ORLEN Liga: Policzanki zdominowały hit kolejki

W meczu 17. kolejki Orlen Ligi, mistrz Polski, Chemik Police, nie dał szans zespołowi Polskiego Cukru Muszynianki Muszyna.

Starcie ekip z Muszyny oraz Polic było zapowiadane jako hit siedemnastej serii spotkań OL, gdyż przed tym pojedynkiem Chemik z dorobkiem 43 punktów (15 zwycięstw, 1 porażka) był liderem rozgrywek, natomiast Muszynianka z liczbą 42 oczek (14 zwycięstw, 2 porażki) zajmowała 2. pozycję w tabeli.

clip_image001

Na samym starcie potyczki dobrze radziła sobie Katie Carter, dzięki której gospodynie objęły prowadzenie 5:3. Z czasem gra zaczęła się wyrównywać, a sprawy w swoje ręce wśród policzanek postanowiła wziąć Małgorzata Glinka-Mogentale i to po jej zagraniu na lewym skrzydle mistrzynie kraju doprowadziły do remisu 12:12. Podopieczne Giuseppe Cuccariniego zaczęły łapać wiatr w żagle i były w stanie wypracować sobie dwa punkty przewagi przed drugą przerwą techniczną (14:16). Coraz więcej błędów zaczęły popełniać miejscowe siatkarki, co skrzętnie wykorzystywały przyjezdne (16:19). Umiejętnie poczynaniami ekipy z Polic kierowała Agnieszka Rabka (17:22), zaś Ana Bjelica i spółka potrafiły postawić kropkę nad „i” w tym secie, wygrywając go do 17.

Zawodniczki z Muszyny nie zwiesiły głów po porażce w poprzedniej odsłonie i rozpoczęły drugą partię z wysokiego „C” po skutecznych blokach na Glince-Mogentale (6:3). Jednakże po I przerwie technicznej Polski Cukier Muszynianka popadł w marazm, a bezlitośnie skorzystał z tego Chemik Police, który zdobył cztery punkty z rzędu (8:10). Muszyńskie siatkarki zaczęły mieć coraz więcej problemów w przyjęciu, natomiast dobrymi zbiciami popisywała się Bjelica i to za jej sprawą policzanki odskoczyły rywalkom na sześć oczek (10:16). Kiedy wydawało się, że ta przewaga zespołu z województwa zachodniopomorskiego pozwoli mu spokojnie kontrolować boiskowe wydarzenia, swój koncert gry w bloku oraz w ataku rozpoczęła Sylwia Wojcieska (16:17). Taki obrót spraw podrażnił obrończynie mistrzowskiego tytułu, które po pomyłkach reprezentantek klubu z małopolski wygrywały 22:19. W końcowym rozrachunku goście już nie dali się dogonić i triumfowali 25:21.

Atakująca Ana Bjelica była motorem napędowym Chemika Police w starciu z ekipą z Muszyny

Chemik wciąż nie zamierzał spuszczać z tonu i prezentował się lepiej od swojego przeciwnika, szczególnie w ofensywie, a raz za razem ze skrzydeł trafiały Małgorzata Glinka-Mogentale oraz Ana Bjelica (5:8). Muszynianka nie miała zbyt wielu argumentów do skutecznej walki, przez co zawodniczki trenowane przez szkoleniowca Cuccariniego prowadziły 15:8 i z każdą kolejną akcją przybliżały się do swojego szesnastego zwycięstwa w sezonie. Gospodynie już nie były w stanie podjąć rękawicy w tej części rywalizacji (14:25), dzięki czemu drużyna z Polic zdobyła swoje kolejne trzy punkty do tabeli Orlen Ligi.

Polski Cukier Muszynianka Muszyna – Chemik Police 0:3 (17:25, 21:25, 14:25)

Polski Cukier Muszynianka Muszyna: Carter (6), Różycka (9), Wojcieska (11), Radenković (2), Kurnikowska (2), Plchotova (1), Maj (libero) oraz Jasińska, Gierak, Hatala, Sosnowska.

Chemik Police: Werblińska (12), Bednarek-Kasza (6), Glinka-Mogentale (13), Bjelica (17), Mróz (4), Rabka (2), Zenik (libero) oraz Jagieło (1), Kowalińska.

MVP: Ana Bjelica (Chemik).

CEV: PGE Atom Trefl Sopot – Prosecco Doc-Imoco Conegliano

clip_image002

To był genialny mecz w wykonaniu Atomu. Sopocianki w niesamowitym stylu awansowały do kolejnej rundy Pucharu CEV. Choć po przegranej we Włoszech niewielu stawiało na zawodniczki z Trójmiasta, one pokazały klasę i dosłownie zmiotły Włoszki z boiska. Z pewnością po takim meczu należy się im miejsce w gronie ośmiu najlepszych drużyn rozgrywek Pucharu CEV.

Spotkanie zaczęło się bardzo nerwowo, wysokie prowadzenie na samym początku odnotowały Włoszki prowadząc 11:6. Wydawało się, że Atomówki nie zdołają dogonić przeciwniczek, ale dziewczyny pokazały, że można na nie liczyć. Drużynę do boju poderwała Klaudia Kaczorowska, dzięki bardzo skutecznej zagrywce. Lorenzo Micelli zdecydował się na podwójną zmianę i na boisko za Izabelę Bełcik i Katarzynę Zaroślińską wbiegły Anna Kaczmar i Anna Miros. Ten krok okazał się trafiony w dziesiątkę i Atomówki doprowadziły do zwycięstwa w secie 25:20.

clip_image004

Drugi set miał bardzo interesujący przebieg. Świetna gra Atomówek na początku seta i doprowadzenie do stanu 10:4 i potem genialna zmiana młodej zawodniczki – Amerykanka (rozgrywająca) Micha Hancock zastąpiła swoją koleżankę na zagrywce i pozostała tam na kolejne 10 akcji seryjnie zdobywając punkty. Na szczęście Sopocianki nie poddały się i po dostaniu piłki w swoje ręce, głównie dzięki świetnej grze Less znów wyszły na prowadzenie i wygrały seta do 18.

Trzecia partia była popisem gry Atomówek, świetnie funkcjonował każdy element i spokojnie zakończyły mecz do zera wygrywając ostatnią partię do 12!

To jednak nie był koniec meczu. Ponieważ tydzień wcześniej Sopocianki przegrały we Włoszech 1:3 o awansie do kolejnej rundy zadecydował złoty set. Atomówki nie straciły wigoru i również brylowały w tej partii triumfując do 9!

Atom Trefl Sopot w kolejnej rundzie Pucharu CEV! W niej jako jeden z czterech zwycięskich zespołów tej rundy Pucharu CEV zmierzy się z przeciwnikiem z Europejskiej Ligi Mistrzyń!

clip_image006

PGE Atom Trefl Sopot – Prosecco Doc-Imoco Conegliano 3:0 (25:20, 25:18, 25:12) złoty set 15:9 – awans PGE Atomu Trefla

Składy drużyn:

PGE Atom Trefl Sopot: Tokarska (10), Leys (9), Bełcik (1), Cooper (10), Kaczorowska (11), Zaroślińska (6), Durajczyk (L) oraz Miros (13), Kaczmar (4)

Prosecco Doc-Imoco Conegliano: Fiorin (2), Adams (5), Katić, Ozsoy (9), Nikołowa (13), Barazza (5), de Gennaro (L) oraz Hancock (3), Barcellini (3), Nicoletti, Boscoscuro.

Supervisor zawodów: Szmidt Wolfgang

Sędziowie: Niklova Jana, Hagstrom Magnus

Sędziowie liniowi: Zieliński Karol, Gawarkiewicz Tomasz, Żygadlo Jerzy, Arentowicz Mirosław

Protokół elektroniczny: Emilia Hałas oraz Małgorzata Piątkowska

PlusLiga: Lotos Trefl Gdańsk – BBTS Bielsko–Biała 2:3

Siatkarze Lotosu Trefla Gdańsk w dalszym ciągu nie prezentują tak wysokiej formy jak na początku sezonu. Żółto-czarni przegrali drugi mecz z rzędu.

W pojedynku 21. kolejki PlusLigi Lotos Trefl Gdańsk podejmował podopiecznych Piotra Gruszki. Siatkarzom z Trójmiasta przyświecał przed tym meczem wyłącznie jeden cel: chęć przełamania się po zaskakującej porażce doznanej przed tygodniem w potyczce z AZS-em Częstochowa.

Spotkanie ekip zajmujących aktualnie trzecie oraz dwunaste miejsce w tabeli PlusLigi lepiej rozpoczęli gospodarze. Przy zagrywce Marco Falaschi gdańszczanie wyszli na prowadzenie 5:2. W pierwszych piłkach meczu, w poczynania bielszczan wkradało się wiele niedokładności, które ułatwiały gdańszczanom wyprowadzenie skutecznych kontrataków. Największą bronią podopiecznych Andrei Anastasiego w inauguracyjnej odsłonie była gra środkowych bloku. Zarówno Wojciech Grzyb jak i Bartosz Gawryszewski wywiązywali się ze swoich zadań praktycznie bezbłędnie. Na drugiej przerwie technicznej żółto-czarni prowadzili już sześcioma „oczkami”. Gdy wydawało się, że gdańszczanie dowiozą pewne prowadzenie do końca, goście wykorzystali chwilowy przestój rywali i zdołali odrobić straty punktowe (24:24). W decydujących o losach partii piłkach lepsi okazali się jednak zawodnicy z Gdańska, wygrywając na przewagi.

Drugiego seta otworzył znakomity atak Sebastiana Schwarza z lewego skrzydła. Jak się okazało w kilku kolejnych akcjach, był to zwiastun dobrej gry skrzydłowych Lotosu Trefla. Reprezentant Niemiec oraz Mateusza Miki raz po raz umiejętnie obijali blok rywali z województwa śląskiego. Natomiast największe zagrożenie po stronie gości stanowiły atakiSerhiy Kapelusa. Gdańszczanie, którzy na początku partii zbudowali sobie kilkupunktową przewagę (11:5), jeszcze przed drugą przerwą techniczną roztrwonili całą zaliczkę i to goście schodzili na time-out z minimalnym prowadzeniem. Przy stanie 19:20 trener Anastasi zdecydował się na przeprowadzenie podwójnej zmiany, jednak Damian Schulz iPrzemysław Stępień nie zagrzali zbyt dużo czasu na boisku. Po rozegraniu następnej akcji włoski szkoleniowiec dokonał zmiany powrotnej. W końcówce partii pierwsze skrzypce w zespole gości grali Jose Luis Gonzalez oraz Kapelus. Własnie atak Ukraińca zakończył drugą odsłonę.

Początek trzeciego seta należał do bielszczan. Podopieczni Piotra Gruszki kontynuowali skuteczną grę jaką prezentowali w końcowych piłkach poprzedniej partii. Natomiast gdańszczanie mieli ogromne problemy z pomyślnym zakończeniem własnych akcji. Murphy Troy popełnił dwa z rzędu błędy: zaatakował w antenkę, następnie posłał piłkę w aut. Nieskuteczna gra Amerykanina skłoniła trenera Anastasiego do przeprowadzeniapodwójnej zmiany przy stanie 6:11. Roszady w składzie nie przyniosły zmiany oblicza wydarzeń mających miejsce na boisku. Na drugiej przerwie technicznej goście prowadzili ośmioma „oczkami”. Set zakończył się bardzo wysokim zwycięstwem BBTS-u Bielsko-Biała.

Bielszczanie wyczuwając słabość sobotnich rywali z jeszcze większym impetem poczynali sobie na boisku. Bartłomiej Neroj rozrzucał gdański blok, czym znacznie ułatwiał zadania ofensywne kolegom z drużyny. Przy stanie 5:7, zespół gości popełnił jednak trzy błędy z rzędu, dzięki czemu na pierwszej przerwie technicznej prowadzenie objęli zawodnicy z Trójmiasta. Zdecydowanie lepszą dyspozycję niż w poprzednich partiach, zaczął prezentować Troy. Amerykanin brał na swoje barki coraz większą odpowiedzialność w ofensywie i stał się pierwszą opcją w ataku Lotosu Trefla Gdańsk. Na drugą przerwę techniczną zespoły schodziły przy dwupunktowym prowadzeniu gospodarzy. Żółto-czarni powiększyli swoją przewagę do pięciu „oczek”, gdy w polu zagrywki pojawił się Falaschi. Serwisy 27-letniego rozgrywającego wprowadzały sporo zamieszania w linii przyjęcia gości. W końcówce seta gdańszczanie popełnili kilka prostych błędów, jednak przewaga wypracowana w środkowej części seta pozwoliła im na zwycięstwo 25:23 i przedłużenie spotkania.

Podobnie jak 14 stycznia w meczu Pucharu Polski, sobotnią rywalizację Lotosu Trefla Gdańsk oraz BBTS-u Bielsko-Biała rozstrzygnąć miał tie-break. Piątą partię od prowadzenia 4:1 rozpoczęli goście. Przyczynił się do tego skuteczny atak Gonzaleza oraz błąd Troya. Amerykanin szybko zrehabilitował się za pomyłkę i miał swój znaczny wkład w odrobienia strat przez gdański zespół (7:7). W decydujących o losach rywalizacji akcjach chłodną głowę oraz więcej sił zachowali bielszczanie, którzy pokonali żółto-czarnych 15:11. Najlepszym zawodnikiem spotkania został wybrany rozgrywający, Neroj.

Lotos Trefl Gdańsk – BBTS Bielsko-Biała 2:3 (28:26, 22:25, 10:25, 25:23, 11:15)

Lotos Trefl Gdańsk: Falaschi, Grzyb, Gawryszewski, Schwarz, Mika, Troy, Gacek (libero) oraz Stępień, Schulz, Wierzbowski, Stolc, Ratajczak

BBTS Bielsko-Biała: Polański, Kwasowski, Neroj, Gonzalez, Buniak, Kapelus, Dębiec (libero) oraz Ferens, Sobala

MVP: Bartłomiej Neroj

ORLEN Liga: W Muszynie starcie z liderem ORLEN Ligi

clip_image001

ORLEN Liga wkracza w decydującą fazę sezonu zasadniczego. Liderem tabeli jest Chemik Police. Jednak tuż za nim plasuje się rewelacja obecnego sezonu – zespół prowadzony przez Bogdana Serwińskiego – Polski Cukier Muszynianka Muszyna. Jak szkoleniowiec wicelidera ORLEN Ligi ocenia obecny sezon oraz sytuacje w polskiej siatkówce? Zapraszamy do lektury wywiadu z trenerem Bogdanem Serwińskim!

– Polski Cukier Muszynianka Muszyna jest rewelacją obecnego sezonu. Twój zespół traci tylko jedno „oczko” do Chemika Police. Eksperci i fachowcy wyrażają zdziwienie. Czy dyspozycja zespołu jest dla Ciebie niespodzianką?
– Eksperci od siatkówki kobiecej zrobili papierową kalkulację sportowych szans poszczególnych zespołów według tzw. „stanu posiadania” i wyszło im, że mój zespół przy szczęśliwym zbiegu okoliczności ma szansę na ósemkę. Dzisiaj przyszedł czas komplementowania naszej gry i poszczególnych zawodniczek. Symboliczny „kciuk w górę” lub „kciuk w dół” dominuje. Wszechobecna socjotechnika podpowiada oceniającym – chwal ponad stan, bo za chwilę lepiej będzie brzmiał tytuł przykładowo „wgniecione w parkiet”. Co do meritum, dyspozycja mojego zespołu nie jest dla mnie zaskoczeniem, ani też nie jest żadną niespodzianką.
– Na horyzoncie starcie określane mianem „meczu sezonu” – już w najlbliższą niedzielę Twoje podopieczne będą u siebie podejmowały obrońcę tytułu Chemika Police. Jak wiadomo w Chemiku gra wiele Twoich byłych zawodniczek. Czy mecz z Chemikiem w jakimś sensie będzie dla Ciebie”sentymentalny”?
– Wkroczyłeś tym pytaniem w sferę emocjonalną. Oczywście odczuwam duży sentyment do zawodniczek, które w moim zespole grały dłuższy czas, zdobywały wiele sukcesów sportowych, podnosiły pozytywnie adrenalinę. Poza tym były i są fantastycznymi osobowościami – prywatnie jako kobiety, sportowo jako europejskiego formatu siatkarki. Niemniej jednak w niedzielę będą stały po drugiej stronie siatki. Na koszulkach będą miały logo Grupa Azoty, a dla mnie liczy się tylko i wyłącznie dwanaście wspaniałych dziewcząt z logo – Polski Cukier Muszynianka.
– Spotkanie z liderem rozpocznie trudny kalendarz dla Twojego zespołu. Czy zakładasz jakiś „plan minimum” na pozostałe mecze rundy zasadniczej ORLEN Ligi?
– Mam szacunek dla każdego zespołu. Pojęcie „planu minimum” nigdy nie towarzyszyło mojej pracy. W sporcie jest zawsze jeden cel – stajesz do meczu i walczysz o zwycięstwo.
– Po ubiegłym sezonie dołączyło kilka nowych zawodniczek. Najgłośniej mówi się o Dani Radenkovic i Katie Carter. Widać radość i charakter u dziewczn. Powalczycie o medale?
– „Dani to perełka” – cytat z komentarza Andrzeja Niemczyka. Andrzeju – diamencik, bo perełka jest delikatna i podatna na uszkodzenia, a to jest twardy, serbski charakter. Ale koniec indywidualnych cenzurek. Nie lubię tego. Zespół to zespół, są w nim różne charaktery. Najbardziej cenię te buntownicze, które znają swoją wartość i potrafią mięć swoje zdanie. Siatkarki muszą być twarde i zadziorne. Plastelina brudzi tylko ręce. Na szczęśćie mam te, które określa się jako „kontrowersyjne”. Daje to szansę na prawdziwą chemię w zespole, a nie słodki lukier na wierzchu a w środku dwulicowość, której nienawidzę. Czy powalczymy o medale? Jak będze zdrowie to jestem o to spokojny.
– W zespole masz sporo młodych zawodniczek. Nie boisz się na nie stawiać?
– Młode, perspektywiczne, utalentowane, nadzieje itp. Nawet ktoś wielki z centrali z Warszawy propagował obowiązek „młodej” grającej w szóstce. Fanaberie, jakbyś mnie zapytał ile lat ma któraś z moich zawodniczek to Ci nie odpowiem, bo nie wiem. Nie wiem, bo mne to nie interesuje. Dla mnie wszystkie są młode i ładne, a w szóstce grają najlepsze. W sporcie zespołowym tylko kryterium jakości decyduje, a nie segregacja wiekowa, narodowa czy rasowa.
Mecz Polski Cukier Muszynianka – Chemik rozegrany zostanie w niedzielę początek 14.45, Polsat Sport.
Dalsza część wywiadu na stronie internetowej klubu z Muszyny.

PlusLiga: Asseco Resovia – Cerrad Czarni 3:2

clip_image001

Asseco Resovia Rzeszów zwyciężyła na własnym boisku z Cerradem Czarni Radom 3:2 (23:25, 26:24, 19:25, 25:14, 15:12). MVP: Piotr Nowakowski.

Rzeszowianie tym razem rozpoczęli pojedynek z Lotmanem i Ivovicem na przyjęciu, przyjezdni natomiast wybiegli na boisko z Mikko Oivanenem w ataku. Pierwsze minuty rywalizacji przyniosły twardy bój punkt za punkt (8:7). Dopiero po drugim czasie technicznym Czarni złapali podwójnym blokiem Jochena Schoepsa i odskoczyli na dwa oczka (17:19), a przy zagrywce Michała Kędzierskiego jeszcze powiększyli prowadzenie (19:22). Resoviacy zdołali odrobić straty, głównie za sprawą doskonałej gry na siatce (po 23). Zaciętą końcówkę asem serwisowym rozstrzygnął Wojciech Żaliński.

W drugiej części meczu miejscowi wciąż czujnie grali na siatce (pojedynczym blokiem na Danielu Pliński popisał się Piotr Nowakowski), byli też skuteczni w ataku (11:8).  Gdy goście odrobili straty (11:11), trener Kowal zdecydował się na zmiany w składzie – za Marko Ivovica posłał do boju Rafała Buszka, a za Dawida Dryję – Russella Holmesa. Chwilę później w polu gry pojawił się także Nikołaj Penczew, który zameldował się punktowym serwisem (16:14). W decydującej fazie seta radomianie, po ataku Schoepsa w antenkę wyrównali wynik (22:22), ale tym razem gospodarze nie dali wydrzeć sobie zwycięstwa.

Kolejna odsłona rozpoczęła się identycznie, jak dwie poprzednie – od zaciętej, wyrównanej walki (10:10). Przy kłopotach rzeszowian z przyjęciem zagrywki, przyjezdni zbudowali trzypunktowy dystans (14:17) i choć siatkarze Andrzeja Kowala mieli kilka dogodnych okazji do zniwelowania różnicy punktowej (m.in. przy wyniku 17:18 Fabian Drzyzga wystawił piłkę na drugą stronę siatki), nie zdołali wykorzystać żadnej z nich. Po drugiej stronie boiska bardzo dobre zawody rozgrywał Daniel Pliński, który był współautorem bloku dającego Cerradowi  prowadzenie w meczu.

Początek 4. partii przyniósł świetną grę blokiem gospodarzy, uwieńczoną prowadzeniem na pierwszej przerwie technicznej 8:6. Goście próbowali odrabiać straty, ale coraz częściej mylili się w ataku. Z akcji na akcję gasł Oivanen, którego przy rezultacie 14:9 zmienił Bartłomiej Bołądź. Trener Prygiel próbował zmienić obraz gry dokonując kolejnych roszad w składzie (za Westphala wszedł Wachnik, a za Żalińskiego – Gutkowski), ale jego podopieczni w końcówce tej fazy rywalizacji byli całkowicie bezradni.
Znacznie lepiej rozpoczęli „set prawdy”, w którym wrócili do wyjściowego składu – 2:4, ale wicemistrzowie Polski szybko doprowadzili do remisu, w sporej mierze za sprawą skutecznych zbić Penczewa. Zażarta walka o każdą piłkę trwała już do końca, a rozstrzygnął ją niezwykle skuteczny w tie breaku Nikołaj Penczew, wykorzystując kontratak.

PlusLiga: Podział punktów w Częstochowie

clip_image001

AZS Częstochowa pokonał MKS Banimex Będzin 3:2 (25:21, 24:26, 23:25, 25:21, 15:12) w meczu 21.kolejki PlusLigi. MVP spotkania został wybrany Guillaume Samica.

Pierwszą partię otworzył punktowy blok Mateusza Przybyły na Sebastianie Wardzie (1:0). Chwilę później w tym samym elemencie zapunktował Rafał Szymura (2:0). Gospodarze dzięki lepszej skuteczności w ataku na przerwie technicznej objęli trzypunktowe prowadzenie (8:5). Chwilę przed pauzą skutecznie z prawego skrzydła zaatakował Michał Kaczyński. Po krótkiej przerwie zespół z Będzina zniwelował stratę punktową do jednego oczka (11:12). Od tego momentu drużyny grały punkt za punkt. Po autowym ataku Mikołaja Sarneckiego na drugą przerwę techniczną to AZS schodził z dwoma oczkami przewagi (16:14). Biało-zieloni do końca premierowej odsłony meczu utrzymali koncentrację. W decydujących fragmentach ciężar gry w ataku wziął na siebie Guillaume Samica, a w polu serwisowym Artur Udyrs (24:20). Ostatni punkt na wagę zwycięstwa zdobył Kaczyński, który skutecznie zaatakował z prawego skrzydła (25:21).
MKS Będzin kolejnego seta rozpoczął z dwiema zmianami w podstawowym składzie. Na parkiecie pojawił się Jakub Oczko i Adrian Hunek w miejsce Tomasza Kowalskiego i Sebastiana Wardy. Tę partie gospodarze rozpoczęli od świetnego ataku ze środka w wykonaniu Przybyły (1:0). Na czasie dwoma punktami prowadzili częstochowianie (8:6). Po wznowieniu gry zespół gości zdołał doprowadzić do remisu (9:9) i od tego momentu drużyny aż do stanu (13:13) grały punkt za punkt. Następnie inicjatywę przejęli podopieczni Michała Bąkiewicza, którzy zdecydowanie lepiej prezentowali się w kontrataku. AZS Częstochowa na drugiej przerwie technicznej po ataku Kaczyńskiego objął prowadzenie (16:13). Będzinianie nie złożyli broni. Na parkiecie pojawił się Miłosz Hebda, który zastąpił Sarneckiego. Dzięki tej zmianie zespół z Będzina doprowadził do remisu (17:17). Walka rozpoczęła się od początku. Końcówka drugiego seta była bardzo zacięta. Ostatecznie lepsi okazali się będzinianie, którzy zwyciężyli do 26.
Podopieczni Roberto Santilliego wyraźnie podbudowani zwycięstwem we wcześniejszej partii, kolejną zaczęli z wysokiego „c”. Pewne ataki ze skrzydeł i mocna zagrywka dała im prowadzenie na pierwszej pauzie (8:4). W dalszej fazie tego seta zespół gości utrzymywał czteropunktowe prowadzenie (12:8). W tej sytuacji szkoleniowiec biało-zielonych zdecydował się na zmianę atakującego. Na parkiecie miejsce Kaczyńskiego zajął Bartosz Janeczek. Do drugiej przerwy technicznej gospodarze odrobili tylko dwa punkty straty (14:16). Po krótkiej przewie Akademicy wykorzystali błędy rywali i doprowadzili do remisu (17:17). Do końca tego seta gra była bardzo wyrównana i nerwowa. Ostatecznie dwie ostatnie akcje tej części meczu na swoją korzyść rozstrzygnęli zawodnicy MKS-u Będzin. Najpierw skutecznie zaatakował ze skrzydła Michał Żuk, a chwilę wspominany siatkarz posłał na stronę rywali asa serwisowego (25:23).
Beniaminek ligi kolejnego seta rozpoczął od prowadzenie (3:0). W polu serwisowym dobrze spisywał się Oczko. Akademicy równie szybko odrobili straty (5:5). Chwilę przed przerwą techniczną Samica skutecznie zaatakował z lewego skrzydła dając tym samym częstochowianom prowadzenie (8:7). Niestety w dalszej części tej partii drużyny zdobywały punkty w znacznej mierze dzięki zepsutym zagrywkom rywali (13:13). Jednak przed drugą pauzą gospodarzom udało się odskoczyć na trzy oczka. W kontrze i bloku dobrze spisywał się Samica i Marcyniak (16:13). AZS do końca zagrał bardzo konsekwentnie i nie dał sobie wydrzeć z rąk zwycięstwa. Tę odsłonę spotkania zakończył pewny atak z lewego skrzydła francuskiego przyjmującego (25:21).
Tie-breaka od punktowego ataku rozpoczął Hebda. Chwilę później kolejny puntk do swojego konta dopisał Marcyniak (1:1). Do stanu (4:4) zespoły grały punkt za punkt. W kolejnych dwóch akcjach Hebda znacząco utrudnił rywalom przyjęcie zagrywki, dzięki czemu goście objęli prowadzenie (6:4). Jednak zawodnicy spod Jasnej Góry szybko doprowadzili do remisu (6:6). Jeszcze przed zamianą stron biało-zieloni wyszli na dwupunktowe prowadzenie. W końcówce AZS zagrał bardzo dobrze preznetował się w bloku (10:6). Będzianie nie zdołali już odrorobić strat. Po dobrym przyjęciu Samicy ze zwycięstwa (15:10) i dwóch punktów mogli się cieszyć zaowdnicy AZS-u Częstochowa.

CEV: Jastrzębski Węgiel lepszy od mistrza Bułgarii

clip_image001

Marek Union-Iwkoni Dupnica przegrał z Jastrzębskim Węgiel 2:3 (18:25, 25:18, 25:22, 18:25, 7:15) w meczu piątej kolejki DenizBank Lidze Mistrzów.

Czwartkowe spotkanie w hali Arena Samokov zaczęło się od udanych ataków Mateusza Malinowskiego, który zastąpił w tym spotkaniu kapitana Jastrzębskiego Węgla, Michała Łasko (uraz kolana). W początkowym fragmencie seta jastrzębianie dwukrotnie złapali blokiem rywali, najpierw Stanislava Veliczkova, a następnie Michaela Mandżukova. Potężny atak Patryka Czarnowskiego poprzedził pierwszą przerwę techniczną przy stanie 8:4 dla Pomarańczowych. Trener gospodarzy, Najden Najdenov, pierwszy czas dla swojej ekipy wziął przy stanie 6:11. W jastrzębskich szeregach skutecznością w ataku brylował Krzysztof Gierczyński. Efektywny atak Czarnowskiego oznajmił także drugą przerwę techniczną, na której zespół z Jastrzębia miał cztery „oczka” w zapasie. Blok Grzegorza Kosoka na Angelu Velkovie skutkował drugą przerwą na żądanie mistrzów Bułgarii (18:13). Kolejny punktowy blok Kosoka utrzymał pięciopunktowe prowadzenie (21:16). Seta na korzyść polskiej drużyny zakończył blokiem Malinowski (25:18).
Drugą partię zespół gości rozpoczął słabiej, zwłaszcza w przyjęciu zagrywki. Rywale szybko zyskali czteropunktowe prowadzenie. Przewagę tę utrzymali na pierwszej przerwie technicznej. Wprawdzie jastrzębianie zmniejszyli nieco straty (6:8), ale wówczas zaczął dobrze funkcjonować bułgarski blok (trzy punkty z rzędu w tym elemencie) i przeciwnicy znów odskoczyli na kilka „oczek” (6:11). W tym momencie to trener Roberto Piazza zareagował przerwą na żądanie. Na próżno. Siatkarze drużyny Marek Union Ivkoni-Dupnitsa zaczęli grać naprawdę dobrze i na drugiej przerwie technicznej prowadzili 16:9. Skuteczności w ataku nabrał Mandżukov. Przy stanie 19:11 dla gospodarzy szkoleniowiec jastrzębian raz jeszcze poprosił o czas dla swojej ekipy, ale też nie przyniósł on zamierzonego skutku. Na placu gry na moment pojawili się zmiennicy: Dmytro Filippov, Mateusz Kańczok oraz Jakub Popiwczak. Rywale nie roztrwonili sporej zaliczki punktowej i tym razem to oni zakończyli seta pewną wygraną do 18.
Na trzeciego seta w jastrzębskich szeregach pojawił się Alen Pajenk, który zastąpił Czarnowskiego. Po wyrównanym początku partii (2:2, 4:4, 6:6), jastrzębianie odskoczyli Bułgarom na dwa punkty. Stało się tak za sprawą skutecznego bloku duetu Kosok-Guillaume Quesque oraz autowego ataku Velkova (8:6). Mistrzowie Bułgarii błyskawicznie zniwelowali stratę i na boisku znów walka toczyła się punkt za punkt. Jastrzębianie odzyskali dwupunktową przewagę dzięki dwóm skutecznym atakom Pajenka (13:11). Bułgarski zespół ponownie wyrównał (po 15). Na drugiej przerwie technicznej nieznaczną przewagę mieli Pomarańczowi. Błędna decyzja sędziowska w połączeniu z potężną zagrywką gospodarzy dała ekipie z Dupnitsy prowadzenie (17:16). Autowy atak Veliczkova był jednoznaczny z przerwą na żądanie Najdenova, bo drużyna z Jastrzębia zyskała przewagę 21:20. Za chwilę do tego manewru uciekł się trener Piazza, bo Mandżukov zaserwował asa i to Bułgarzy byli na prowadzeniu. Po pauzie Mandżukov raz jeszcze sprawił kłopoty naszym przyjmującym (23:21). Marek Union Ivkoni-Dupnitsa nie dał sobie wyrwać z rąk tej przewagi i po bloku przypieczętował wygraną także w trzecim secie (25:22).
W czwartą partię lepiej weszli podopieczni trenera Piazzy. Duża w tym zasługa skutecznego w ofensywie i w bloku Pajenka (7:3). Potem wigor w ataku odzyskali także Gierczyński i Quesque, co momentalnie przełożyło się na rezultat punktowy (10:6 dla JW). Po akcji Michala Masnego z Pajenkiem zespoły zeszły na drugą przerwę techniczną przy stanie 16:12 dla Jastrzębskiego Węgla. Efektywna gra jastrzębian w ataku oraz kontrze (Gierczyński, Pajenk) skutkowała nawet pięciopunktową przewagą na dystansie seta (22:17). Swoje zrobiły też mocne zagrywki Malinowskiego, które sprawiły spore kłopoty bułgarskim przyjmującym. Seta na korzyść Jastrzębskiego Węgla zamknęła zepsuta zagrywka w wykonaniu Mihaila Cventanova.
Decydującą partię meczu lepiej zaczęli jastrzębianie. Na początku seta w ataku i bloku błysnął sprytem Quesque. Już przy stanie 4:1 dla Jastrzębskiego Węgla trener Najdenov zażądał przerwy dla swojego zespołu. Błędy rywali w ataku sprawiły, że drużyny zmieniły się stronami przy stanie 8:2 dla Pomarańczowych. Skuteczny blok, a następnie as serwisowy w wykonaniu Pajenka skutkowały wynikiem 11:4 dla naszej drużyny. Spokojnie grający jastrzębianie pewnie dowieźli przewagę do końca partii, czym przypieczętowali wygraną w całym spotkaniu 3:2.
Marek Union Ivkoni-Dupnitsa – Jastrzębski Węgiel 2:3 (18:25, 25:18, 25:22, 18:25, 7:15)
Marek Union Ivkoni-Dupnitsa:
Mandżukov, Duszkov, Velkov, Veliczkov, Apostolov, Gjorgiev, Bożiłov (libero) oraz Kadankov, Ivanov, Cvetanov, Lobutov.
Jastrzębski Węgiel: Malinowski, Gierczyński, Kosok, Masny, Czarnowski, Quesque, Wojtaszek (libero) oraz Kańczok, Filippov, Popiwczak, Pajenk.

CEV: Niezwykły mecz w Antwerpii

clip_image001

Grali na wyjeździe, ale czuli się jak u siebie w domu. Siatkarze z Bełchatowa z pewnością na długo zapamiętają ostatni mecz Ligi Mistrzów. Nie tylko dlatego, że wygrali z Precurą Antwerpia, ale przede wszystkim z powodu niesamowitej atmosfery w Lotto Arenie. Bełchatowian wspierało aż 2 tys. polskich kibiców!

Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego było wiadomo, że na trybunach  będzie niezwykła atmosfera. Klub sprzedał wszystkie bilety, a blisko połowę z nich wykupili polscy kibice! O wyjątkową oprawę tego spotkania postarali się też sami organizatorzy, którzy zagrali hymn narodowy Polski i Belgii. Sytuacja niespotykana w rozgrywkach klubowych, ale wszyscy mogli się poczuć jak na meczu reprezentacji. Polscy kibice, na co dzień mieszkający w Belgii, Holandii czy Anglii spisali się na medal. Stworzyli niezapomnianą atmosferę i przez cały mecz gorąco wspierali swoich rodaków. – Usłyszeć tutaj „dziękujemy, dziękujemy” czy „Polska, Polska” to naprawdę niesamowite uczucie. Praktycznie cała hala była nasza i czuliśmy się jak w domu. To niesamowite, że tylu Polaków jest na całym świecie i przychodzą na nasze mecze – mówi Karol Kłos.
Bełchatowianie wygrali piąty mecz w Lidze Mistrzów i zapewnili sobie pierwsze miejsce w tabeli grupy F. Niezwykła oprawa tego spotkania sprawiła jednak, że wynik zszedł nieco na dalszy plan. – Marka PGE Skry Bełchatów jest tak mocna jak ci kibice, których tu widzieliśmy. Emocje puszczały tak bardzo, że miałem łzy w oczach. Pomimo tego, że mieliśmy już zapewniony awans zawodnicy zagrali dla tych ludzi. To jest chyba największa wartość i siła tej drużyny – nie ukrywa prezes PGE Skry Konrad Piechocki.
W Antwerpii pojawiła się też liczna grupa fanów i przedstawicieli Polonii Londyn – partnerskiego klubu PGE Skry. Dla nich to też było wielkie siatkarskie święto i kolejne doświadczenie na przyszłość. – Oglądałem wszystko. Zwracałem uwagę na zachowanie trenera, zawodników czy prezesów. Dla mnie oglądanie takich meczów to jest cały czas nauka. Wspaniale, że na tak wielkim, zwycięskim meczu PGE Skry Polonia Londyn mogła być obecna – cieszy się wiceprezes klubu znad Tamizy Bartosz Łuszcz.
Mecz w Antwerpii to już historia, ale z pewnością każdy kto był na hali prędko o tym wydarzeniu nie zapomni. Przed PGE Skrą jeszcze jeden grupowy mecz w Lidze Mistrzów. 27 stycznia bełchatowianie zmierzą się w hali Energia z Jihostrojem Czeskie Budziejowice.

CEV: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle awansowała po złotym secie

clip_image001

Grająca głębokimi rezerwami ZAKSA Kędzierzyn Koźle awansowała do fazy challenge Pucharu CEV. Polacy co prawda przegrali z Arkasem Izmir 0:3, ale w złotym secie okazali się lepsi.

Zaledwie w dziewięcioosobowym składzie wyjechała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle do Izmiru. Z powodów zdrowotnych nie mogli pojechać: Paweł Zatorski, Michał Ruciak, Jurij Gladyr, Łukasz Wiśniewski i Paweł Zagumny. Sprawy proceduralny zatrzymały natomiast drugiego rozgrywającego ZAKSY – Holendra Nimira Abdela Aziza. Przypomnieć należy, że zabiegowi musiał się poddać trener Sebastian Świderski, więc zespół w Turcji prowadził Michał Chadała.

Mecz dobrze rozpoczęli gospodarze, którzy szybko objęli prowadzenie 6:2. Nasi zawodnicy m.in. dzięki skuteczności w ataku Kaya Van Dijka doprowadzili do remisu 11:11. Jednak od tego momentu inicjatywę przejęli gracze Arkasu i ostatecznie triumfowali w pierwszej odsłonie 25:20.

Kolejna partia była bardzo zacięta i wyrównana. Szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Na drugiej przerwie technicznej kędzierzynianie prowadzili dwoma oczkami. Niestety w końcówce lepsi okazali się podopieczni Glenna Hoag’a i wygrali 27:25.

Po zmianie stron, uskrzydleni zwycięstwem w poprzednim secie,  na parkiecie dominowali gospodarze. Objęli oni prowadzenie na początku partii i powiększali je z biegiem czasu. Dominowali w każdym elemencie gry. Wygrali pewnie do 16.

Ponieważ w Kędzierzynie zwycięstwo odniósł polski zespół, o awansie do kolejnej fazy Pucharu CEV decydować miał złoty set.

W decydującej partii od mocnego uderzenia rozpoczęli kędzierzynianie, którzy szybko wyszli na prowadzenie 5:2. Gospodarze zaczęli popełniać błędy, a podopieczni Michała Chadały złapali „wiatr w żagle”. Ich gra zdecydowanie uległa poprawie, a koncentrację utrzymali do końca. Wygrali złotego seta 15:10 i awansowali do fazy challenge Pucharu CEV.

Arkas Izmir – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:20, 27:25, 25:16)

Złoty set: 10:15

Arkas Izmir: Yigit Gulmezoglu, Hakki Capkinoglu, Gavin Schmitt, Kevin Tillie, Leonel Marshall, Mustafa Koc, Hasan Yesilbudak (libero) oraz John Perrin

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Michał Superlak, Lukas Loh, Dick Kooy, Wojciech Kaźmierczak, Krzysztof Rejno, Kay Van Dijk, Korneliusz Banach (libero)

Puchar CEV: Dąbrowa żegna się z rozgrywkami

clip_image001

Tauron Banimex MKS Dąbrowa Górnicza nie wykorzystał wygranej z pierwszego meczu i w rewanżu gładko w trzech setach uległ drużynie Galatasaray Daikin Stambuł.

Spotkanie rewanżowe 1/4 finału Pucharu CEV rozpoczęło się od prowadzenia gospodyń 3:1, jednak siatkarki z Dąbrowy szybko dogoniły rywalki i na pierwszej przerwie technicznej wyszły na prowadzenie8:6. Niestety siatkarki ze Stambułu błyskawicznie odrobiły straty, a następnie uzyskały przewagę aż 4 punktów. Turczynki odrzucały nasze zawodniczki od siatki i dzięki temu sukcesywnie powiększały przewagę. Ostatecznie wygrały seta do 19.

Na początku drugiej partii Galatasaray grało znacznie lepiej od polskiego zespołu i z łatwością wyszło na sześciopunktowe prowadzenie  8:2. Chwilę później siatkarki z Dąbrowy Górniczej odrobiły kilka oczek, lecz na drugiej przerwie technicznej gospodynie prowadziły już 16:8. Podopieczne trenera Barboliniego powiększyły sukcesywnie swoją przewagę i wygrały partię 25:11!

Trzeci set rozpoczął się od wyrównanej gry. Na pierwszej przepisowej pauzie na minimalne prowadzenie wyszły Turczynki. Nasze zawodniczki popełniały proste błędy i na własne życzenie traciły punkty seriami. Gdy na tablicy pojawił się już wynik 20:13, dąbrowianki zabrały się za odrabianie strat i zniwelowały przewagę 22:20. Jednak gospodynie nie dały już wydrzeć sobie zwycięstwa z rąk. Wygrał seta 25:20 i całe spotkanie 3:0.

Galatasaray Stambuł – MKS Dąbrowa Górnicza 3:0 (25:19, 25:11, 25:20)