko naderwał mięsień dwugłowy. Mistrza świata zastąpił Krzysztof  Zapłacki. W meczu z Jastrzębskim Węglem, urazu kostki nabawił się Wojciech Kaźmierczak i ciągle nie jest zdolny do gry. Ponadto, do składu wciąż nie powrócił Łukasz Wiśniewski, który w dalszym ciągu leczy kontuzję kolana. Od początku sezonu brakuje Grzegorza Boćka, zmagającego się z poważną chorobą.
– Z powodu takiej sytuacji, w meczu z Arkas Spor Izmir wystąpi wielu młodych graczy, dla których to spotkanie będzie ogromnym doświadczeniem i szansą na dobre zaprezentowanie się – zdradza szkoleniowiec – Będziemy starali się zaskoczyć Arkas, choć dobrze wiemy, że to trudny przeciwnik. Jeśli nie odrzucimy ich z dala od siatki, możemy mieć poważne problemy z wywalczeniem korzystnego wyniku.
ZAKSA Kędzierzyn Koźle i Arkas Spor Izmir rozegrają dwa spotkania ćwierćfinałowe. Mecz rewanżowy zaplanowany jest na 22 stycznia 2015 roku i odbędzie się  w Turcji.

ORLEN Liga: Azoty Arena w Szczecinie

Azoty.jpg

Grupa Azoty, jeden z czołowych mecenasów sportu w Polsce, ma od dzisiaj swoją halę widowiskowo-sportową w Szczecinie. Uroczyste nadanie nazwy Azoty Arena poprzedził rozgrywany przy komplecie publiczności siatkarski mecz elitarnej Ligi Mistrzyń, pokazy świateł i laserów oraz występ Rico Sancheza z legendarnego Gipsy Kings. Budowa szczecińskiej hali trwała 3,5 roku i kosztowała ponad 190 mln złotych.
Wieczorna uroczystość zmiany nazwy hali na Azoty Arena rozpoczęła się od meczu Ligi Mistrzyń pomiędzy mistrzyniami Polski Chemikiem Police a Dynamem Kazań, zwyciężczyniami ubiegłorocznej edycji LM. Po zaciętej walce 3:1 wygrała drużyna Chemiczek, które są gospodyniami szczecińskiego obiektu i rozgrywają w nim wszystkie swoje mecze.
Następnie na środku hali, która śmiało konkurować może z najnowocześniejszymi obiektami tego typu w Polsce, pojawili się prezes Grupy Azoty Paweł Jarczewski, prezes Grupy Azoty Police Krzysztof Jałosiński oraz prezydent Szczecina Piotr Krzystek. Wszyscy wspólnie z siatkarkami Chemika Police odpalili świetlno-laserowe show i iluminację elewacji hali.
– Porozumienie z miastem Szczecin, na podstawie którego nabyliśmy prawa do nazwy hali Azoty Arena, podpisaliśmy na okres trzech lat. Roczna wartość umowy to 700 tys. złotych. Jest to kolejny krok naszej spółki w promocji Grupy Azoty poprzez sport. Jesteśmy przekonani, że nasza marka będzie w jeszcze większym stopniu rozpoznawalna i to nie tylko w regionie zachodniopomorskim, z którym się utożsamiamy i który jest nam bliski, ale w całej Polsce – powiedział prezes Krzysztof Jałosiński.
– W Grupie Azoty stawiamy sobie ambitne wyzwania biznesowe, rywalizujemy z największymi firmami w Europie i wciąż się rozwijamy. Tym, co daje nam energię i motywuje nas do codziennej pracy jest również rywalizacja i wyniki współpracujących z nami sportowców. W miejscach takich jak ten obiekt kibicujemy im, ponieważ sportowcy to ludzie, którzy wnoszą wielki wkład w budowanie naszej wspólnoty – wspólnoty Polaków ambitnych i śmiało patrzących w przyszłość – powiedział podczas uroczystości otwarcia Azoty Arena Paweł Jarczewski, Prezes Zarządu Grupy Azoty.
– Cieszy mnie ta współpraca – tłumaczy Piotr Krzystek, prezydenta Szczecina. Razem będziemy promować ten nowoczesny obiekt i dbać by odbywały się na nim imprezy najwyższej rangi. Już dziś nie ma weekendu, podczas którego Azoty Arena nie zapełniłaby się kibicami. Cieszę się również, że do grona szczecińskich drużyn, na co dzień korzystających z hali, dołączyły siatkarki Chemika Police. Dzięki temu w Arenie są obecne wszystkie najważniejsze dyscypliny drużynowe, a kibice mogą oglądać rozgrywki na najwyższym sportowym poziomie.
Azoty Arena jest obiektem wielofunkcyjnym. Kompleks wraz z rozbudowaną strefą rekreacji został oddany do użytku 1 sierpnia 2014 roku. Jego właścicielem jest Urząd Miasta Szczecin, a operatorem firma VES, która zajmuje się obsługą takich obiektów sportowych jak Stadion Narodowy czy Pepsi Arena w Warszawie. Azoty Arena składa się z hali głównej, budynku biurowo-usługowego i sportowo-rekreacyjnego. Na terenie wokół znajdują się ścieżki rowerowe, boiska oraz skatepark. Obiekt jest przystosowany do organizacji zawodów m.in. w siatkówce, koszykówce czy piłce ręcznej, a zimą na jego terenie funkcjonuje miejskie lodowisko.
Dodatkowo Azoty Arena umożliwia realizowanie eventów muzycznych i gal. Od czasu jej otwarcia odbyły się w niej m.in. Mistrzostwa Świata Juniorów w Karate WUKF, gala KSW czy ESKA Music Awards, a w najbliższym czasie wystawiany będzie kultowy musical Metro oraz koncertować będzie Garou.

PZPS: Lublin krajowym liderem Akademii Siatkarskich Ośrodków Szkolnych

clip_image001

XIX-wieczny lubelski ratusz zgromadził 14 stycznia 2015 roku liczną grupę osób rozumiejących i popierających ideę upowszechniania siatkówki wśród dzieci i młodzieży poprzez rozwój Akademii Siatkarskich Ośrodków Szkolnych. Najbliższe miesiące powinny przynieść wzrost siatkarskich akademii w szkołach podstawowych z istniejących w Polsce już ponad 100 ośrodków do około 450.
Milowy krok w tym kierunku zrobiono w Lublinie. Krzysztof Żuk, prezydent Miasta Lublin zaprosił na spotkanie inaugurujące Akademie S.O.S. w tym mieście Waldemara Wspaniałego – szefa projektu S.O.S., Zbigniewa Krzyżanowskiego – szefa szkolenia S.O.S.,  Tomasza Wójtowicza – ambasadora lubelskich Akademii S.O.S., Marcina Prusa – ambasadora projektu S.O.S., członków zarządu Lubelskiego Związku Piłki Siatkowej na czele z prezesem Krzysztofem Iwańczukiem, koordynatorów projektu S.O.S. oraz dyrektorów 23 szkół licealnych, gimnazjalnych i podstawowych, które przystąpiły do projektu.
– Wspieramy w Lublinie rozwój sportowy dzieci i młodzieży w szkołach, czyli w miejscach gdzie takie akademie sportowe najłatwiej nam stworzyć i gdzie one najlepiej działają. Lublin jest miastem, które stawia na sport i będzie stawiał, zarówno w wymiarze infrastruktury, którą wspólnie tworzymy, ale przede wszystkim w wymiarze animacji i działań sportowych w szkołach oraz wokół szkół – powiedział Krzysztof Żuk, Prezydent Miasta Lublin.
Inicjatorami akademii są cztery lubelskie szkoły działające w Programie Ministerstwa Sportu i Turystyki i Polskiego Związku Piłki Siatkowej Siatkarskich Ośrodków Szkolnych: Zespół Szkół nr 5, Gimnazjum nr 5, V Liceum Ogólnokształcące oraz Gimnazjum nr 18 – to właśnie przy tych placówkach funkcjonować będą Akademie Siatkarskich Ośrodków Szkolnych.
– Trzeci rok tworzymy S.O.S.-y na najwyższym poziomie by teraz zejść w dół, do szkół podstawowych i to jest właśnie ta inicjatywa samorządowa  dyrektorów szkół i nauczycieli, którzy są w naszym projekcie, by przygotowywać młodsze dzieci do tej wyższej, profesjonalnej siatkówki. Głównym celem jest wychowanie w ciągu kilku lat zawodników, którzy w przyszłości będą grać w reprezentacji Polski, na najwyższym poziomie – powiedział Waldemar Wspaniały, szef projektu Siatkarskich Ośrodków Szkolnych, członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Podkreślił również, że nie ma aktualnie w Polsce innego samorządu, który uczestniczy w tak dużej strukturze edukacji siatkarskiej dzieci i młodzieży.
Ambasadorem lubelskich Akademii S.O.S. złoty medalista mistrzostw świata z 1974 roku i igrzysk olimpijskich z 1976, Tomasz Wójtowicz. Ogólnopolskim ambasadorem S.O.S.-ów jest były wielokrotny reprezentant Polski w piłce siatkowej, Marcin Prus, który również uczestniczył w spotkaniu w lubelskim ratuszu. Patronami akcji są Prezydent Miasta Lublin oraz Polski Związek Piłki Siatkowej.
W Lublinie w ramach 90 klas sportowych i profilowanych, które funkcjonują  w tym roku szkolnym istnieje 26 klas piłki siatkowej. Struktura organizacyjna jest gotowa, zainteresowanie siatkówką  wśród dzieci i młodzieży jest bardzo duże o czym świadczą wypełnione trybuny na spotkaniu i pokazowym treningu Marcina Prusa w lubelskiej hali MOSiR.

Autor/Źródło: Marek Bykowski

ORLEN Liga: Wzmocnień w Rzeszowie nie będzie

clip_image001

Ekipa beniaminka z Rzeszowa na zakończenie XV kolejki Orlen Ligi przegrała w Legionowie 0-3. Dla Developresu SkyRes był to pojedynek o być albo nie być w play-off, a aktualnie strata ekipy trenera Marcina Wojtowicza do ósmego miejsca wynosi już siedem punktów.

W ekipie z Rzeszowa nie brakuje problemów zdrowotnych. Powoli do gry wraca już przyjmująca Emilia Mucha, która nie tak dawno naciągnęła więzadła w stawie skokowym. Natomiast do końca sezonu nie zagrają już Katarzyna Warzocha i Magdalena Jagodzińska. Ta druga kontuzji doznała w „wyjątkowych okolicznościach”. Jagodzińska wybiła sobie bark, tańcząc z koleżankami z radości po wygranym meczu z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Najpierw było śmiesznie, potem strasznie, bo okazało się, iż uraz to nie bułka z masłem. W lutym atakującą Developresu czeka operacja. Na boisko nie wróci też w tym sezonie Katarzyna Warzocha.
– Kibice siedzący podczas meczów za moimi plecami, głośno domagają się, bym wpuścił Kaśkę. Nie wiedzą, że trzy lata temu została źle zdiagnozowana i przez cały ten czas grała z naderwanym mięśniem. Teraz nie może wyprostować ręki. Ją również czeka zabieg – wyjaśnia trener Developresu SkyRes.
Kontuzje destabilizują pracę całej grupy. – Co tydzień zaczynamy nowy etap w naszym sportowym życiu – mówi trener Marcin Wojtowicz – Zmuszeni jesteśmy stosować inne rozwiązania taktyczne. W ostatnim czasie możemy dokonać zmian tylko na rozegraniu i pozycji libero. Jest jeszcze Paulina Głaz, która nigdy nie wie, gdzie zostanie rzucona. Jak zaczęliśmy się rozglądać za nowymi siatkarkami, przyszła informacja o zamknięciu okna transferowego. Z kolei nasza młodzież Kinga Stronias i Aleksandra Kazała są potrzebne reprezentacji Polski juniorek i raczej nam nie pomogą – stwierdza trener ekipy z Rzeszowa.

CEV: Omiczka – Impel 3:1

clip_image001

Omiczka Omsk pokonała Impel Wrocław 3:1 (25:14, 25:23, 24:26, 25:21) w meczu czwartej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzyń.

Wicemistrz Polski wygrał pierwszego seta. Poprzednie trzy mecze przegrał po 0:3.
Omiczka: Orłowa (13), Makarowa (4), Isajewa (18), Irisowa (10), Babieszina (7), Kurilo (16), Tałyszewa (l) oraz Kutiukowa 5 i Kuziakina (l); Impel: Mroczkowska (10), Kwiatkowska (1), Kąkolewska (12), Cutura (9), Kauffeldt (1), Gryka (4), Topić (l) oraz Ptak (10), Kaczor (10) i Sawicka (l).

CEV: Tauron Banimex MKS – Galatasaray Daikin 3:2

clip_image001

Tauron Banimex MKS Dąbrowa Górnicza – Galatasaray Daikin Stambuł 3:2 (25:17, 20:25, 25:21, 17:25, 15:9) w pierwszym meczu 1/4 finału Pucharu CEV.

Pierwszy punkt meczu dzięki dobrej zagrywce zdobyły przyjezdne. I to one jako pierwsze zyskały znaczną przewagę (4:1). Dąbrowianki szybko jednak odrobiły straty i wyszły na prowadzenie po serwisie Katarzyny Koniecznej (6:5). Na pierwszą przerwę techniczną zespoły zeszły przy stanie 8:7 dla MKS-u. Po przerwie dwa kolejne oczka zdobyły gospodynie, które wyszły już na trzypunktowe prowadzenie (10:7). Chwilę później, asem serwisowym popisała się Gina Mancuso, a kolejny punkt blokiem zdobyła Dominika Sobolska (14:10). Czas dla trenera gości Massimo Barboliniego nie pomógł jego drużynie, która straciła kolejne dwa oczka po ataku Sobolskiej i bloku Zakreuskayi (16:10). Przy stanie 16:12 dąbrowianki popełniły błąd ustawienia i co za tym idzie ich przewaga minimalnie stopniała (16:13). Nie podłamało to podopiecznych trenera Serramalery, które zdobyły kolejne cztery punkty (20:13). Dąbrowianki już do końca seta kontrolowały przebieg gry i po punktowym bloku Sobolskiej i Cemberci wygrały tę partię 25:17.
Drugiego seta Turczynki rozpoczęły od dwupunktowego prowadzenia, by potem powiększyć je do czterech oczek (5:1). To zmusiło Juana Manuela Serramalerę do wykorzystania czasu dla swojej drużyny. Nie zmieniło to jednak obrazu gry drugiego seta. Podopieczne Barboliniego świetnie serwowały i przez to dąbrowianki nie potrafiły skończyć swojego ataku (8:3). Siatkarki Taurona Banimexu ewidentnie zostały wybite z rytrmu i traciły kolejne punkty (13:5). Na drugiej przerwie technicznej Galatasaray Stambuł prowadził już 16:6. Po przerwie cztery punkty z rzędu zdobyły dąbrowianki, lecz wciąż przewaga rywalek była bardzo wyraźna (16:10). Chwilę potem, Turczynki prowadziły nawet 19:11, lecz MKS nie zamierzał się poddać i po walecznej grze zmniejszył stratę do czterech oczek (19:15). Przy wyniku 20:17, dzięki dwóm fantastycznym obronom Krystyny Strasz dąbrowianki zniwelowały stratę do dwóch punktów. Mimo niezwykle ambitnej gry gospodyń rywalki utrzymywały przewagę, a w kluczowym momencie seta, dzięki dobrej zagrywce Cateriny Bosetti zdobyły kluczowe punkty i wygrały całego seta do 20.
Trzecia partia od początku była bardzo wyrównana. Gra toczyła się punkt za punkt do samej przerwy technicznej, gdzie jednym oczkiem prowadził Tauron Banimex. Pierwsze dwupunktowe prowadzenie uzyskały jednak przyjezdne po ataku Bosetti (8:10). Tę różnicę dąbrowianki szybko odrobiły za sprawą autowej zagrywki Alikayi i ataku Katsiaryny Zakreuskayi. Zaraz po tym siatkarki MKS-u, dzięki atakom białorusinki z lewego skrzydła wyszedł na prowadzenie (12:10). Chwilę później dwoma świetnymi zagrywkami uraczyła kibiców w hali „Centrum” Dominika Sobolska (14:10). Kapitalna seria środkowej MKS-u w polu serwisowym trwała do drugiej przerwy technicznej (16:10). Przy stanie 18:12 asem serwisowym popisała się Katarzyna Konieczna i Tauron Banimex był coraz bliżej zwycięstwa w trzeciej partii, tym bardziej, że chwilę potem kolejne dwa oczka zdobyła Zakreuskaya (21:13). I choć przyjezdne starały się walczyć, zdobyły wiele punktów, to nie zdołały już dogonić dąbrowianek, które po ataku Katarzyny Koniecznej wygrały seta do 21.
Czwarty set rozpoczął się od dwóch punktów dla drużyny gości po atakach Cateriny Bosetti. To także jej zagrywka spowodowała, że przewaga Galatasaray niedługo po tym powiększyła się do pięciu oczek (6:1). Serię rywalek przełamała Katarzyna Konieczna, która atakiem z prawego skrzydła zdobyła punkt, a chwilę później fantastycznie zaserwowała (6:3). Na pierwszej przerwie technicznej Turczynki prowadziły 8:4. Przyjezdne konsekwentną grą doprowadzały dąbrowianki do szału, które miały ogromne problemy z przyjęciem, a co za tym idzie ze zdobywaniem punktów (12:5). Dopiero przełamanie serwisu Floortje Meijners pozwoliło MKS-owi odrobić kilka oczek do swoich rywalek (13:9). Na drugą przerwę techniczną oba zespoły schodziły, gdy na tablicy wyników pojawił się wynik 16:10 dla Galatasaray. Siatkarki trenera Barboliniego starały się utrzymać swoją przewagę dzięki dobrej zagrywce i skuteczności w ataku, gdzie brylowały Bosetti i Meijners (21:13). Dąbrowianki ambitnie walczyły, ale w tej partii już nie były w stanie przeciwstawić się dobrej grze przyjezdnych i przegrały ją 25:17.
Pierwszy punkt w tie-breaku zdobyła Gina Mancuso. Kolejne oczka dopisały Sobolska, Konieczna, jeszcze raz Mancuso oraz Ozge Cemberci, co dało MKS-owi pięciopunktowe prowadzenie (5:0). Siatkarki z Dąbrowy Górniczej grały w niesamowitym stylu i zarazem z wielkim entuzjazmem, więc na przerwie technicznej prowadziły już 8:1. Dąbrowianki konsekwentnie obijały rywalki serwisem i blokiem utrzymując, a nawet powiększając swoją przewagę, co stało się po świetnym serwisie Katarzyny Koniecznej (11:3). Kolejne trzy punkty zdobyły co prawda przyjezdne, lecz MKS był już niezwykle blisko zwycięstwa w tym spotkaniu. Po autowym odbiciu Bosetti siatkarki Taurona Banimexu miały przed sobą kilka piłek meczowych. Wykorzystały czwartą z nich za sprawą błędu serwisowego Alikayi i wygrały tie-breaka 15:9, a cały mecz 3:2.
Dzisiejsze spotkanie było przeraźliwie ciężkim bojem dla ekipy z Dąbrowy Górniczej. Konsekwencja w kluczowych momentach oraz pasja w obronie spowodowały, że z tej bitwy dąbrowianki wyszły zwycięsko. To nie stawia przed nimi jednak łatwego zadania, ponieważ w Stambule będą musiały wygrać trzy sety.

CEV: Prosecco Doc-Imoco – PGE Atom Trefl 3:1

Prosecco Doc-Imoco Conegliano pokonał PGE Atom Trefl 3:1 (25:20, 21:25, 25:21, 25:13) w pierwszym meczu 1/4 finału Pucharu CEV.

W pierwszym secie Atomówki dzielnie goniły wynik, ale co i rusz odskakiwały im podopieczne Nicoli Negro. Po mocnym początku sopocianki wyrównały na 13:13, ale po chwili znów gospodynie wyszły na przewagę 16:13. W końcówce po bardzo skutecznej grze Włoszek w ataku Conegliano wygrało pewnie 25:20, a na koniec zagrywkę popsuła Klaudia Kaczorowska.
W końcówce drugiego seta sopocianki przymusiły do błędu rywalki dobrą zagrywką, choć trzeba przyznać, że sporo punktów też traciły przy wprowadzaniu piłki do gry. Sopocianki prowadziły 22:15, ale skoncentrowane Włoszki nie odpuszczały. Po zdobyciu czterech punktów z rzedu zrobiło się nieco gorąco. Zablokowany atak Katarzyny Zaroślińskiej i było już 23:19. Na szczęście nie przeszkodziło to Atomówkom zwyciężyć 25:21 po ataku Mai Tokarskiej.
Niestety, dwie kolejne partie wygrał zespół włoski i on jest w lepszej sytuacji w walce o awans.
Prosecco Doc-Imoco Conegliano: Fiorin, Adams, Katić, Ozsoy, Nikołowa, Barazza, de Gennaro (L) oraz Barcellini, Boscoscuro; PGE Atom Trefl Sopot: Tokarska, Leys, Bełcik, Efimienko, Kaczorowska, Zaroślińska, Durajczyk (L) oraz Kaczmar, Cooper

CEV: Zwycięstwo Chemika w Lidze Mistrzyń

Bardzo ważne zwycięstwo odniosły siatkarki Chemika Police w kolejnym meczu Ligi Mistrzyń. Podopieczne Giuseppe Cuccariniego zwyciężając Dinamo Kazań 3:1 umocniły na pozycji liderek grupy A.

Chemik Police niemal pewny jest wygrania swojej grupy w Lidze Mistrzyń, tym bardziej, że za tydzień we własnej hali podejmą najsłabszy jak do tej pory zespół, czeski Agel Prostejov.

W meczu na szczycie Dynamo tylko w pierwszej partii dominowało. Potem odbył się trzysetowy koncert gry chemiczek zakończony triumfem dającym Polkom komplet punktów.

Policzanki zupełnie nie weszły w mecz. Popełniały masę błędów własnym, szczególnie
w polu zagrywki oddając gościom punkt za punktem. Dynami Kazań z każdym kolejnym punktem powiększało swoją, wczesniej już, wyrobioną przewagę. Dobrze funkcjonował blok i obrona oraz kontratak, z którym nie mogły poradzić sobie mistrzynie Polski.

Drugi set to popisowa gra beniaminka Ligi Mistrzyń. W tym secie to Chemik od pierwszych punktów przejął inicjatywę i grał koncertowo. Nie pomogły roszady w składzie obrończyń tytułu. Siatkarki Dinama miały spore kłopoty z wyprowadzeniem ataku. Policzanki grały znakomicie w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, prowadząc po ataku Małgorzaty Glinki-Mogentale 15:5. Set zakończył się błędem w ataku Wiktorii Czaplini, ukazując tym samym niemoc siatkarek w całym secie.

Trzecia partia była bardzo wyrównana już od samego początku, gra toczyła się punkt za punkt. Wkrótce dzięki dobrej zagrywce Mai Ognjenović Chemik nie tylko doprowadził do remisu, ale i wyszedł na prowadzenie 8:7. Kiedy kilka minut później znakomicie uderzyła Anna Werblińska było już 11:8. To nie zniechęciło siatkarek z Kazania, które bardzo szybko odrobiły straty i wyszły na prowadzenie 15:14. Po drugiej przerwie technicznej Kazań stracił skuteczność w ataku, dzięki czemu Chemik zwiększał przewagę. Kiwki Mai Ognjenović
i autowy atak Del Core pozwoliły jeszcze powiększyć przewagę (23:19).

Czwarty set rozpoczął się dość nerwowo ze strony gospodyń. Dinami odskoczyło na trzy oczka. Świetnie działał rosyjski blok, a Nikołajewa zakończyła kontratak i na tablicy widniał wynik 3:8. Po przerwie technicznej kapitan Chemika skończyła atak, a następnie zadziałał blok, w tym efektowny na Gamowej (6:8). W aut uderzyła także Del Core i różnica stopniała do jednego punktu. Wszystko jednak zaczynało się od dobrej zagrywki Agnieszki Bednarek-Kaszy. Po kolejnym autowym ataku Dinama już był remis. Więcej szczęścia i opanowanie nerwów po stronie Chemika pozwoliło siatkarkom odskoczyć na dwa punkty (19:17). Gra cały czas toczyła się punkt za punkt. Dobra zagrywka Any Bjelicy pozwoliła Chemikowi prowadzić 23:20. Mecz zakończyła efektowną kiwką Maja Ognjenović.

KPS Chemik Police – Dinamo Kazań 3:1
(16:25, 25:14, 25:19, 25:22)

Składy
Chemik: Werblińska (12), Bednarek-Kasza (12), Glinka-Mogentale (9), Bjelica (13), Veljković (7), Ognjenović (9), Zenik (libero) oraz Malagurski i Jagieło
Dinamo: Borodiakowa (8), Czaplina (8), Jurewa (17), Gamowa (13), Starcewa (1), Del Core (10), Ulianowa (libero) oraz Jeżowa, Melnikowa (1) i Nikołajewa (5)

clip_image002 clip_image004
clip_image006 clip_image008
clip_image010 clip_image012

PPM: LOTOS Trefl – BBTS 3:2

clip_image001

LOTOS Trefl Gdańsk pokonał w Elblągu BBTS Bielsko-Biała 3:2 (25:19, 20:25, 25:22, 21:25, 15:9) w meczu 1/8 finału Pucharu Polski.