CEV: PGE Atom Trefl w rundzie challenge

clip_image001

PGE Atom Trefl Sopot pokonał Prosecco Doc-Imoco Conegliano 3:0 (25:20, 25:18, 25:12) w rewanżowym meczu 1/4 finału Pucharu CEV. Pierwsze spotkanie polski zespół przegrał 1:3. O awansie do rundy challenge zadecydował złoty set, wygrany przez gospodynie 15:9.

Na początku pierwszego seta to Włoszki wywalczyły pięciopunktową przewagę. W dużej mierze przyczyniły się do tego błędy własne polskiego zespołu. Tuż przed drugą przerwą techniczną Atom zaczął odrabiać straty, a po asie serwisowym Kaczmar to sopocianki schodziły z boiska prowadząc 16:15. Polki grały coraz lepiej i pewnie wygrały seta do 20.

Nasze zawodniczki dobrą passę kontynuowały również w kolejnej partii. Grały dobrze zarówno na zagrywce, jak i w kontrze. Szybko wyszły na prowadzenie 7:2. Po pierwszej przerwie technicznej zespół z Sopotu się zaciął i stracił serię punktów, co odwróciło wynik na 10:14. Na szczęście chwilę później to Atom zdobył pięć punktów z rzędu 15:14. Przez chwilę toczyła się zacięta walka, ale końcówka należała do Trefla, który ostatecznie zwyciężył do 18.

Od początku trzeciego seta na boisku dominowały gospodynie. Włoszki nie miały żadnych argumentów, aby chociaż na chwilę zagrozić polskiemu zespołowi. Siatkarki Atomu bardzo dobrze spisywały się w bloku czym skutecznie zniechęcały rywalki do gry. W tym secie ich przeciwniczki nie istniały. Atom wygrał do 11 i w całym meczu 3:0.

O awansie decydować miał zloty set. Sopocianki nakręcone wysokim zwycięstwem w poprzedniej partii, czuły się na boisku bardzo dobrze. Szybko wywalczyły kilkupunktową zaliczkę. Rywalki nie były w stanie nawiązać walki. Bardzo dobry mecz zagrała Kaczorowska. Polski zespół pewnie doprowadził do zwycięstwa w tym secie 15:9 i wywalczył awans do rundy challenge.

Atom Trefl Sopot – Prosecco Doc-Imoco Conegliano 3:0

(25:20, 25:18, 25:12)

Złoty set: 15:9 dla Atom Trefl Sopot

Atom Trefl Sopot – Prosecco Doc-Imoco Conegliano 3:0 (25:20, 25:18, 25:12)

Złoty set: 15:9

PZPS: Reprezentacja Polski Kobiet

Trener siatkarskiej reprezentacji Polski kobiet Piotr Makowski zapowiedział, że wkrótce ujawni wszystkie tajemnice kadry. Nie wszyscy będą zadowoleni.

Trener siatkarskiej reprezentacji Polski kobiet Piotr Makowski zapowiedział, że wkrótce ujawni wszystkie tajemnice kadry. Nie wszyscy będą zadowoleni.

Anna Werblińska wywołała spore poruszenie w środowisku siatkarskim. – Trenera Makowskiego jakoś nie widać (…) Nie dzwonił, nie pisał, nie odzywał się. Jeden wielki znak zapytania (…) – przyznała w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

Zawodniczka Chemika Police w bardzo mocnych słowach zarzuciła selekcjonerowi, że nie nadaje się do pracy z kadrą narodową.

Co na to sam Makowski? Każdy kibic z pewnością chętnie poznałby jego punkt widzenia. Selekcjoner odmówił komentarza dziennikarzowi PS, Kamilowi Składowskiemu. – Nie chcę się ustosunkowywać do tej wypowiedzi i nie mam zamiaru prowadzić polemiki na łamach prasy – przyznał.

Nam jednak udało się namówić trenera do większej wylewności. W rozmowie ze Sportowymi Faktami uchylił rąbka tajemnicy. – Tak naprawdę bardzo się cieszę, że pani Werblińska udzieliła takiego wywiadu. To początek dyskusji na temat tego, co się dzieje wokół żeńskiej kadry. Czekałem na taką debatę – przyznał.

A nie dzieje się dobrze. 28. miejsce w światowym rankingu (zupełnie niedawno byliśmy w pierwszej dziesiątce) każe się zastanowić nad przyczynami. Te są bardzo złożone, ale na pewno na pierwszy plan wysuwa się decyzja kilku zawodniczek o rezygnacji z występów w biało-czerwonej ekipie. – Już wkrótce będę mógł ujawnić wszystkie szczegóły na temat atmosfery wokół mojego zespołu. Pracuję w ekstremalnie trudnych warunkach. Myślę, że mój punkt widzenia będzie bardzo ciekawy dla kibiców – dodał Makowski.

Można się spodziewać, że są ludzie, którzy mogą obawiać się słów trenera. Nie wszyscy będą zadowoleni. Prawdopodobnie w najbliższym czasie w Polskim Związku Piłki Siatkowej dojdzie do spotkania selekcjonera z Włodzimierzem Sadalskim i Witoldem Romanem. Jeszcze we wtorek wiceprezes federacji, Roman, mówił: – Piotr Makowski pozostanie selekcjonerem kadry. Nie szykujemy zmiany na tym stanowisku.

Wobec tego, co się aktualnie dzieje, te słowa jakoś do nas nie przemawiają. Mamy wrażenie, że wkroczymy w sezon 2015 z nowym trenerem.

LM CEV: Aleksandra Jagieło: Rywalki wykorzystywały swoje szanse w ataku

clip_image001

– Były bardzo dobrze dysponowane w obronie, moim zdaniem także dobrze przyjmowały. Wykorzystywały swoje okazje do zdobycia punktu… – mówiła po  przegranym meczu z Agelem Prostejov przyjmująca Chemika Police, Aleksandra Jagieło.

Niestety nie mogę pogratulować wygranej nad Agelem Prostejov. Przed meczem mówiłyście, że będzie to trudny pojedynek, że jest to waleczny zespół. We wtorek to się sprawdziło.

Aleksandra Jagieło: – Zgadza się. Agel Prostejov, tak jak pani powiedziała, jest bardzo trudnym przeciwnikiem i we wtorek to pokazał. Naprawdę ciężko się z nimi grało. Były bardzo dobrze dysponowane w obronie, moim zdaniem także dobrze przyjmowały. Wykorzystywały swoje okazje do zdobycia punktu, do tego doszła także świetna gra Liannes Castanedy Simon (zdobyła w meczu 32 punkty przyp. red.) i w ważnych momentach to rywalki przechyliły szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Czy po tym pierwszym, gładko wygranym secie spodziewała się pani, że potem będzie aż tak trudno?

– Powiem szczerze, nie sądziłam, że będzie aż tak ciężko. Wiedziałam jednak na pewno, że nie można się zadowolić tym pierwszym setem. Żadna z nas na pewno nie popadła w żaden hurraoptymizm. Zespół z Prostejova w drugim secie zagrał bardzo dobrze zagrywką, co im pozwoliło odskoczyć na kilka punktów. Ciężko było je już potem dogonić, może gdyby ich przewaga była mniejsza, to ta końcówka wyglądałaby może troszkę inaczej.

Można powiedzieć, że trudy ostatnich spotkań z Tauronem MKS-em, Dinamem Kazań czy BKS-em dają już o sobie znać?

– Możliwe, że tak. Mecz z Dinamem Kazań był na pewno niesamowicie emocjonalnie wykańczający, z bielszczankami również, do tego jeszcze męczący fizycznie, bo pięciosetowy. Na pewno miało to jakieś znaczenie, ale jak się wychodzi na boisko, to się już o tym zmęczeniu nie myśli. We wtorek było widać, że zespół z Prostejova w decydujących momentach wykorzystywał swoje szanse w ataku.

Teraz wcale łatwiej nie będzie, czekają was ciężkie wyjazdy najpierw do Muszyny, potem do Baku.

– Zgadza się, ale nikt nie powiedział, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Trener nas uprzedzał, że styczeń będzie bardzo trudnym miesiącem, mamy trudnych przeciwników w Orlen Lidze, do tego dochodzi jeszcze Liga Mistrzyń. Zdawałyśmy sobie z tego sprawę i teraz nie pozostaje nam nic innego, jak grac, walczyć i wygrywać, kiedy tylko można.

Awans do dalszej fazy Ligi Mistrzyń macie już zapewniony, pytanie tylko, czy z pierwszego, czy drugiego miejsca. Można więc powiedzieć, że ten ostatni mecz w Baku zagracie niejako na luzie?

– Nie sądzę. Przed rozpoczęciem rozgrywek na pewno wszyscy by się cieszyli, że mamy już awans do play-off. W miarę rozwoju sytuacji, kolejnych spotkań apetyty wzrosły i każdy by chciał, żebyśmy wyszły z pierwszego miejsca. W dalszym ciągu jest to możliwe i zrobimy wszystko, żeby tak się stało. W Baku na pewno każda z nas będzie bardzo skoncentrowana, żeby to spotkanie wygrać. To jest jednak sport, więc zobaczymy, jak się to wszystko ułoży. Na pewno jednak polecimy tam nastawione na zwycięstwo.

Wyjście z tak trudnej grupy w Lidze Mistrzyń jest sukcesem nie tylko dla Chemika Police, ale chyba całej żeńskiej siatkówki w Polsce, która w ostatnich latach nie miała wielu powodów do radości.

– Na pewno cieszymy się bardzo, że możemy się przyczynić do tego na razie małego sukcesiku. Wierzę jednak, że może on być jeszcze większy.

Młoda Liga: Przed PGE Skrą wyjątkowa szansa na punkty

clip_image001

PGE Skra Bełchatów po 16. kolejkach zajmuje czternaste miejsce w tabeli Młodej Ligi. W ostatnim meczu zespół ten przegrał przed własną widownią z Effectorem Kielce 1:3.

Gospodarze przy stanie 1:1 rozpoczęli trzecią partię od prowadzenia 6:1. Utrata tej przewagi okazała się kluczowa dla dalszych losów meczu. Goście tym samym znacząco uciekli bełchatowskiej drużynie w tabeli.
Przed PGE Skrą Bełchatów najważniejszy weekend w całych rozgrywkach. W sobotę PGE Skra zmierzy się z Jastrzębskim Węglem, który jest… ostatnim zespołem, z którym podopieczni Radosława Kolanka zwyciężyli. Dzień później PGE Skra uda się do Warszawy na mecz z sąsiadującą w tabeli AZS Politechniką. Szansa na przynajmniej jedno zwycięstwo jest zatem wyjątkowo duża.
PGE Skra w dotychczasowych meczach zgromadziła 6 pkt, tyle samo co trzynasty i przedostatni AZS PW. Jastrzębski Węgiel jest dziewiąty z 17 pkt.

CEV: Sopocianki wierzą w awans

clip_image001

W czwartek ekipę PGE Atomu Trefl Sopot czeka rewanżowy pojedynek 1/4 finału Pucharu CEV z Prosecco Doc-Imoco Conegliano. W pierwszym meczu we Włoszech brązowe medalistki ub. sezonu z Sopotu przegrały 1:3.

– Z Włoszkami zapowiada się bardzo ciężki mecz, zresztą tak jak ten pierwszy, który niestety przegrałyśmy 1-3 – mówi Agata Durajczyk, libero zespołu z Sopotu. – Teraz troszkę po tych podróżach odpoczniemy, zbierzemy siły i wyjdziemy skoncentrowane bo nic nam innego nie zostaje i będziemy walczyć o awans. W zespole z Włoch jest parę znanych zawodniczek, które szczycą się dobrą grą. Mają dużą siłę ataku i jeżeli my nie ustawimy dobrego bloku i defensywy to ciężko jest z nimi grać. Jedynym naszym atutem jest zagrywka, która możemy powalczyć z nimi.
W zespole Prosecco Doc-Imoco Conegliano nie brakuje znanych nazwisk, są też dobre znajome, które grały w barwach klubu z Sopotu. – Jest Neri Ozsoy i Alisha Glass, choć ona akurat leczy kontuzje. Obie te zawodniczki grały u nas w Sopocie. Są też dziewczyny, które wcześniej występowały w Dąbrowej Górniczej. Jest parę znanych nazwisk polskim kibicom. Troszeczkę żałujemy tego pierwszego meczu, bo uważam, że nie powinien się on zakończyć wynikiem 1-3. Możemy spokojnie grać z tym zespołem i wygrać – mówi Izabela Bełcik, rozgrywająca PGE Atomu Trefl, która wierzy w awans do kolejnej rundy. – Ja jest pozytywnie nastawiona – mówi. – Oczywiście musimy grać dobrze, żeby wygrać z nimi. Są tam zawodniczki, które są podporami w reprezentacja swoich krajów. Z takim zespołem nie można grac przeciętnie i wygrać. My zagrałyśmy z nimi taki średni mecz i mam nadzieje, że na własnej hali pokażemy lepszą siatkówkę – stwierdza Izabela Bełcik.

PlusLiga: Dmytro Pashytskyy: jestem dumny, że mogę tutaj grać

clip_image001

W Polsce pojawił się w tym sezonie i od razu zawojował PlusLigowe parkiety. Od początku rozgrywek prowadzi w rankingu najlepiej blokujących i wygląda na to, że ciężko będzie mu tę pozycję odebrać. Dodatkowo jest na czwartym miejscu wśród najlepiej serwujących. O kim mowa? O ukraińskim środkowym drużyny Cuprum Lubin – Dmytro Pashytskyym. Postanowiliśmy zapytać go o życie w Polsce, kuchnię i język. Oczywiście pytania o ligę także się pojawiły.

plusliga.pl: Mieszkasz w Polsce od sierpnia. Jak podoba Ci się życie w Lubinie oraz w Polsce w ogóle? Czy miałeś do tej pory okazję, żeby odwiedzić jakieś inne, ciekawe miejsca u nas w kraju?
Dmytro Pashytskyy: Kiedy tu przyjechałem to właściwie to nie wiedziałem, czego mam oczekiwać od Lubina. Jak do tej pory wszystko mi się podoba i jestem bardzo zadowolony. Lubin to bardzo spokojne, czyste miejsce, po prostu świetnie miasto do życia. Miałem też okazję odwiedzić kilka innych miejsc w Polsce i mam jedynie bardzo dobre doświadczenia. Czuję się u was w kraju świetnie, właściwie prawie tak, jakbym był w domu.
– Kilka ostatnich lat spędziłeś we Francji. Które rzeczy Twoim zdaniem były lepsze u nich, a co bardziej podoba Ci się w Polsce?
– Zgadza się, przez ostatnie trzy lata mieszkałem we Francji. Przywiozłem stamtąd same bardzo dobre wspomnienia. Gdybym miał okazję to na pewno rozważyłbym ponowne odwiedziny. Niemniej jednak w tym momencie rozpocząłem w swoim życiu nowy rozdział, z którego jestem bardzo zadowolony. W Polsce zarówno sposób życia, jedzenie, ludzie jak i klimat są mi bliższe i – tak jak wspomniałem wcześniej – czuję się tutaj tak, jakbym właściwie nie wyjechał z domu.
– Kiedy podpisywałeś kontrakt ze swoim obecnym klubem Cuprum Lubin, czy rozważałeś jedynie kwestie związane z poziomem ligi, czy myślałeś również o kraju, w którym będziesz mieszkał?
– Oczywiście, że rozważałem wszystkie czynniki. W tym jednak przypadku to nie ja wybrałem Cuprum – tak właściwie to oni wybrali mnie (śmiech). W tym momencie nie mógłbym być chyba szczęśliwszy, że jestem częścią tej drużyny.
– Wracając do Twojej codzienności w Polsce. Jestem pewna, że miałeś okazję spróbować naszych typowych potraw. Czy masz jakieś danie, które smakuje Ci najbardziej?
– Zawsze, kiedy podróżujemy razem z drużyną, mam okazję zjeść coś polskiego. Wasze jedzenie jest bardzo podobne, jeśli nie momentami takie samo jak to, które jemy w moim rodzinnym kraju. Także dzięki temu, czuję się u Was jak w domu. Dodatkowo mamy w Lubinie świetną restaurację, w której robią fantastyczny żurek (śmiech).
– A jak wygląda sytuacja z językiem polskim. Jesteś Ukraińcem, a nasze języki są dość podobne. Czy dzięki temu nauka polskiego jest dla Ciebie łatwiejsza?
– To racja, że nasze języki są do siebie dość mocno zbliżone. Dzięki temu zdecydowanie łatwiej uczy mi się polskiego. Równocześnie jednak w drużynie rozmawiamy bardzo dużo po angielsku, co niestety trochę spowalnia moją naukę.
– Wróćmy na chwilę do siatkówki. Jak to jest grać w Polsce, w „lidze mistrzów świata”?
– Dokładnie tak odbieram Polskę i tak się tu czuje – jak w kraju, który jest siatkarskim mistrzem świata (śmiech). Liga jest bardzo silna a poziom gry naprawdę świetny i jestem szczęśliwy, próbując na co dzień do niego dosięgać. Oczywiście nie sposób nie wspomnień o kibicach. To po prostu coś fantastycznego! Jestem dumny z tego, że mam okazję grać w kraju, w którym moja dyscyplina jest tak popularna. Granie przy pełnych trybunach to naprawdę niezapomniane uczucie. Korzystając z okazji, chciałbym ogromnie podziękować naszym wspaniałym kibicom, których mamy w Lubinie. Są niesamowici!
– Czy w takim razie chciałbyś zostać u nas na kolejny sezon?
– Oczywiście, że chciałbym tutaj zostać. Kiedy się nad tym zastanawiam to widzę siebie grającego w Polsce dłużej niż jeden sezon. Niemniej jednak najpierw muszę wyciągnąć jak najwięcej z obecnych rozgrywek i na koniec zobaczymy, dokąd mnie to zaprowadzi.

LM CEV: LM: pewna wygrana wicemistrzów Polski

clip_image001

Asseco Resovia Rzeszów pokonała ACH Volley Lublana 3:0 (25:19, 25:12, 25:16) w piątym meczu grupy C DenizBank Ligi Mistrzów.

Pierwszą partię środowego spotkania otworzyła autowa zagrywka Michała Kozłowskiego. Do pierwszej przerwy technicznej oba zespoły grały praktycznie punkt za punkt. Na czasie na jednopunktowe prowadzenie wyszli rzeszowianie, po pewnym ataku ze środka Russella Holmesa (8:7). Po wznowieniu gry inicjatywę na boisku przejęli gospodarze, którzy utrzymywali wysoki poziom skuteczności w ataku oraz dobrze czytali grę rywali na siatce, ustawiając przy tym szczelny blok (14:11). Po pewnym ataku Makro Ivovicia z lewego skrzydła Asseco Resovia na drugą przerwę techniczną schodziła prowadząc (16:11). Podopieczni Andrzeja Kowala do końca premierowej odsłony meczu utrzymali koncentrację i wygrali do 19. W ostatniej akcji przechodzącą piłkę skutecznie zaatakował Nikołaj Penczew.
Od początku kolejnego seta na parkiecie świetnie spisywali się wicemistrzowie Polski, którzy na pierwszej pauzie objęli trzypunktowe prowadzenie (8:5). Zawodnicy z Lublany nie potrafili znaleźć skutecznego sposobu na odrobienie strat, a do tego popełniali wiele prostych błędów. Na nic zdały się zmiany w szeregach mistrza Słowenii oraz przerwy na żądanie szkoleniowca zespołu gości. Na drugiej pauzie rzeszowianie wyszli na prowadzenie (16:8). Chwilę przed przerwą skutecznym atakiem ze środka popisał się Holmes. Wspominany zawodnik w końcówce popisał się również serią świetnych zagrywek (22:9). Gospodarze wypracowanej przewagi punktowej nie dali sobie już wydrzeć z rąk i wygrali tę partię do 12. W ostatniej akcji po bloku zaatakował Ivović.
Asseco Resovia seta numer trzy rozpoczęła z wysokiego „c”. Po asie serwisowym Piotra Nowakowskiego polski zespół schodził na czas prowadząc (8:3). Drużyna ze Słowenii nie potrafiła zatrzymać rzeszowian w żadnych elemencie. W dalszej części tej partii zespół z Podkarpacia w pełni kontrolował przebieg gry. W ataku świetnie spisywał się Schops, Penczew i Ivović (14:8). Po skutecznym ataku wspominanego Ivovicia na drugiej partii Resovia objęła sześciopunktowe prowadzenie (16:10). W końcówce serią dobrych zagrywek po raz kolejny popisał się Holmes oraz Nowakowski (22:14). Ostatni punkt na wagę zwycięstwa za trzy punkty zakończył skuteczną kiwką z lewego skrzydła Ivović (25:16).
Asseco Resovia Rzeszów – ACH Volley Lublana 3:0 (25:19, 25:12, 25:16)
Asseco Resovia Rzeszów:
Nowakowski (10), Ivović (15), Schops (3), Drzyzga, Holmes (19), Penczew (11), Ignaczak (L);

ACH Volley Lublana:
Flajs (2), Kozamernik (3), Roberts (4), Mochalski (9), Kozłowski, Dolegombai (1), Plot (L) oraz Konclija (2), Klobucar (3), Pokersnik (2), Jereb, Plesko (2).

PlusLiga: Cuprum vs Effector

clip_image002

W spotkaniu 20. kolejki Plus Ligi siatkarze Cuprum Lubin pokonali Effector Kielce 3:1. Mecz obfitował w wiele zwrotów akcji i gdyby chcieć zobrazować go za pomocą wykresu, zobaczylibyśmy grafikę imponującej sinusoidy.

Pierwszy set nie zapowiadał zwycięstwa kielczan – spokojne kilkupunktowe prowadzenie lubinian nie wróżyło tak nagłego zwrotu akcji. Końcówka seta wyglądała imponująco w statystykach Effectora – niemalże pewne zwycięstwo Cuprum zakończyło się zaskakującą porażką 27:29 , a sam set trwał 36 minut.

clip_image004

W drugim secie, zmotywowani kielczanie zaczęli od pewnego prowadzenia. Pomogło im w tym zdecydowanie słabsze rozegranie w zespole Lubina. Pewny atak, doskonały blok i w końcówce seta prowadzenie kielczan 19:16. Siatkówka jednak rządzi się własnymi prawami. Motywowanie zawodników Cuprum przez kapitana Łukasza Kadziewicza przyniosło efekt i nagle zespół zaczął stopniowo odrabiać straty. Zwycięski challenge przy stanie 19:20 przechylił szalę zwycięstwa i Cuprum zwyciężył drugą odsłonę spotkania 25:20, w czasie 29 minut.

Trzeci set rozpoczął się tym razem prowadzeniem Cuprum 4:1. Przy pierwszej przerwie technicznej różnica wynosiła już tylko dwa oczka. I kolejny zwrot akcji w meczu – ze stanu 6:9, Effector wychodzi na prowadzenie 10:9. Kolejne akcje szły „punkt za punkt”. Przy stanie 17:18, drugi czas wziął trener Kielc, następnie przegrany challange i Lubin po raz kolejny odskakuje na różnicę czterech punktów. Set zakończył imponujący atak Pashytskyye’ego i Cuprum zanotował drugie zwycięstwo 25:20 w czasie 29 minut. Cuprum po raz pierwszy u siebie na hali zastosował taktykę dwóch wyspecjalizowanych Libero (Rusek – L1, Kryś – L2).

Liderem początku czwartego seta stali się zdecydowanie kielczanie. Tym razem prowadzenie 4:1 gości i pewna gra aż zapowiadało tie-break. I tu po raz kolejny niespodzianka. Cuprum, po skutecznym ataku Romacia po raz kolejny wkracza do gry i przy pierwszej przerwie technicznej prowadzi już 8:6 i tak już pozostało. Cuprum stopniowo zwiększał swoją przewagę punktową, prowadził 16:12 podczas drugiej przerwy technicznej. Skuteczny atak Romacia przy stanie 24:18 zakończył mecz i Cuprum wygrał całe spotkanie 3:1 (27:29, 25:20, 25:20, 25:18).

clip_image006

MVP spotkania został Ivan Borovnjak , zawodnikiem wyróżniającym Mateusz Bieniek.

Rywalizację obejrzało 2100 widzów.

Sędziowie: Tomasz Flis i Maciej Kolendowski.

Zdjęcia autorstwa Anny Gumowskiej.

PlusLiga: Bilety na hit PlusLigi w sprzedaży od środy!

clip_image001

W środę, 4 lutego, siatkarze LOTOSU Trefla podejmą mistrzów Polski, PGE Skrę Bełchatów, zaś w niedzielę, 15 lutego, zmierzą się z brązowymi medalistami poprzedniego sezonu, Jastrzębskim Węglem. Spotkania te będą arcyważne dla układu tabeli PlusLigi i oba z nich zgromadzą w ERGO ARENIE rekordowo liczną publiczność.

PGE Skra Bełchatów to w ostatnich latach najbardziej utytułowana drużyna w polskiej siatkówce i jeden z najsilniejszych zespołów na świecie. W ciągu dziesięciu sezonów klub ten zgromadził osiem tytułów mistrza Polski, sześć Pucharów Polski, a także srebrne i brązowe medale Ligi Mistrzów i Klubowych Mistrzów Świata. Barwy klubu z Bełchatowa reprezentuje czterech mistrzów świata – Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Karol Kłos i Andrzej Wrona, brązowy medalista mundialu – Ferdinand Tille, a także inne gwiazdy światowej siatkówki – Facundo Conte, Nicolas Uriarte, Nicolas Marechal czy Srecko Lisinac.
W tym sezonie siatkarze LOTOSU Trefla nie odstają jednak od tej doświadczonej i utytułowanej ekipy. Oba zespoły od początku sezonu idą łeb w łeb, utrzymując się w ścisłej czołówce PlusLigi i zmieniając się na pozycjach 1-3. Gdańszczanie i bełchatowianie wygrali dotąd po 17 spotkań, a ich bezpośrednie starcie na terenie mistrza Polski zakończyło się po tie-breaku, w którym podopieczni Andrei Anastasiego mieli nawet piłkę meczową. Teraz czas na rewanż! Pojedynek, który zawsze budzi ogromne emocje wśród trójmiejskich kibiców, tym razem zyska dodatkowy atut: wielką stawkę.
W poprzednich sezonach to właśnie spotkania z PGE Skrą gromadziły największą liczbę kibiców w ERGO ARENIE. We wrześniu 2011 roku mecz dwóch drużyn o żółto-czarnych barwach oglądało 7313 kibiców. To najlepszy wynik w historii startów LOTOSU Trefla w PlusLidze. Zważywszy na rosnącą frekwencję w bieżących rozgrywkach, dużą stawkę meczu i perspektywę ogromnych emocji, 4 lutego rekord ten powinien zostać pobity.
Spotkanie LOTOSU Trefla z PGE Skrą rozegrane zostanie w środę, 4 lutego, o godz. 20.30 w ERGO ARENIE, a kupno wejściówek będzie możliwe od 21 stycznia, od godz. 10.00.
Wtedy też trafią do sprzedaży bilety na mecz żółto-czarnych z Jastrzębskim Węglem. Spotkanie z brązowymi medalistami poprzedniego sezonu PlusLigi odbędzie się w niedzielę, 15 lutego, o godz. 14.45. Jastrzębianie do Gdańska przyjadą najprawdopodobniej bez operowanego niedawno Zbigniewa Bartmana, ale z Michałem Łasko, Michalem Masnym, Alenem Pajenkiem, Damianem Wojtaszkiem, Patrykiem Czarnowskim i Grzegorzem Kosokiem.
Wcześniej gdańszczan czeka jeszcze pojedynek z BBTS-em Bielsko-Biała (sobota, 24 stycznia, godz. 18.00) i ćwierćfinał Pucharu Polski, w którym żółto-czarni z Transferem Bydgoszcz (środa, 28 stycznia, godz. 19.00). Wszystkie spotkania odbędą się w ERGO ARENIE. Bilety nabywać można za pośrednictwem strony www.trefl.kupbilety.pl, w kasach ERGO ARENY, w Sklepie Koszykarza, na stoiskach sieci Toys4Boys w Galerii Bałtyckiej i Centrum Riviera, w Hotelu Haffner i siedzibie Stowarzyszenia Turystycznego Sopot.

PlusLiga: Bartman w lutym wraca do gry

Siatkarz Jastrzębskiego Węgla Zbigniew Bartman po artroskopii łokcia, którą przeszedł 14 stycznia, chce wrócić do gry w lutym. Kilkutygodniowa rekonwalescencja ma pozwolić uniknąć nawrotów kontuzji.

clip_image001

Przyjmujący jastrzębian na boisku po raz ostatni pojawił 23 grudnia w wygranym 3:0 meczu 1/8 finału Pucharu Polski z Zaksą Kędzierzyn-Koźle, ale już po tym spotkaniu narzekał na ból. W kolejnych nie zagrał. Zastąpił go nowy nabytek zespołu Francuz Guillaume Quesque.
– Celem operacji było usunięcie odłamków kości ze stawu, rekonstrukcja uszkodzonej kości i wycięcie narośli, która ograniczała ruchomość. Teraz czeka mnie 4-6 tygodni rehabilitacji i przerwy w grze. Tak długi okres rekonwalescencji jest konieczny, aby zrekonstruowana kość nabrała odpowiedniej wytrzymałości i pozwoliła mi kontynuować karierę bez nawrotów kontuzji – poinformował zawodnik za pośrednictwem portalu społecznościowego.
Jak dodał, liczy, iż z końcem lutego wróci na boisko. W międzyczasie jego koledzy będą walczyć w ekstraklasie i Lidze Mistrzów.
W czwartek na wyjeździe zagrają w piątym pojedynku grupowym LM z bułgarskim Marek Union-Iwkoni Dupnica, który z dwoma punktami zamyka tabelę grupy.
Po powrocie czekać ich będzie najpierw ligowy pojedynek z Politechniką Warszawską, a potem z hiszpańskim Cai Teruel w LM.
Zawodnik jest drugim przyjmującym jastrzębian kontuzjowanym w tym sezonie. W inauguracyjnym meczu z BBTS Bielsko–Biała poważnego urazu nabawił się reprezentant Niemiec Denis Kaliberda, który miał być poważnym wzmocnieniem śląskiego klubu. Pechowo zderzył się z… Bartmanem, upadł i nabawił się kontuzji barku i dotąd nie wrócił na parkiet. Dlatego zatrudniono Quesque.
Po 20 kolejkach PlusLigi Jastrzębski Węgiel zajmuje piąte miejsce w tabeli. Z kolei po czterech seriach meczów LM jest drugi w grupie, za Lokomotiwem, który ma komplet punktów.