CEV: PGE Skra niepokonana!

clip_image001

PGE Skra Bełchatów niepokonana w fazie grupowej Ligi Mistrzów i z pierwszego miejsca w grupie F awansowała do kolejnej fazy rozgrywek. Bełchatowianie pokonali w trzech setach Jihostroj Czeskie Budziejowice.

Mistrzowie Polski z kompletem punktów już wcześniej zapewnili sobie awans do fazy play-off Ligi Mistrzów. Dlatego sztab szkoleniowy mógł sobie pozwolić na rotacje w składzie i szansę gry otrzymali zawodnicy, którzy ostatnio rzadziej wybiegali na boisko. W meczowej dwunastce zabrakło Mariusza Wlazłego oraz Michała Winiarskiego.

Początek spotkania rozpoczęła wyrównana gra obu ekip. Dopiero po pierwszej przerwie technicznej inicjatywę na bosku przejęli siatkarze Skry, którzy wyszli na prowadzenie i sukcesywnie je powiększali. Po dobrej zagrywce Włodarczyka na tablicy pojawił się wynik 17:12. Rozpędzeni bełchatowianie zdobywali punkt za punktem, a ich przeciwnicy nie mieli żadnych argumentów na powstrzymanie graczy Skry 25:17.

Dobrą passę polski zespół kontynuował również w drugiej odsłonie. Szybko wypracowali sobie wysokie prowadzenie 7:1. Skra prezentowała się dobrze w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Mocna zagrywka, szczelnie ustawiony blok i skuteczne kontrataki nie dawały żadnych szans rywalom z Czech 16:4. Partia do końca toczyła się pod dyktando podopiecznych trenera Falasci 25:13.

Początek kolejnej partii zapowiadał szybkie zwycięstwo bełchatowian. Jednak w polskiej ekipie zapanowało rozluźnienie, co błyskawicznie wykorzystali goście. Zawodnicy Jihostroja stawili opór naszym graczom, zaczęli spisywać się zdecydowanie lepiej i wyszli na prowadzenie. Od drugiej przerwy technicznej na parkiecie toczyła się zacięta gra. Gdy Wrona został złapany na pojedynczym bloku, gospodarze przegrywali 20:23.Niekwestionowanym bohaterem końcówki był Maciej Muzaj, który postraszył rywali piekielnie mocnym serwisem i tym samym doprowadził do zwycięstwa w tym secie 26:24 oraz całym meczu 3:0.

PGE Skra Bełchatów – Jihostroj Czeskie Budziejowice 3:0 (25:17, 25:13, 26:24)

PGE Skra Bełchatów: Brdjović, Wrona, Marechal, Muzaj, Lisinac, Włodarczyk, Tille (libero) oraz Badura

Jihostroj Czeskie Budziejowice: Zapletal, Mach, Sulista, Krisko, Sobotka, Kulicha, Michalek (libero)

Old Boys: Kaman Volley Masters rusza do Wilna po medal

clip_image001

29.01 drużyna Kaman Volley Masters wyrusza do Wilna na Litwie na coroczną edycję turnieju Vladimiro Artamonovo – Turniej Piłki Siatkowej Weteranów. Będzie to już szósta edycja turnieju. Odbędzie się w dniach 30-31.01.2015, a udział w turnieju wezmą zespoły z Litwy, Ukrainy, Łotwy, Estonii, Białorusi i Rosji.

W 2013 w Wilnie Kaman Volley Mastres zajął miejsce czwarte, a rok później zdobył brązowy medal. W tym roku zawodnicy zamierzają poprawić swój wynik.

W turnieju zmierzą się z drużynami: Tinklas Wilno , FCG Ryga, Polock Polockas, Lokomotiv Kaliningrad, TallinnTalinas, VK Ezerzeme Daugavpils i Omega Lwów.

Skład zespołu : Krzysztof Malczewski, Adam Wiencek, Krzysztof Harupa, Grzegorz Goryczka, Tomasz Ptak, Darek Szostek, Marek Kwieciński, Zbyszek Obrębski, Adam Kowalewski, Mariusz Miechowicz oraz Mirek Durkacz.

Młoda Liga Kobiet: Justyna Kędziora – najmłodsza zawodniczka ligi

clip_image002

Zawodniczki Budowlanych Łódź, występujące w Młodej Lidze Kobiet przegrały w niedzielnym meczu z Pałacem Bydgoszcz. Mimo to, klub z Łodzi ma prawdziwy powód do dumy. Udany debiut w rozgrywkach Młodej Ligi Kobiet zaliczyła Justyna Kędziora. Urodzona w 2000 roku przyjmująca zaprezentowała się bardzo dobrze, mimo że po drugiej stronie siatki występowały dużo bardziej doświadczone zawodniczki, grające na co dzień w Orlen Lidze. Swój debiut młoda siatkarka okrasiła wyróżnieniem za najlepszą zawodniczkę swojego zespołu.

Justyna Kędziora na co dzień trenuje w partnerskim klubie – UKS Lider Budowlani Konstantynów Łódzki, w którym trenerem jest Sławomir Kołcz. Wraz ze swoimi klubowymi koleżankami Justyna Kędziora przygotowuje się do walki o Mistrzostwo Polski Młodziczek.

clip_image006

Swoją przygodę z siatkówką rozpoczęła w wieku 10 lat. Podstaw siatkówki uczyła jej trenerka młodzieży w Budowlanych Łódź – Zofia Ciesielska. Mimo młodego wieku Justyna może pochwalić się III miejscem w kategorii „trójek” oraz I miejscem w kategorii „czwórek”, podczas Mistrzostw Polski w minisiatkówkę Kinder + Sport. Ponadto w ubiegłorocznych Mistrzostwach Polski Młodziczek wraz ze swoją drużyną zajęła V miejsce, natomiast indywidualnie została nagrodzona tytułem najlepiej zagrywającej zawodniczki turnieju.

clip_image004

Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli oglądać Justynę na parkietach Orlen Ligi, jak również w koszulce reprezentacji Polski.

ORLEN Liga: Impel rozgromił drużynę z Bielska-Białej

W meczu o czwarte miejsce w tabeli Orlen Ligi BKS Aluprof Bielsko-Biała był właściwie bez szans. Zawodniczki Impelu Wrocław bez większych problemów rozgromiły rywalki w trzech setach.

clip_image001

W ostatnim spotkaniu drużyna z Bielska-Białej mierzyły się z Chemikiem Police. Wówczas kibice mogli oglądać zaciętą, pięciosetową walkę, z której ostatecznie zwycięsko wyszły mistrzynie Polski. Natomiast drużyna Tore Aleksandersena pokonała przed własną publicznością 3:1 ekipę z Dąbrowy Górniczej.

Wrocławianki dominację rozpoczęły od pierwszego gwizdka. Dobry serwis Katarzyny Mroczkowskiej, jeszcze lepsze przyjęcie Joanny Kaczor, a także kilka skutecznych ataków reszty drużyny i wicemistrzynie Polski prowadziły 4:0. Pierwszy punkt dla bielszczanek atakiem z prawego skrzydła zdobyła Natalia Bamber-Laskowska. Dobrym blokiem kolejne oczko wywalczyła Kornelia Moskwa, ale wrocławianki w między czasie nie próżnowały i prowadziły 7:2. Sytuacja wyglądała praktycznie tak samo do końca pierwszego seta. Kibice mogli oglądać asy serwisowe Mroczkowskiej, która równie dobrze sprawdzała się w ataku. Przy stanie 9:19 trener Leszek Rus po raz drugi poprosił o czas, ale i to na niewiele się zdało. Koleta Łyszkiewicz nie poradziła sobie z przyjęciem i przewaga wrocławianek wzrosła do jedenastu punktów. Dwa skuteczne ataki Heike Beier dały drużynie jeszcze punkty, ale po popsutej zagrywce Lucie Muhlsteinovej i kiwce Kaczor Impel wygrał 25:14.

Początek drugiego seta wyglądał dla bielszczanek zdecydowanie lepiej. Rewelacyjne ataki Beier dały prowadzenie 3:0, ale chwilę później ta sama zawodniczka została zablokowana. Przy stanie 5:1 przestraszony trener Aleksandersen porosił o czas. Szkoleniowca posłuchała z pewnością Hana Cutura, która popisała dwoma dobrymi blokami i było 5:4. Atak w aut Bamber-Laskowskiej i we Bielsku-Białej mieliśmy remis 6:6.  Wrocławianki cały czas goniły rywalki, ale przewagę (15:14) dopiero uzyskały po ataku w aut Heleny Horkę. Dzięki temu wicemistrzynie Polski zyskały nowych sił i tej przewagi nie zamierzały zmniejszać, a po kilku akcjach nawet powiększyły ją do 19:14. Choć tym razem w drugiej partii zacięta walka trwała do końca, to bielszczanki nie miały szans. Najważniejszy punkt dla drużyny zdobyła atakiem z środka Mroczkowska (25:19).

Trzecia odsłona i znów Impel praktycznie nie dawał dojść do słowa gospodyniom, które nie radziły sobie z atakiem. Pierwsza przerwa techniczna miała miejsce przy stanie 8:4 dla wrocławianek. Ta chyba wybiła z rytmu Cuturę, która zaserwowała w siatkę. Choć bielszczanki goniły rywalki, to nie potrafiły wykorzystać ich błędów. Nie pomagała im też bez wątpienia ściana w postaci Kąkolewskiej i Kaczor, która w poniedziałek spisywała się rewelacyjnie. W końcówce seta Beier zaatakowała w aut, Kąkolewska nie powtórzyła błędu rywalki i w następnej akcji zaatakowała piekielnie mocno, co dało wrocławiankom zwycięstwo w całym meczu.

PZPS: Historia siatkarskich “ZŁOTEK”

2005 – mistrzostwo Europy, 2015 – dno. Historia upadku siatkarskich „Złotek”

Niemczyk, Bonitta, Matlak. Wszyscy trenerzy odeszli po konflikcie z zawodniczkami. Czyżby to był tylko i wyłącznie przypadek?

Dziesięć lat temu (wrzesień 2005) prawie 7 milionów Polaków wybrało drugi program Telewizji Polskiej, gdzie trwała transmisja meczu siatkarskiego, a „Złotka” po raz drugi z rzędu wywalczyły mistrzostwo Europy. W tym samym czasie na antenie TVP1 trwało studio wyborcze. Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość odbierały władzę Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. Polityczne emocje zgromadziły zaledwie 5 mln widzów. Dziewczyny Andrzeja Niemczyka były na szczycie. Wydawało się, że era „Złotek” będzie trwała wiele lat. Nic z tego. Dzisiaj biało-czerwone zajmują 28. miejsce w światowym rankingu. Wyprzedzają nas reprezentantki Kenii, Kamerunu, Algierii, Meksyku.

Niemczyk odmienił reprezentację

Kiedy w 2003 roku Niemczyk rozpoczął pracę z kadrą siatkarek zastał wszystko, co najgorsze: brak pieniędzy, podłą atmosferę, ciągłe kłótnie. Kilka miesięcy później – w Turcji – zdobył pierwsze złoto ME. – Powiedziałem dziewczynom jasno: kasy na razie nie będzie, ale dzięki sukcesom na arenie międzynarodowej podpiszecie lepsze kontrakty, wyjedziecie do zagranicznych klubów. Zainwestujcie w siebie – wspomina w rozmowie ze Sportowymi Faktami legendarny trener.

Udało mu się namówić do powrotu największe gwiazdy: Magdalenę Śliwę, Dorotę Świeniewicz, Małgorzatę Glinkę. Prawił zawodniczkom komplementy, był spowiednikiem w ciężkich chwilach i katem, kiedy trzeba było „przykręcić śrubę” podczas przygotowań. Metody psychologiczne znalazł w zagranicznych źródłach, gdy pracował w Niemczech i Turcji. W Polsce takich książek wtedy jeszcze nie było. W efekcie każda z zawodniczek oddałaby za niego życie. Sukcesy musiały przyjść. I przyszły.

Iskra odpaliła dynamit

Polki – jako pierwsze w historii, wyłączając reprezentacje Związku Radzieckiego, a potem Rosji – zdobyły mistrzostwo Europy dwa razy z rzędu. „Złotka” były na fali, Niemczyk planował medale na mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich w Pekinie. I nagle… W 2006 roku Niemczyk oddał się do dyspozycji związku, po tym jak pokłócił się z Glinką. Sielanka zakończyła się w jednej chwili. Kilkanaście dni później już nie pracował. Kadrę przejął asystent Niemczyka – Ireneusz Kłos. Dla zawodniczek dobry kumpel. Nie miał jednak na tyle autorytetu, aby kontynuować sukcesy swojego poprzednika. Atmosfera była świetna, ale przegrany mundial okazał się iskrą, która odpaliła dynamit. Polski Związek Piłki Siatkowej postanowił skopiować udany pomysł, który przetestowano u mężczyzn. Zatrudniono trenera z zagranicy.

Chamski jak Włoch?

Dorota Świeniewicz była wielką orędowniczką zatrudnienia Marco Bonitty. Trener wydawał się idealny: mający sukcesy, profesjonalista pełną gębą, ze świetnym warsztatem. Działacze nie przewidzieli jednak dwóch rzeczy: bariery językowej (Bonitta kiepsko mówił po angielsku) i charakteru szkoleniowca. Bonitta, podobno, okazał się katem. Wedle relacji zawodniczek na treningach był bezwzględny, opryskliwy, często odzywał się do nich w chamski sposób. Nawet Świeniewicz szybko zmieniła o nim zdanie: -Powiedziałam mu w oczy, że jest kawałkiem gó**a (…) Co do trenerki, to niewątpliwie fachowiec, ale psycholog żaden. Żadnego porównania z Niemczykiem. Żadnego! Szkoda, że doceniła Niemczyka tak późno. Bonitta rozstał się z Polską w fatalnej atmosferze. Pokłócił się nie tylko ze Świeniewicz, ale i Anną Werblińską (wtedy jeszcze Barańską), innymi zawodniczkami. Na koniec 2008 roku ze „Złotek” niewiele zostało. Jednak sportowo nadal mieliśmy wielki potencjał.

Pojawiła się brązowa nadzieja

Szefowie PZPS sparzyli się na opcji zagranicznej, więc powierzyli kadrę Jerzemu Matlakowi. Znany z ciężkich treningów, małomówny, wydawało się, że nie znajdzie porozumienia z zespołem. Znalazł. Doskonale przygotował reprezentację do mistrzostw Europy, które zostały rozegrane w Polsce. Choroba żony nie pozwoliła mu osobiście prowadzić zespołu podczas turnieju, ale będąc w ciągłym kontakcie z asystentem Piotrem Makowskim, zdobył brąz. – Dziewczyny, jesteście wspaniałe – mówił ze łzami w oczach.

Wydawało się, że nasz zespół odżyje, wróci na salony. Problem jednak w tym, że znów zaczęły się kłótnie, niejasności, problemy.
– Siatkarki znów pokazują pazurki – mówiło się w środowisku.

Kiedy w 2011 roku z występów w kadrze zrezygnowało kilka czołowych kadrowiczek, Matlak stracił pracę. Jego następcom: ani Wiesławowi Popikowi, ani Alojzemu Świderkowi, ani obecnemu Piotrowi Makowskiemu nie udało się scalić zespołu. Tak, jak to było w 2003, 2005 czy nawet 2009 roku.

Zawodniczki rządzą kadrą?

Ostatni wywiad z Anną Werblińską, który ukazał się na łamach „Przeglądu Sportowego”, gdzie czołowa polska zawodniczka dała jasno do zrozumienia, że nie jest już zainteresowana grą pod wodzą Makowskiego, to dowód, iż wróciły demony z przeszłości. –Ten wywiad to gwóźdź do trumny Piotra – usłyszeliśmy od naszego informatora. – Nie można sobie pozwolić, aby kadra nie grała w tym roku w najsilniejszych składzie. A skoro Anka tak postawiła sprawę.

Zresztą, o tym, że zespół pozbył się Makowskiego było już słychać jesienią 2014. Akcja CBA i aresztowanie szefa PZPS spowodowało, że selekcjoner pozostał na stanowisku. Chaos jest ogromny. Nie wiadomo, kto będzie grał w reprezentacji, nie wiadomo, na jakie turnieje pojedzie zespół. I to wszystko na kilkanaście miesięcy przed igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro. Na które trzeba się jeszcze zakwalifikować.

Cuccarini z błogosławieństwem

Werblińska między wierszami przekazała, że chętnie grałaby nadal w kadrze, ale pod wodzą kogoś nowego. Najlepiej Giuseppe Cuccariniego, który prowadzi ją w klubie – Chemiku Police. Co ciekawe, ten szkoleniowiec zgłosił się do konkursu na trenera biało-czerwonych w 2007 roku. Wtedy przegrał z Bonittą. – Makowski jest spalony, to już pewne – słyszy się w związkowych korytarzach. – Cuccarini rzeczywiście wydaje się dobrym kandydatem. W Policach pracuje z większością kadry, zostałby więc zaakceptowany przez dziewczyny.

Wydaje się, że innego wyjścia nie ma. Kto jednak da gwarancję, że za kilkanaście miesięcy miłość „Złotek” do Włocha się nie zakończy? Zespół odrzucił już przecież nie takich fachowców. – Prowadzenie reprezentacji siatkarek jest cholernie trudne – przyznaje Niemczyk. – Baby zapamiętują nawet najmniejszy konflikt i nie potrafią zapomnieć. W szatni facetów można zrobić armagedon, a kilkanaście minut później wszyscy siedzą w barze na piwie. To nie jest tak, że wina leży tylko po stronie zawodniczek. Trenerzy też często zapominają, że pracują właśnie z kobietami.

PZPS: Znamy ostateczną listę Stephane’a Antigi!

Stephane Antiga ogłosił listę młodych zawodników, którzy otrzymają powołanie na zgrupowanie reprezentacji Polski. Kto dostał szansę?

Zawodnicy zaproszeni na konsultacje do Spały:

Rozgrywający:
Marcin Janusz (Effector Kielce) 196 cm wzrostu 1994 rok urodzenia
Michał Kędzierski (Cerrad Czarni Radom) 194 cm 1994
Marcin Komenda (SMS PZPS Spała) 200 cm 1996
Tomasz Kowalski (MKS Banimex Będzin) 203 cm 1991
Nikodem Wolański (Transfer Bydgoszcz) 198 cm 1994

Atakujący:
Bartłomiej Bołądź (Cerrad Czarni Radom) 203 cm 1994
Michał Filip (AZS Politechnika Warszawska) 198 cm 1994

Środkowi
Mateusz Bieniek (Effector Kielce) 210 cm 1994
Bartłomiej Lemański (AZS Politechnika Warszawska) 215 cm 1996
Jan Nowakowski (Transfer Bydgoszcz) 202 cm 1994
Jakub Zwiech (SMS PZPS Spała) 200 cm 1996

Przyjmujący:
Piotr Łukasik (KPS Siedlce Banki Spółdzielcze z Grupy BPS) 209 cm 1994
Artur Szalpuk (AZS Politechnika Warszawska) 202 cm 1995
Rafał Szymura (AZS Częstochowa) 196 cm 1995
Aleksander Śliwka (AZS Politechnika Warszawska) 196 cm 1995

PlusLiga: Wojciech Żaliński: w Rzeszowie można było wygrać

clip_image001

Bardzo dobre spotkanie w Rzeszowie rozegrali siatkarze Cerrad Czarnych Radom, którzy urwali punkt wicemistrzom Polski. Ekipa trenera Roberta Prygla miała nawet szanse na zwycięstwo nad Asseco Resovią, ale w decydujących momentach to górą byli faworyzowani rzeszowianie.

– Trochę jest niedosyt jest bo gdybyśmy nieco lepiej rozegrali końcówki II seta to mogliśmy wygrać 3-0. Zaprezentowaliśmy się całkiem fajnie tylko szkoda, że tylko wyjeżdżamy z punktem – mówi Wojciech Żaliński, przyjmujący Cerrad Czarnych Radom i dodaje. – W poprzednim  meczu w Bełchatowie pomimo dobrej gry przegraliśmy 0-3. Trener nam wówczas zwrócił uwagę, że okazaliśmy rywalom zbyt wiele respektu. Więc staraliśmy się w Rzeszowie zaprezentować z innej strony. Oczywiście mamy duży szacunek do Resovii i jej zawodników za osiągnięcia i poziom jaki prezentują, ale zależało nam bardzo, żeby z Rzeszowa coś wywieść. Udało się nam wyrwać punkt. Był moment, że dominowaliśmy nad Resovia ale gdy oni wrócili do swoje gry to pokazali kto jest lepszy. Po ostatnich przegranych było w nas naprawdę bardzo dużo sportowej złości. W meczach z Lubinem i Bełchatowem graliśmy nieźle, ale zero punktów po takich spotkaniach to jest chyba najgorsze co może spotkać siatkarza. Był ogromny żal i niedosyt. Dlatego cieszę się bardzo, że cokolwiek mamy teraz z tego grania w Rzeszowie. Przed nami teraz mecze z Kędzierzynem i Jastrzębiem i tak jak w Rzeszowie będziemy próbowali coś wyrwać faworytom – mówi przyjmujący ekipy z Radomia.

PlusLiga: Jastrzębski Węgiel – AZS Politechnika Warszawska

clip_image002

clip_image004 clip_image006clip_image008

Tylko trzech setów potrzebowali siatkarze Jastrzębskiego Węgla by pokonać na zakończenie 21. kolejki PlusLigi AZS Politechnikę Warszawską. Dzięki temu zwycięstwu umocnili się na piątym miejscu w tabeli i do trzeciego Lotosu Trefla Gdańsk tracą już tylko trzy punkty.

Tylko w pierwszym secie „Wilki Bednaruka” były w stanie nawiązać równorzędną walkę z zawodnikami Jastrzębskiego Węgla. Od razu na początku goście narzucili ostre tempo, zwłaszcza w polu serwisowym i zbudowali sporą przewagę przy zagrywce Depowskiego (3:7). Przez cały set trwała walka punkt za punkt, jednak to Jastrzębianie cały czas starali się dogonić rywala. W emocjonującej końcówce pierwszego seta lepsza okazała się ekipa ze śląska, która wygrała 25:23.

Drugi set, podobnie jak pierwszy rozpoczął się walką punkt za punkt. Tym razem to gospodarze zeszli na przerwę techniczną z dwupunktową przewagą. Po przewie gra gości się załamała. Nie mogli poradzić sobie z przyjęciem zagrywki przeciwnika. Trener Jakub Bednaruk próbował ratować sytuację wprowadzając nowych zawodników (Szalpuk – Śliwka, Lipiński – Bieńkowski, Depowski – Radomski, Mikołajczak – Filip), jednak nie przyniosło to żadnego efektu i gospodarze wygrali partię po błędzie w polu serwisowym Bartłomieja Lemańskiego.

Początek trzeciej partii wyglądał jak dwie poprzednie. Do przerwy technicznej było dużo walki, pięknych obron, ale również wiele niedokładnych zagrań, niekończących ataków. Obie ekipy grały nierówno, jednak to Jastrzębski Węgiel szybciej poradził sobie z chwilowym rozluźnieniem i objął prowadzenie 14:10, 16:11, a następnie 19:12. Warszawianie nie byli w stanie odrobić strat i gospodarze wygrali 25:16, a ostatnią akcję zakończył Mateusz Malinowski skutecznym atakiem.

MVP meczu został Grzegorz Kosok, który zdobył w meczu 11 punktów, w tym 6 blokiem.

Jastrzębski Węgiel – AZS Politechnika Warszawska 3:0 (25:23, 25:18, 25:16)

JASTRZĘBSKI: Gierczyński, Pajenk, Malinowski, Masny, Kosok, Quesque, Wojtaszek (libero) oraz Łasko i Filipov

POLITECHNIKA: Lipiński, Mikołajczak, Depowski, Lemański, Świrydowicz, Szalpuk, Olenderek (libero) oraz Bieńkowski, Śliwka, Filip, Sacharewicz i Radomski

Sędziowie: Maciej Maciejewski, Jacek Broński

Sędziowie Liniowi: Paweł Kurbiel, Kamil Zawiślan

Protokół elektroniczny: Daria Kruk

Kwalifikator: Janusz Kołodziejczyk

Komisarz: Henryk Parzykowski

ORLEN Liga: SK bank Legionovia Legionowo – KSZO Ostrowiec

clip_image002

W wyjazdowym spotkaniu 17. kolejki Orlen Ligi siatkarki KSZO Ostrowiec pokonały SK bank Legionovię Legionowo 3:0. Było to pierwsze ligowe zwycięstwo zawodniczek z województwa świętokrzyskiego od 29 listopada 2014!

clip_image004

Zdecydowanym faworytem spotkania były gospodynie, które w trzech styczniowych meczach, rozgrywanych w ramach Orlen Ligi mogły pochwalić się bilansem setów 9:0! W zgoła odmiennych nastrojach do meczu podchodziły podopieczne Dariusza Parkitnego, które smaku zwycięstwa nie zaznały od sześciu kolejnych, ligowych spotkań. Tymczasem życie pokazało, że sport potrafi być nieprzewidywalny. Już od początku inauguracyjnej odsłony przyjezdne objęły prowadzenie, które (z chwilowymi wyjątkami) kontrolowały przez całego seta, zwyciężając go do 22. Prawdziwego dzieła zniszczenia zawodniczki z Ostrowca dokonały jednak w dwóch kolejnych partiach, pozwalając w nich zdobyć gospodyniom w sumie zaledwie 26 „oczek”! W trzecim secie nad podopiecznymi Roberta Strzałkowskiego zawisła nawet groźba pobicia niechlubnego rekordu rozgrywek (na drugą przerwę techniczną zespoły schodziły przy wyniku 16:3 dla KSZO). Ostatecznie Legionowianki zdobyły w sumie 11 punktów i Arenę Legionowo opuszczały w minorowych nastrojach.

SK bank Legionovia Legionowo – KSZO Ostrowiec 0:3 (22:25, 16:25, 11:25)

clip_image006

Legionovia: Smarzek Malwina, Paszek Daria, Szymanska Karolina, Wójcik Aleksandra, Gajewska Natalia, Thibeault Jaimie, Chojnacka Iga, Połec Katarzyna, Wysocka Katarzyna, Bociek Monika, Pietraszkiewicz Krystyna, Bechis Marta

KSZO: Brojek Katarzyna, Ganszczyk Kamila, Grzelak Klaudia, Vasileva Ralitsa, Bawoł Barbara, Stefanska Alicja, Wójcik Marta, Kuligowska Joanna, Scibisz Małgorzata, Tobiasz Ewelina, Godfrey Sophie, Nowakowska Dominika

Sędziowie: Marcin Weiner, Rafał Pośpiech

Protokół elektroniczny: Wojciech Głód

Kwalifikator: Cezary Matusiak

Komisarz: Bogusław Kawiak

Wojciech Głód

FIVB: Kolejni Kubańczycy pojawią się w Rzeszowie?

Po Wilfredo Leonie i Joandrym Diazie, w Rzeszowie mogą pojawić się kolejni zawodnicy z Kuby. – Prawdopodobnie David Fiel niedługo będzie tutaj trenował – mówi Andrzej Grzyb.

clip_image002

W ubiegłym roku Wilfredo Leon i Joandry Diaz przyjechali do Rzeszowa. W stolicy Podkarpacia mieszkali przez kilkanaście tygodni. W tym czasie trenowali między innymi z zawodnikami młodej Asseco Resovii Rzeszów oraz na siłowni. Wielokrotnie można było ich zobaczyć na spotkaniach Pasów. Po sezonie, Diaz przez jakiś czas ćwiczył także zEffectorem Kielce. Obaj zawodnicy po odbyciu karencji znaleźli kluby w Rosji. Leon występuje w Zenicie Kazań, a Diaz w drugoligowym Jeniseju Krasnojarsk.

Jest szansa, że niedługo w Rzeszowie pojawią się kolejni gracze z Gorącej Wyspy. Pierwszym z nich może być środkowy David Fiel. – Ten gracz już zrezygnował z gry w reprezentacji. Niedługo można się go spodziewać w Rzeszowie. Będzie tutaj trenował – mówi dla SportoweFakty.pl Andrzej Grzyb, menedżer siatkarski.

Oprócz środkowego, nad Wisłokiem mogą się pojawić się także Osmany Santiago Uriarte i Rolando Cepeda. Co ciekawe, drugi z nich ma żonę Polkę, która mieszka w Rzeszowie. – Nie wiemy co z Uriarte, bo urwał nam się kontakt. Ktoś mu zaczął zawracać głowę na Kubie. Cepeda zmienia zdanie co 2 miesiące. Miał zrezygnować z kadry, ale został kapitanem, więc grał do końca sezonu. Potem znowu dostał tam mieszkanie i tak dalej. Dzwonią do niego moi asystenci. Ostatnio powiedział, że ma kontuzję i przesunął termin o 2 miesiące. Specyfika rynku – przyznaje Grzyb. Fiel, Uriarte i Cepeda występowali na MŚ 2014 w Polsce. Kuba w turnieju zajęła 11. miejsce.

David Fiel

Najbardziej znanym z całej trójki graczy jest Cepeda. Leworęczny siatkarz występował wreprezentacji Kuby jeszcze za czasów trenera Orlando Samuelsa Blackwooda. Gra na przyjęciu, a wcześniej także na pozycji atakującego. Oprócz Keibela Gutierreza, to jedyny zawodnik, który ostał się w kadrze zdobywającej wicemistrzostwo świata w 2010 roku. Wspomniana dwójka grała wówczas choćby z Joandry Lealem, Fernando Hernandezem czy Robertlandy Simonem.

– Cepeda jak tylko przyjedzie do Polski, to na stole ma już ofertę z Rosji. Jeśli się u nas pojawi, to od razu podpisze kontrakt z klubem rosyjskim – oznajmia menedżer.