CEV: Przegrana, ale awans do kolejnego etapu rozgrywek

Chemik Police przegrał 2:3 w starciu z Angelem Prościejow, ale dzięki dwóm setom wygranym awansował do fazy play off Champions League. Mistrzynie kraju sprawiły wielką niespodziankę, pewnie kwalifikując się na kolejkę przed końcem z „grupy śmierci” tych prestiżowych rozgrywek. Szkoda, że na własnym terenie stracił punkty.

clip_image001

fot. PAP

Mecz policzanki przegrały, ale zapewniły sobie awans do fazy play off

Angel Prościejow jest zespołem, który potrafi grać naprawdę dobrze. Jest to waleczna drużyna, nigdy nie odpuszcza aż do ostatniej piłki. Musimy zagrać tak dobrze, jak przeciwko Dinamo i wierzę, że tak będzie – mówiła przed starciem piątej kolejki Ligi Mistrzyń Ana Bjelica.

I rzeczywiście mecz był bardzo trudny. Choć pierwszego seta polski zespół wygrał pewnie do 11, to już w kolejnej partii spotkanie zaczęło się na dobre. W drugim secie to siatkarki gości wygrały do 20. Niestety w trzecim secie najważniejszym wydarzeniem była awaria w halii – w trakcie seta zaczął przeciekać dach nowego obiektu w Szczecinie i potrzebna była krótka przerwa, a po chwili postanowiono wznowić spotkanie mimo widocznej kałuży. Na szczęście kilka metrów za linią końcową placu gry…

Seta wygrały policzanki 25:17 i dzięki temu zagwarantowały sobie awans do kolejnej fazy LM. Zwycięstwo w całym spotkaniu było jednak niezwykle istotne, bowiem mogło dać kwalifikację z pierwszego miejsca i teoretycznie lepszą pozycję przed losowaniem play off. Nie udało się i o wszystkim rozstrzygnie ostatnie starcie szóstej kolejki z Rabitą Baku na wyjeździe.

Po raz kolejny więc Chemik męczy się w Orlen Lidze, aby po kilku dniach zdobyć upragnione punkty w europejskich rozgrywkach. Podopieczne trenera Giuseppe Cuccariniego prowadzą jednak w naszej ekstraklasie i wykonały plan minimum w Lidze Mistrzyń. Ale ten plan zakładał też walkę o Final Four tych rozgrywek i oby teraz rozpoczęła się jego skuteczna realizacja. Choćby od wygranej 28 stycznia w Baku. Sen Chemika trwa…

Chemik Police – Angel Prostejow 2:3 (25:11, 20:25, 25:17, 22:25, 12:15)

FIVB: Giovanni Guidetti poprowadzi Holenderki

Według holenderskich mediów jest już niemal pewne, że były selekcjoner żeńskiej kadry Niemiec obejmie siatkarki Oranje i zastąpi tym samym Guido Vermeulena.

Oficjalny komunikat ze strony Nevobo, czyli holenderskiej federacji siatkówki, ma został ogłoszony w czwartek 22 lutego. Związek nie widzi przeszkód w łączeniu przezGiovanniego Guidettiego funkcji pierwszego szkoleniowca reprezentacji Holandii kobiet z kierowaniem VakifBankiem Stambuł. Tym samym Włoch zastąpiłby Guido Vermeulena, który pożegnał się z kobiecą kadrą Oranje na rzecz męskiej reprezentacji.

Tymczasem wciąż nie wiadomo, kto obejmie schedę po Guidettim w zespole „Die Schemtterlinge”, jak nazywane się reprezentantki Niemiec. Na pewno nie będzie to dotychczasowy drugi trener tej drużyny Felix Koslowski, którego kontrakt ze Schweriner SC został przedłużony do 2016 roku. Na giełdzie nazwisk przewijają się między innymi osoby Massimo Barboliniego i trenera sopockiego Atomu, Lorenzo Micellego.

ORLEN Liga: Marcin Wojtowicz: trudno być zadowolonym

clip_image001

Developres SkyRes Rzeszów przegrał kolejny – szósty mecz z rzędu. choć tym razem w odróżnieniu od pięciu ostatnich meczów zdołał wygrać seta. W pojedynku z brązowymi medalistkami poprzedniego sezonu – PGE Atomem Trefl Sopot niespodziewanie na boisku pojawiła się środkowa Katarzyna Warzocha, która nie jest tak naprawdę zdolna do gry.

– Kasia pojawiła się na boisku, ale jej tak naprawdę „nie ma” – wyjaśnia Marcin Wojtowicz, szkoleniowiec Developresu SkyRes. – Generalnie nie może atakować dopóki nie wyleczy barku. Kasia jednak wprowadza na boisko przede wszystkim ład i porządek. Cały czas robi to co do niej należy i z nią ta nasza gra naprawdę wygląda na poukładaną. Niestety nie może atakować i postawiłem na nią, żeby bardziej uporządkować grę, bo i tak graliśmy na skrzydłach wysokimi piłkami – wyjaśnia szkoleniowiec beniaminka z Rzeszowa. Katarzynę Warzochę czeka 21 lutego operacja. – Kasia przychodzi na treningi i wykonuje te elementy, które może ale bez ataku. Jej uraz nie pozwala niestety szybko pociągnąć reki w dół. Musi być operowana – dodaje Wojtowicz, którego zespół przegrał już szóste z rzędu spotkanie, choć tym razem był w stanie urwać faworyzowanym sopociankom seta.
– Atom drużyna z ogromnym potencjałem, jest zdecydowanie lepsza od nas, a ten set wygrany był wynikiem naszej dobrej gry bo popełniliśmy tylko dwa błędy własne i wszystkie akcje kończyły się siatkarsko – mówi trener Developresu i dodaje. – Jakiś tam mały kroczek na przód jest, bo te ostatnie porażki były dołujące, a gdybyś teraz kolejny mecz zakończyli 0-3 i w setach do 15 i 16 to byłby dramat. Ten jeden set trochę nam to wszystko osładza, ale trudno być zadowolonym – kończy trener beniaminka z Rzeszowa.

PZPS: Losowanie grup mistrzostw Europy kadetek

clip_image001

Z Bułgarią (gospodarz), Belgią, Czechami, Holandią i Turcją zagra Polska w fazie grupowej mistrzostw Europy kadetek, które odbędą się od 28 marca do 5 kwietnia.
– Teoretycznie grupa druga jest silniejsza, ale to mogą być pozory – powiedział trener reprezentacji Polski, Andrzej Peć. – Szykujemy się trudne mecze. Walka będzie z każdym zespołem. Będą groźne gospodynie, Belgijki czy Turczynki. Z Czeszkami graliśmy dwa mecze i podzieliśmy się z tym rywalem zwycięstwami. Poza tym w tej kategorii wiekowej można spodziewać się też zaskakujących rozstrzygnięć.
Na początku stycznia Polska wygrała w Chorwacji turniej kwalifikacyjny grupy C, w którym wyprzedziła drużynę gospodyń oraz Finlandii. Poza biało-czerwonymi swoje grupy wygrały: Turcja, Serbia, Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Rosja. Awans uzyskały również Czechy, Grecja i Słowenia, które miały najlepszy bilans z drużyn, zajmujących drugie lokaty.
Podział na grupy ME kadetek:
Grupa I (Samokov): Grecja, Niemcy, Rosja, Serbia, Słowenia i Włochy
Grupa II (Płowdiw):
Bułgaria, Belgia, Czechy, Holandia, Polska i Turcja

OZPS: Kadeci – UKS MOS Opole – AZS PWSZ Nysa

clip_image002

Czterdziestu pięciu widzów, którzy przyszli do małej hali SP nr 21, obejrzało ciekawe i zacięte spotkanie lidera rozgrywek ligi kadetów z trzecim zespołem w tabeli.

clip_image004

Pierwszego seta wygrał co prawda zespół AZS do 20, lecz do połowy (do stanu 13:13) był on bardzo wyrównany. Przy zagrywce Michała Hoszmana AZS „odskoczył” gospodarzom (17:13) i zdobytego prowadzenia nie oddał już do końca seta. Jeszcze bardziej wyrównany była druga partia, w której po początkowej równej walce tym razem to zespół gospodarzy wyszedł na dwupunktowe prowadzenie, które utrzymał do końca odsłony. W trzecim secie wydawało się, że gospodarze nie będą mieli problemu ze zwycięstwem. Opolanie od początku utrzymywali wysokie prowadzenie: 15:8, 17:10. Od tego momentu w szeregach zespołu Jerzego Tracza coś się jednak zacięło. AZS zaczął systematycznie odrabiać straty doprowadzając najpierw do remisu (22:22), a następnie wygrywając końcówkę seta do 23. Czwarty set był podobny do pierwszych dwóch odsłon. Wyrównana walka trwała do stanu 17:17. Przy zagrywce Krzysztofa Wodały AZS wyszedł na prowadzenie 21:17, które utrzymał do końca seta, zwyciężając 25:20 i w całym meczu 3:1.

clip_image006

UKS MOS Opole – AZS PWSZ Nysa 1 : 3 (20:25, 25:22, 23:25, 20:25)

Miejsce: Opole, ul. Sienkiewicza 1 – hala PSP nr 21

Składy zespołów:

UKS MOS Opole: Jakimów K., Puda P., Bieniasiewicz W., Topolnicki K., Zaleski F., Skwierz M., Bujnicki P., Wosinek P. (kapitan), Gwóźdź B., Brocki A., Hanusik G., Passon M. (libero), trenerzy – Jerzy Tracz, Mateusz Gwóźdź;

 

AZS PWSZ Nysa: Niedzielski W., Grubiak D., Walczak M., Augustyn M., Wodała K., Wilman P., Rajski A., Wojciechowski D. (kapitan), Hoszman M., Kukuczka S., Podborączyński M. (libero), Gródecki R. (libero), trenerzy – Przemysław Kaczmarczyk, Paweł Potoczak.

clip_image009

Sędzia I: Tomasz Poznański

Sędzia II: Tomasz Hrycaj

Sędzia sekretarz: Przemysław Cygler

Tomasz Poznański

PlusLiga: Effector wywiózł z Lubina tylko jeden wygrany set

clip_image001

W ostatnim pojedynku 20. kolejki PlusLigi Cuprumu Lubin wygrał z Effectorem Kielce 3:1 (27:29, 25:20, 25:20, 25:19). MVP: Ivan Borovnjak.

Pierwsze minuty spotkania toczyły się pod dyktando zagrywki. W drużynie gospodarzy serwisem straszyli Romać i Borovnjak, a po przeciwnej stronie siatki atomowe strzały posyłał Grzegorz Pająk (8:7). Mimo, iż obydwie ekipy dzieli kilka miejsc w tabeli, na boisku różnicy praktycznie nie było widać. Uwydatniła się ona jedynie w środkowej części seta, szczególnie w sposobie kończenia piłek sytuacyjnych  – kielczanie grali asekuracyjnie, a gospodarze wykazywali  sporą dozę sprytu i odwagi (21:17). Jednak dzięki olbrzymiej ambicji i determinacji przyjezdni zdołali odrobić straty i rozstrzygnąć wynik na swoją korzyść, asem serwisowym Grzegorza Pająka.

Podrażnieni gospodarze, do drugiej części gry przystąpili mocno zmotywowani i szybko odskoczyli przeciwnikom na 9:5. Waleczni kielczanie, podobnie jak w pierwszej odsłonie meczu znów odrobili straty i prowadzili z miejscowymi twardy, wyrównany bój aż do stanu po 20. W końcówce seta kluczową rolę odegrał blok, w którym brylował Maciej Gorzkiewicz (dwa razy zatrzymał na siatce Buchowskiego). Tym elementem lubinianie zdobyli w II odsłonie aż 6 punktów, a w całym spotkaniu 15 (na 7 kielczan).

Równie efektownie gospodarze rozpoczęli odsłonę numer 3 – skutecznymi blokami i prowadzeniem 8:4. Trener Daszkiewicz na przerwie technicznej apelował do swoich podopiecznych by nie spuszczali głów i walczyli o każdą piłkę. Jego prośba szybko została spełniona, bo kilka chwil później kielczanie zniwelowali dystans punktowy (13:13). Jednak decydujące piłki seta ponownie lepiej rozegrali gracze Cuprumu, którzy dzięki kąśliwej zagrywce najpierw Romacia, a potem Borovnjaka wygrali do 20.

Czwartą partię Effector rozpoczął z Januszem na rozegraniu i Jungiewiczem w ataku, ale roszady w składzie nie pomogły zespołowi poprawić jakości gry ofensywnej (16:12). Tym bardziej, że drużyna po przeciwnej stronie z boiska, prowadząc 2:1 w setach nabrała spokoju i pewności swoich poczynań, w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła.

Składy:

Cuprum: Łomacz, Romać, Trommel, Borovnjak, Kadziewicz, Pashytshyy, Rusek (L) oraz Gorzkiewicz, Łapszyński, Kryś,

Effector: Pająk, Krzysiek, Buchowski, Staszewski, Bieniek, Maćkowiak, Sufa (L) oraz Jungiewicz, Janusz, Machacon,

PZPS/CEV: Polscy sędziowie w “akcji”

clip_image003

Skra Bełchatów, Asseco Resovia Rzeszów i Jastrzębski Węgiel wśród mężczyzn a także Chemik Police i Impel Wrocław w rozgrywkach kobiet – to zespoły reprezentujące Polskę w elitarnych rozgrywkach siatkarskiej Ligi Mistrzów. Warto jednak zauważyć, że to nie jedyni przedstawiciele polskiej siatkówki w rozgrywkach o najważniejsze europejskie trofea.

clip_image005

Obok pięciu polskich zespołów, w zmaganiach o Puchar Europy liczną grupę stanowią polscy sędziowie. Już w najbliższy wtorek, 20 stycznia Sędzią drugim spotkania grupy A, Copra Volley Piacenza – Knack Roeselare będzie Maciej Twardowski z Radomia. W środę, 21 stycznia natomiast w austriackiej Posojilnicy tamtejszy AICH/DOB podejmie VfB Friedrichshafen, a sędzią pierwszym tego meczu będzie Wojciech Maroszek z Żor.

Tydzień później Polska będzie miała swoich przedstawicieli w DenizBank Volleyball Champions League kobiet. Mecz pomiędzy Dynamem Moskwa i Dresdner SC poprowadzi Marcin Herbik z Warszawy, natomiast sędzią drugim spotkania, w którym Partizan Belgrad podejmie we własnej hali VakifBank Stambuł będzie Piotr Dudek z Żołyni.

Warto także dodać, że sędzią pierwszym meczu Pucharu Challenge Kobiet pomiędzy Urałoczką Jekaterynburg a Ilbankiem Ankara, który odbędzie się we wtorek, 20.01 będzie Kielczanin, Jacek Sęk.

Wojciech Głód

CEV: Andrzej Niemczyk: Chemika stać na awans do Final Four Ligi Mistrzyń

clip_image001

Siatkarki Chemika Police, prowadzące w tabeli grupy A, mają już zapewniony awans do fazy play off Ligi Mistrzyń. Podopieczne trenera Giuseppe Cuccariniego we wtorek 20 stycznia w piątej kolejce zagrają przed własną widownią z czeskim Agelem Prostejov (początek 18.00, Polsat Sport).
– Chemik w fazie grupowej gra rewelacyjnie – powiedział były trener reprezentacji kobiet, Andrzej Niemczyk. – Trafił do piekielnie silnej grupy i radzi sobie znakomicie. Niewiele brakowało, żeby polski zespół pokonał w Kazaniu Dynamo, ostatniego triumfatora Ligi Mistrzów. U siebie wygrał z rosyjską drużyną, podobnie jak z Rabitą Baku. W stolicy Azerbejdżanu będzie na pewno trudniej, gdyż ten ostatni rywal spisuje się teraz znacznie lepiej niż na początku rozgrywek.
Mecz Rabita Baku – Chemik Police odbędzie się 28 stycznia. – Oczywiście chcemy wygrać kolejne mecze, utrzymać pierwsze miejsce w grupie, a później awansować do Final Four – mówi atakująca Chemika, Ana Bjelica. – Bardzo cieszymy się z dotychczasowych wyników. Marzyłyśmy o zwycięstwie nad Dynamem Kazań, jedną z najlepszych drużyn na świecie. Wierzyłyśmy w siebie, zarówno przed jak i w czasie meczu, że możemy tego dokonać. Myślę, że w tej chwili Chemik jest najlepszą drużyną na świecie.
Zawodniczki oraz włoski szkoleniowiec mistrza Polski obiecują, że do spotkania z Agelem zespół przystąpi z jednym celem – odniesienia zwycięstwa. – Chcemy utrzymać pierwsze miejsca w grupie – podkreśla Giuseppe Cuccarini.
Po losowaniu grup zwycięstwo w tabeli wydawało się mało prawdopodobne. – Chemik obecnie jest bardzo mocny i z drużyn europejskich, które w tym sezonie widziałem, tylko Vakifbank Stambuł wydaje się tak samo silny. Turcy stworzyli ciekawy skład, który z meczu na mecz gra coraz lepiej. W spotkaniu czwartej kolejki pokonał na wyjeździe RC Cannes 3:0 i forma tego zespołu robiła ogromne wrażenie – powiedział Andrzej Niemczyk.
Dla byłego trenera reprezentacji Polski nie ulega wątpliwości. Chemika stać na awans do Final Four Ligi Mistrzyń. – Na pewno taki sukces jest bardzo potrzebny całej polskiej siatkówce – dodaje Andrzej Niemczyk.
Po czterech meczach w tabeli grupy A prowadzi Chemik 10 pkt przed Dynamem Kazań 6, Rabitą Baku 6 oraz Agelem Prostejov 2. W drugim spotkaniu piątej kolejki Dynamo podejmie 22 stycznia Rabitę (początek 19.00 czasu miejscowego).

PlusLiga: LOTOS Trefl Gdańsk sensacyjnie przegrał we własnej hali z AZS Częstochowa

clip_image002

W spotkaniu 20. kolejki siatkarskiej PlusLigi LOTOS Trefl Gdańsk sensacyjnie przegrał we własnej hali z AZS Częstochowa 0:3 (18:25, 16:25, 23:25). MVP spotkania wybrany został przyjmujący zespołu gości, Guillaume Samica.

Takiego wyniku spotkania rozgrywanego w Ergo Arenie nie spodziewał się chyba nikt. O ile w przedmeczowych typowaniach, większość kibiców przewidywała „szybkie 3:0”, o tyle zdecydowana większość z nich jako potencjalnych zwycięzców wskazywała zespół Andrei Anastasiego.

clip_image004

Już od samego początku inauguracyjnej partii gra układała się po myśli siatkarzy spod Jasnej Góry. Premierowa zagrywka kapitana Bartosza Janeczka wylądowała w boisku, kolejny punkt blokiem „dołożył” Guillaume Samica i na tablicy świetlnej widniał wynik 2:0. Do pierwszej przerwy technicznej gra była w miarę wyrównana, jednak później dominacja zespołu Michała Bąkiewicza stawała się co raz bardziej wyraźna. Częstochowianie permanentnie realizowali swoją taktykę, jaką było zagrywanie w Mateusza Mikę, by później ustawiać szczelny blok, który w pierwszej partii zaowocował aż sześcioma punktami. Trener Andrea Anastasi szukał sposobu na dobrze dysponowanych tego dnia Częstochowian. Rotował składem próbując odwrócić losy seta, ale AZS grał zdecydowanie i konsekwentnie, dzięki czemu wygrał pierwszego seta do 18.

W drugiej partii Akademicy zagrali jeszcze lepiej, przede wszystkim punktując za sprawą skutecznych bloków i doskonałej obrony, która pozwalała wyprowadzać kończące akcje. Po pierwszej przerwie technicznej AZS wygrywał jedynie 10:8, ale kilka minut później wyszedł na ośmiopunktową przewagę (19:11)! Prawdziwym liderem zespołu z Częstochowy był Samica, który nie tylko „trzymał” przyjęcie, ale również kończył najtrudniejsze piłki. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w niedzielne popołudnie wszyscy gracze AZS spisywali się wyśmienicie, dzięki czemu Michał Bąkiewicz nie był zmuszany do dokonywania zmian.

clip_image006

Włoski szkoleniowiec Gdańszczan próbował przerywać serię Akademików biorąc czas, ale i to nie pomogło. Ostatnią piłkę tego seta zakończył Samica, a AZS wygrał drugą partię aż 25:16!

W trzeciej partii nadzieję w serca gdańskich kibiców wlał Mateusz Mika. Co prawda początek seta należał do częstochowskich Akademików, ale od stanu 7:5 dla AZS Gdańszczanie zdobyli 5 punktów z rzędu, właśnie głównie dzięki przyjmującemu reprezentacji Polski, który poderwał swój zespół do walki. Swoje „trzy grosze” dołożył także rozgrywający Lotosu Trefla – Marco Falaschi, który zapunktował zagrywką i Lotos Trefl wysunął się na czteropunktowe prowadzenie (11:7).
Częstochowianie jednak nie oddali swojej szansy. Zmęczonego Janeczka zastąpił Rafał Szymura i Częstochowianie błyskawicznie odrobili straty doprowadzając do remisu 17:17. Po chwili dzięki blokowi Mateusza Przybyły na Arturze Ratajczaku było już 20:17. Końcówka partii przyniosła ogromne emocje publiczności zgromadzonej w Ergo Arenie. Podopieczni Anastasiego znów doprowadzili nawet do remisu, ale był to kres ich możliwości tego dnia. Ostatnią piłkę skończył Artur Udrys i sensacja stała się faktem – przedostatni w tabeli AZS Częstochowa rozgromił dotychczasowego wicelidera – LOTOS Trefl Gdańsk 3:0!

LOTOS Trefl Gdańsk – AZS Częstochowa 0:3 (18:25, 16:25, 23:25)

Lotos Trefl Gdańsk: Falaschi, Mika, Gawryszewski, Troy, Schwarz, Grzyb, Gacek (libero) oraz Schulz, Wierzbowski, Ratajczak, Stępień, Czunkiewicz.

AZS Częstochowa: de Amo, Janeczek, Udrys, Kaczyński, Samica, Przybyła, Stańczak (libero) oraz Khilko, Szymura.

Sędziowie: Gadzina Mariusz, Kolendowski Maciej

Protokół elektroniczny: Hałas Emilia

Sędziowie liniowi: Rybak Tomasz, Nosal Piotr

Komisarz zawodów: Pachniewicz Bogusław

Emilia Hałas / Wojciech Głód

INNE: Marek Magiera po Gali Mistrzów Sportu–inaczej ………..

Mija właśnie tydzień od Gali Mistrzów Sportu, podczas której na Polską Siatkówkę spadł deszcz nagród. Drużyna Roku, Trener Roku, Odkrycie Roku, a w glosowaniu na Sportowca Roku Kamil Stoch minimalnie wyprzedził Mariusza Wlazłego i wreszcie Impreza Roku, i tej kategorii… krytycznie przyjrzał się Marek Magiera w felietonie „Po balu”.

image

„Po balu”

Na Balu Mistrzów Sportu owacja na stojąco dla drużyny roku – reprezentacji Polski siatkarzy była najlepszym komentarzem do tego wszystkiego co wydarzyło się w naszym pięknym kraju pod koniec lata 2014 roku. Odebranie indywidualnych wyróżnień przez Antigę, Mikę i Wlazłego to tylko dopełnienie fantastycznej całości.

Sportową imprezą roku zostały mistrzostwa świata w piłce siatkowej mężczyzn Polska 2014. Nie ma się co czarować. Inny wybór zwyczajnie ośmieszyłby kapitułę, jeszcze chyba bardziej niż samą ceremonię wręczenia tej nagrody, no właśnie – tu mam zagwozdkę – prowadzący powiedzieli, że najlepszym kibicom na świecie. To prawda, że siatkarscy kibice są najlepsi na świecie, no ale z całym szacunkiem – czy to kibice zorganizowali mistrzostwa świata? Nie mam zielonego pojęcia kto wpadł na tak absurdalny pomysł, ale naprawdę musiał długo myśleć jak pominąć jednego z dwóch głównych organizatorów imprezy, które były „dziełem” PZPS i Telewizji Polsat.

Idąc powyższym tropem można by zapytać dlaczego nagrody za medialne wydarzenie roku – Igrzyska Olimpijskie w Soczi (padały tam liczby widzów idące w dziesiątki milionów) nie odebrali widzowie Telewizji Polskiej? Aha, jeszcze jedno. Dlaczego statuetkę dla imprezy roku odebrali akurat „ci kibice”, których widzieliśmy na scenie, a nie inni. Kto dokonał tego wyboru i na jakiej podstawie? Gdyby nagrodę dla medialnego wydarzenia odbierali faktycznie widzowie TVP to selekcja byłaby być może prosta – kto regularnie i najdłużej płaci abonament ma pierwszeństwo przy odbiorze nagrody.

Na koniec słowo o prowadzących, a w szczególności o jednym z nich, który sypał żartami na lewo i prawo. Najlepszy miał być chyba ten, kiedy pozdrowił widzów dwóch „swoich” kanałów zauważając, że transmisja nie jest zakodowana. Przyznam się, że w ogóle bym na to nie zareagował, gdyby na podobną wypowiedź, żart, czy „szpileczkę” pozwolił sobie ktoś, kto tego biznesu nie zna i ktoś, kto w tym biznesie nie siedzi (dłużej ode mnie). Ale człowiek z takim stażem i doświadczeniem? Pięciokrotny laureat Telekamery w kategorii komentator roku? Komentator, który nie skomentował niczego poza grą komputerową w skokach narciarskich oraz sms-owego konkursu TVP, w którym można było wygrać kilka giftów w nagrodę za regularne płacenie abonamentu?

Dobra, już nie ma co… Mógłbym się tu nad nim znęcać dłużej, ale kiedyś miałem bardzo nieprzyjemną przygodę podczas prowadzenia gali wręczania nagród dla najlepszych siatkarzy, kiedy to pozwoliłem sobie na żart, którego bohaterem był jeden z kolegów z tak zwanej konkurencji. Mimo, iż cała sytuacja miała miejsce prawie dziesięć lat temu i mimo faktu, że wszystko sobie z kolegą wyjaśniliśmy (wybaczył mi moją zwykłą głupotę), to do dzisiaj odczuwam duży niesmak wynikający właśnie z dużej, ale jednak własnej głupoty.