Wygrana młodych rzeszowianek

Drużyna Polskiego Cukru Muszynianki Muszyna uległa w wyjazdowym starciu Developresowi SkyRes V LO Rzeszów 0:3 (19:25, 16:25, 23:25). Było to już kolejne starcie w rozgrywkach II fazy o Mistrzostwo Młodej Ligi Kobiet (miejsca 1-6).

Siatkarki Polskiego Cukru Muszynianki Muszyna po czterech kolejkach zajmują obecnie szóstą lokatę w tzw. grupie mistrzowskiej (1-6).  Siatkarki Polskiego Cukru mają jednak jeszcze do rozegrania zaległe spotkanie z SK bank Legionovia Legionowo.
Podopieczne Janusza Pasiuta w następnej kolejce udadzą się nad morze, gdzie rozegrają kolejno dwa wyjazdowe spotkania: z Chemikiem Police oraz z PGE Atomem Trefl Sopot.

Młoda Liga: Lider przegrał w Radomiu

clip_image001

Liderowi Młodej Ligi, Transferowi Bydgoszcz, nie powiodła się wyprawa do Radomia. Mecz dobrze rozpoczął się dla gości, bo od wygranej partii, ale kolejne sety były przegrane. Gospodarzy wsparli zawodnicy PlusLigi.

Bydgoszczanie pojechali do Radomia walczyć o kolejne zwycięstwo, jednak musieli radzić sobie bez podstawowego przyjmującego – Kacpra Bobrowskiego. Z kolei gospodarze meczu postanowili wzmocnić swój skład siatkarzami, którzy na co dzień występują w PlusLidze, by zwiększyć swoje szanse na wygraną z liderami tabeli.
Podopieczni Tomasza Zaczka dobrze rozpoczęli mecz, bo od zwycięstwa w premierowej odsłonie. Co prawda statystyki dokładnie temu przeczą, jednak 19% w ataku i 6 bloków wystarczyło, by wygrać. W kolejnych odsłonach gospodarze zaczęli grać znacznie lepiej, natomiast po naszej stronie wciąż brakowało przede wszystkim skuteczności w ataku. Słabsze spotkanie rozegrał lider bydgoszczan – Jędrzej Goss, jednak w ostatnich dniach zmagał się z problemami zdrowotnymi. Ostatecznie mecz przegraliśmy 1:3, jednak obroniliśmy pierwsze miejsce.
Cerrad Czarni Radom – Transfer Bydgoszcz 3:1 (23:25, 25:16, 25:18, 25:18)
Składy:
Cerrad Czarni Radom: Bołądź, Grzechnik, Wachnik, Czarnecki, Kędzierski, Jarzyna, Filipowicz (libero) oraz Hamiga, Kaźmierczak; Transfer Bydgoszcz: Walawender, Goss, Łyczak, Siwicki, Lesiuk, Kleinschmidt, Stysiał (libero) oraz Wołowicz, Prejs.

FIVB: Nikola Grbić kandydatem na selekcjonera Serbii

clip_image001

Serbowie wciąż poszukują następcy Igora Kolakovica, który po nieudanych mistrzostwach świata w Polsce zrezygnował z posady selekcjonera reprezentacji. Jednym z kandydatów jest Nikola Grbić, były świetny rozgrywający, aktualnie trener włoskiego Sir Safety Perugia.

Jak informuje jeden z zagranicznych serwisów siatkarskich, prezydent serbskiej federacji Aleksandar Boricic osobiście pofatygował się do Włoch na rozmowę z legendarnym siatkarzem, który w końcówce swojej przygody z kadrą bardzo pomagał Kolakovicovi w prowadzeniu drużyny narodowej.
Nikola Grbić zakończył karierę siatkarską przed trwającym sezonem, głównie ze względu na brak atrakcyjnych propozycji pracy oraz kuszącą ofertę z Perugii, wcześniej kierowanej przez jego rodaka Slobodana Kovaca, który przeniósł się do Iranu. Prowadzona przez Grbića Perugia bardzo dobrze radzi sobie w rozgrywkach włoskiej ligi, w których zajmuje 4. lokatę. Podopieczni słynnego Serba walczą także w Lidze Mistrzów i w przyszłym tygodniu (12 lutego) zawitają do Jastrzębia Zdroju.

PZPS: PGE Skra na 44. Balu Polskim w Londynie

clip_image001

PGE Skra Bełchatów była obecna na 44. Balu Polskim, który w zeszłym tygodniu odbył się w londyńskim hotelu Savoy.

Podczas tej najbardziej prestiżowej polonijnej imprezy w Anglii odbyła się aukcja charytatywna, a jednym z głównych fantów była na niej przekazana przez PGE Skrę Bełchatów – drużynę partnerską CBL Polonii – koszulka meczowa z podpisami bełchatowian.
– Koszulka na aukcji wzbudziła spore zainteresowanie. W końcu to niemała atrakcja mieć oryginał z podpisami polskich Mistrzów Świata. Współpraca partnerska między naszymi drużynami zatacza coraz szersze kręgi. To bardzo miłe, że PGE Skra przekazała tak piękną nagrodę na tę ważną i prestiżową aukcję – prezes CBL Polonii Londyn Bartłomiej Łuszcz.
Ponad trzystu gości wzięło udział w tej jedynej w swoim rodzaju imprezie polonijnej w Anglii. Pierwszą parą balu byli Pan Ambasador RP w Londynie Witold Sobków z małżonką. Na sali nie brakowało ludzi biznesu, kultury i sztuki. Bal corocznie przyczynia się do wsparcia różnych polskich organizacji charytatywnych. W ciągu ostatnich pięciu lat udało się zebrać ponad 106 tysięcy funtów.
Tegoroczna zbiórka była prowadzona na rzecz Helping People with Autism in Poland – organizacji, która zbiera fundusze na budowę w Gdańsku pierwszego w Polsce miejskiego domu opieki dla dorosłych osób z autyzmem oraz na Alzheimer’s Society – fundacji, która finansuje badania nad chorobą oraz finansuje pomoc polskojęzycznym chorym i ich opiekunom mieszkającym w Wielkiej Brytanii.
– Jak co roku, jesteśmy zachwyceni poziomem poparcia od rozmaitych firm oraz osób na 44. Bal Polski. Chcielibyśmy szczególnie podziękować wszystkim, którzy nas wsparli swoim sponsorowaniem oraz podarowali fanty – powiedziała Przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Balu Polskiego Ania Lichtarowicz-Piesakowska.

ORLEN Liga: podsumowanie 18 kolejki

clip_image002

Mistrz Polski traci kolejne punkty. Faworyt spotkania, jakim były zawodniczki Chemika Police pokonały siatkarski z Łodzi 3-2. Spotkanie rozpoczęło się od kiwki Mai Ognjenović. Z każdym kolejnym punktem Chemik odskakiwał rywalkom. Siatkarki Budowlanych w ogóle nie mogły umieścić piłki w parkiecie Chemika. Set zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Chemika. Druga partia była już o wiele bardziej wyrównana, choć poziom nie był najwyższy. W grze Chemika pojawiły się błędy własne. Zespoły zmieniały się na prowadzeniu jednak pod koniec seta dwie skuteczne akcje zanotowała środkowa Łodzi, co pozwoliło im na wygranie tej odsłony. Trzeci i czwarty set to zmienna gra obu zespołów. Dobra gra blokiem i błędy gości pozwoliły wyjść na prowadzenie Chemikowi Police 2-1. Budowlane nie złożyły jednak broni. Policzanki miały olbrzymie kłopoty ze skończeniem ataku, pojawiło się sporo niedokładności, natomiast siatkarki z Łodzi brylowały w ataku. O wygranej w całym spotkaniu zdecydował tie-break. Decydującym elementem była zagrywka Aleksandry Jagieło, co pozwoliło Chemikowi osiągnąć dużą przewagę i zwycięstwo w całym meczu.

Chemik Police – Budowlani Łódź 3:2
(25:14, 23:25, 25:21, 18:25, 15:8)

Składy zespołów:
Chemik Police: Malagurski, Gajgał-Anioł, Veljković, Kowalińska, Jagieło, Ognjenović, Krzos (libero) oraz Zenik, Bjelica i Mróz
Budowlani Łódź: Śliwa, Polańska, Ściurka, Skrzypkowska, Popović, Pycia , Courtois (libero) oraz Kajzer, Grajber i Sieczka

Fot. Chemik Police

clip_image004Pierwsza partia spotkania między Wrocławiem a Muszyną mogła świadczyć o szybkim i łatwym meczu. Udane akcje Sylwii Wojcieskiej, dobra zagrywka Natalii Kurnikowskiej i Katie Carter dały muszyniankom sześć oczek zapasu na pierwszej przerwie technicznej. Przewaga ta rosła z każdą kolejną akcją, a na koniec seta wynosiła 14 oczek. Wrocławianki obudziły się jednak w kolejnej partii. Akcje punkt za punkt dotyczyły się do drugiej przerwy technicznej. Skuteczny blok Moniki Ptak na Kurnikowskiej zakończył partię wynikiem 26:24. Trzeci set to dominacja gospodyń od pierwszej akcji. Efektowne bloki i skuteczne ataki pozwały Impelowi wygrać odsłonę z dużą przewagą. Czwarty set to wyrównana walka. Z akcji na akcję podopieczne Serwińskiego coraz bardziej wysuwały się na prowadzenie. Dopiero efektywne ataki Gryki i Kaczor pozwoliły wrocławiankom doprowadzić do remisu. Ostatecznie to Impel wyszedł z tej batalii cało i zakończył spotkanie atakiem ze środka.

Impel Wrocław – Muszynianka Muszyna 3:1
(11:25, 26:24, 25:18, 26:24)

Składy zespołów:
Impel: Cutura ,Hagglund, Kaczor, Ptak, Mroczkowska, Kąkolewska, Sawicka (libero) oraz Grejman, Topić, Gryka
Muszyna: Carter, Różycka, Radenković, Wojcieska, Plchotova, Kurnikowska, Maj – Erwardt (libero) oraz Gierak, Jasińska, Ciaszkiwicz-Lach, Sosnowska

Fot. Łukasz Laskowski

Siatkarki rzeszowskiego beniaminka były bezradne w konfrontacji z MKS-em Dąbrowa-Górnicza. W pierwszym secie sytuacja na boisku była dość wyrównana. Jednak w końcówce rzeszowianki popełniały więcej błędów, co wykorzystywały dąbrowianki. Bohaterką ostatnich akcji była Eleonora Dziękiewicz, która swoimi skutecznymi atakami zapewniła drużynie MKS-u zwycięstwo w pierwszym secie. MKS grał bardzo nierówno, popełniał dużo błędów. Efektem tego było prowadzenie rzeszowianek na drugiej przerwie technicznej 16:11. Rzeszowianki prowadzenia nie oddały i wyrównały stan rywalizacji. Trzecia i czwarta partia to już dominacja zespołu z Dąbrowy. Dąbrowianki zaczęły rządzić i dzielić na boisku. Co chwilę punktowały Katarzyna Konieczna, Magdalena Hawryła i Katsiaryna Zakreuskaya. Gospodynie popełniały mnóstwo błędów co przeniosło się na skuteczne akcje po stronie gości i pewne zwycięstwo w całym meczu.

clip_image006

Developres Rzeszów – MKS Dąbrowa Górnicza 1:3 (21:25, 25:17, 18:25, 19:25)

Składy zespołów:
Developres: Mucha, Nowakowska, Szeremeta, Śliwińska, Hawryła, Budzoń, Borek (libero) oraz Głaz i Kazała
MKS: Cemberci, Mancuso, Sobolska, Konieczna, Zakreuskaja, Dziękiewicz, Strasz (libero) oraz Staniucha-Szczurek, Urban (libero) Kaliszuk i Piekarczyk

Fot. Developres Rzeszów

Pierwsze zwycięstwo w Orlen Lidze zanotował zespół Pałacu Bydgoszcz. W Pierwszej fazie meczu dominowały przyjezdnej, jednak od stanu 12-12 walka toczyła się punkt za punkt. Dopiero po drugiej przewie technicznej Legionovii udało się odskoczył i wygrać pierwszą partię. W kolejnym secie bardzo dobrze na boisko wprowadziła się Kinga Dybek, kończąc dwa ważne ataki, po których bydgoszczanki prowadziły 4:1. Drugi set to masa błędów własnych siatkarek SK banku. Trener Strzałkowski zmienił niemal całą boiskową szóstkę, ale i to nie pomogło, a set padł łupem Pałacu. Trzeci set zaczął się od nieznacznego prowadzenia Legionowa. Po pierwszej przewie technicznej do pracy wzięły się zawodniczki SK banku i stopniowo powiększały swoją przewagę, wygrywając seta do 18. Czwarta partia była najbardziej wyrównana, ale tylko w końcówce. Od samego początku tempo nadawały przyjezdne a przy stanie 21:16 wydawać się mogło, że mecz skończy się w 4 setach. Po chwili Pałac doprowadził do remisu po 22 i wygrał partię 26:24. Skrzydłowe Pałacu utrzymywały regularność w ataku, a wojnę nerwów zakończyła Polak.

clip_image008

Pałac Bydgoszcz – Sk bank Legionovia Legionowo 3:2 (19:25, 25:19, 18:25, 26:24, 15:12)

Składy zespołów:
Pałac: Polak, Biedziak, Misiuna, Twardowska, Skorupa, Fojucik, Korabiec (libero) oraz Pieczka, Dybek, Śmieszek, Bałdyga i Nowakowska (libero)
Legionovia: Smarzek, Paszek, Wójcik, Thibeault, Połeć, Bechis, Wysocka (libero) oraz Szymańska, Gajewska, Chojnacka i Bociek

fot. Stoński (Pałac Bydgoszcz)

clip_image010

Zespół KSZO Ostrowiec Św. wygrał w trzech setach z Naftą Piła. Spotkanie dobrze otworzyła drużyna KSZO, która po asie serwisowym Joanny Kuligowskiej prowadziła 2:0. KSZO popełniało dużo błędów własnych cały czas odrabiając straty. Dopiero w końcowej fazie seta więcej szczęścia miały gospodynie
i wygrały partię 29:27. W drugim secie na boisku niepodzielnie dominowały i rządziły zawodniczki beniaminka, przyjezdne popełniły zbyt wiele błędów własnych i nie były w stanie nawiązać wyrównanej gry. Dobrze funkcjonował blok i zawodniczki KSZO wygrały wysoko tego seta – 25:16. Trzecia partia spotkania była ostatnią szansą na pozostanie w tym meczu dla drużyny gości. Od samego początku ton wydarzeniom na boisku nadawały gospodynie i prowadziły one na pierwszej przerwie technicznej 8:6.
W końcówce prowadziły 24:20. Zawodniczki Nafty zerwały się jeszcze do ataku, wykorzystały przestój gospodyń i doprowadziły do remisu 24:24, jednak dwa błędy własne dały zwycięstwo drużynie KSZO

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – PGNiG Nafta Piła 3:0
(29:27, 25:16, 27:25)

Składy zespołów:
KSZO: Brojek, Ganszczyk, Bawoł, Wójcik, Kuligowska, Godfrey, Nowakowska (libero) oraz Stefańska
Nafta: Milović, Jarmoc, Wawrzyniak, Krawulska, Nadziałek, Raczyńska, Pauliukouskaya (libero) oraz Wilczyńska, Konieczna, Stencel i Sobczak

fot. Kszo.info

Sopocianki rozbiły BKS Bielsko-Biała 3:0, nie pozwalając przeciwniczkom na osiągnięcie więcej niż 15 punktów w secie. W ofensywie dobrze spisywała się Klaudia Kaczorowska, która w parze z atakującą swoimi zagraniami dała prowadzenie zespołowi z północy (13:9). Im dalej w mecz, tym więcej błędów popełniały siatkarski Bielska-Białej, przegrywając pierwszą partię 25:15. Widać było, że w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła świetnie radziły sobie sopocianki, którym BKS odpowiadał jedynie pojedynczymi dobrymi akcjami w wykonaniu Kolety Łyszkiewicz i Natalii Bamber-Laskowskiej. Przewaga gospodyń powiększała się z każdą akcją. BKS nie potrafił odnaleźć swojego rytmu i przegrał drugiego seta 26:14. Trzecia odsłona meczu była lustrzanym odbicie dwóch poprzednich. Masa błędów własnych, pomyłki i nieporozumienia dawały kolejne punkty Atomowi, który nie wypuścił wyrobionej przewagi do końca i pewnie wygrał cały mecz.

Atom Trefl Sopot – BKS Aluprof Bielsko-Biała 3:0
(25:15, 25:14, 25:12)

Składy zespołów:
Trefl: Leys, Bełcik, Efimienko, Cooper, Kaczorowska, Zaroślińska, Durajczyk (libero)
BKS: Horka, Lis, Muhlsteinova, Trojan, Strózik, Beier, Wojtowicz (libero) oraz Piśla oraz Bamber-Laskowska, Pelc, Wilk i Łyszkiewicz

Fot. 058sport.pl

/MS/

PlusLiga: Cuprum Lubin – LOTOS Trefl Gdańsk 1:3

PlusLiga, kolejka 22, mecz nr 153

Miejsce: HWS RSC w Lubinie

Data: 31.01.2015 Godzina: 14:45 Widzów: 3250

Cuprum Lubin – LOTOS Trefl Gdańsk 1:3 (18:25, 23:25, 25:23, 20:25)

Sędziowie: Wojciech Maroszek, Marek Lagierski

Sędziowie Liniowi: Justyna Herlender, Witold Kała

Protokół elektroniczny: Daria Kruk

Kwalifikator: Ryszard Dietrich

Komisarz: Janusz Kapka

Składy:

CUPRUM: Borovnjak, Trommel, Pashytskyy, Kadziewicz, Romać, Łomacz, Rusek (libero) oraz Łapszyński, Gorzkiewicz i Gromadowski

LOTOS: Grzyb, Falaschi, Schwarz, Gawryszewski, Troy, Mika, Gacek (libero) oraz Stępień i Schulz

clip_image002

Początek spotkania nie zwiastował dość łatwej wygranej drużyny z Gdańska. W pierwszych minutach meczu trwała walka punkt za punkt. Oba zespoły wykorzystywały swoje dobre przyjęcie i pewnie kończyły ataki. Widać było, że obie ekipy są mocno skoncentrowane i zmobilizowane do gry. Równorzędna walka trwała do drugiej przerwy technicznej, po niej w polu serwisowym stanął Troy i goście odskoczyli na 4 punkty. Kiedy lepiej zaczęli grać gdańszczanie, tym gorzej grali zawodnicy z Lubina. Ani przerwa, ani zmiana na pozycji atakującego (Romać – Gromadowski) nie przyniosły pozytywnego skutku dla drużyny z Lubina i set zakończył się 25:18 dla Trefla.

clip_image004clip_image006

clip_image008W drugim secie gdańszczanie nie zwolnili tempa. Romać, który wrócił na boisko nadal miał problemy z kończeniem akcji, natomiast zawodnicy z Trójmiasta byli skuteczni na kontrach i cały czas kontrolowali wynik meczu (8:5, 11:6, 16:12). Trener z Lubina zdecydował się na zmianę rozgrywającego (Łomacz – Gorzkiewicz) oraz przyjmującego (Borovnjak – Łapszyński) i lubinianie zdołali odrobić straty (21:21). W nerwowej końcówce lepsi jednak okazali się goście i to oni wygrali 25:23.

Trzecią partię dobrze rozpoczęli gospodarze, zaczęli wykorzystywać grę ze środka. Gdy drużyna z Lubina prowadziła 10:7 na zmiany zdecydował się Andrea Anastasi i gdańszczanie zaczęli odrabiać straty. Drużyny walczyły punkt za punkt. Na koniec seta Pashytskyy wyprowadził Cuprum na prowadzenie, a atakiem ze środka set zakończył Łukasz Kadziewicz.

W czwartym secie Trefl powrócił do wyjściowej szóstki i szybko objął prowadzenie 12:8. Dobrze grali w polu serwisowym, co skutkowało skutecznym blokiem. Fantastycznie bronił Piotr Gacek i na przerwę techniczną schodzili z siedmiopunktowym prowadzeniem. Lubinianie starali się odrabiać straty, jednak to goście zachowali więcej spokoju i zwyciężyli 25:20, rewanżując się lubinianom za porażkę w Gdańsku.

MVP został Mistrz Świata – Mateusz Mika, który miał 58% w ataku, zdobywając 17 punktów.

PlusLiga: Zdecydowanie najlepsza liga na świecie

Belgijski szkoleniowiec przekonuje, że polskie zespoły są faworytami swoich par w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Przyznaje również, że nasza ekstraklasa zmierza w odpowiednim kierunku.

Marcin Olczyk: PGE Skra Bełchatów w sobotę was zdemolowała. Czy przy tak serwującym rywalu istniał chociaż cień szansy na zwycięstwo?

Vital Heynen: Jak już kiedyś powiedziałem – łatwo jest przyjechać do Bełchatowa i grać ze Skrą. Dlaczego? Wiadomo bowiem, że jeśli oni zagrają dobrze, to nie masz szans. To naprawdę proste. Nie ma sensu winić wtedy swojego zespołu. Jeśli oni robią swoje, nie jesteś w stanie nic poradzić. Możemy dyskutować, czemu w żadnym secie nie ugraliśmy 19 czy 20 punktów. To nas jeszcze czeka, bo pewnie było to możliwe, ale nie więcej. Gdybyśmy osiągnęli pułap 20 oczek powiedziałbym: ok, wszystko jest w porządku.

Dzień przed meczem w Bełchatowie zacząłem twittować. Skończyłem czytać właśnie książkę „Jestem szefem”, z której wynika, że powinienem być bardziej aktywny w sieci, bo nie jestem w tym dobry. Mam gadane, ale w społeczności internetowej mnie dotychczas nie było. Żadnego Facebooka, nic. Dlatego postanowiłem zacząć w tym kierunku działać. Pierwszego twitta napisałem w sobotę przed spotkaniem z bełchatowianami i dotyczył on tego, że Skra jest faworytem do wszystkich tytułów w tym sezonie – w lidze, w Lidze Mistrzów i Pucharze Polski.

W Lidze Mistrzów?

– Absolutnie. Nie jest tam oczywiście jedynym faworytem, ale jednym z największych. Na tyle, na ile znam siatkówkę, wydaje mi się, że Skra będzie w Final Four, a nawet samym finale. Losowanie może nie jest łatwe, ale bełchatowianie w półfinale nie powinni trafić na Kazań. Według mnie z Zenitem spotkają się w meczu o złoto. Mam nadzieję, że się nie mylę, żeby nie wyszło potem, że jednak na tej grze się nie znam. Taka jednak jest moja ocena tego zespołu. Dlatego wracając do pierwszego pytania, przed meczem mieliśmy nadzieję, że będziemy mieć szansę, ale to była właśnie tylko i wyłącznie nadzieja. Nic więcej.

Czy w polskiej lidze ktoś może rzucić bełchatowianom wyzwanie w walce o złote medale?

– ZAKSA. Ewentualnie Jastrzębski Węgiel w pełnym składzie. Poza nimi oczywiście na pewno Resovia i może Lotos Trefl. To wszystko. ZAKSA to bardzo groźny zespół. W Kędzierzynie-Koźlu posiadają olbrzymią jakość, jeśli tylko zbiorą się w garść, mogą być w ćwierćfinale bardzo trudnym rywalem.

Czy z tak bolesnej porażki będzie pan w stanie wyciągnąć jakieś pozytywy dla swojego zespołu?

– Najlepszym sposobem nauki są właśnie porażki. Zwycięstwo zawsze coś ukrywa. Przegrana z kolei obnaża wszystko. Jako trener najwięcej wynoszę więc z tych meczów, których nie wygrywam, choć oczywiście nie jest to miłe i przyjemne. Gdy wygrywamy, a ja powiem zawodnikowi, że jego pozycja w którymś momencie była zła, że coś wyszło nie tak, to będzie mi tylko powtarzać: „Ale wygraliśmy trenerze. Nie ma problemu.” Co mam mu wtedy powiedzieć? Przegrywanie jest dobre dla rozwoju, ale ja tego nie lubię. A już zbyt częste porażki w ogóle nie są fajne (śmiech).

Przegrana ze Skrą na pewno boli, ale w ten weekend sprzyjały wam inne wyniki. Przegrał Jastrzębski Węgiel i Cuprum Lubin, czyli drużyny marzące o tym, by odebrać wam czwarte miejsce w tabeli.

– Jasne, normalnie nie bylibyśmy czwarci. Nikt nie zakładał przed sezonem, że dzisiaj moglibyśmy być tak wysoko. Niektórzy nie widzieli dla nas nawet miejsca w play-offach. Mamy dobry sezon, ale chcemy zrobić jeszcze jedną niespodziankę i pójść o krok dalej. Naszym marzeniem jest półfinał.

clip_image001Vital Heynen jest pod wrażeniem gry PGE Skry Bełchatów i poziomu sportowego PlusLigi

Do końca fazy zasadniczej sezonu macie już niemal same ciężkie mecze. Już w najbliższej kolejce Asseco Resovia, później Jastrzębski Węgiel i ZAKSA.

– Najlepsze w tym wszystkim jest to, że i tak będziemy szczęśliwi, jak zakończymy rundę w pierwszej szóstce. To jest nasz podstawowy cel. Chodzi o to, że jeśli ta sztuka nam się uda, to nie będziemy musieli grać z tymi cholernymi zespołami z Bełchatowa i Rzeszowa. To są dwie drużyny, z którymi nie mamy żadnych szans. Możemy więc zaliczyć fantastyczny sezon, jeśli utrzymamy się w szóstce. Szanse, może nie koniecznie wielkie, ale w ogóle jakieś, możemy mieć grając np. z ZAKSĄ. To dobry zespół, ze świetnymi zawodnikami, który teraz po prostu gra źle.

Ma pan już pomysł, jak pokonać w środę wicemistrza Polski z Rzeszowa?

– Nie. Jeśli nie pokonają nas łatwo, to my wygramy. Nie mam z tym problemu. Mówimy o takiej samej sytuacji jak w przypadku Bełchatowa. Jeśli Resovia nie zagra dobrze, a mam taką nadzieję, bo przecież nie musi, to jej wybór, wtedy możemy ją pokonać.

Jak porówna pan poziom ligi w obecnym sezonie, do tego, co działo się w poprzednim? Czy PlusLiga jest teraz silniejsza?

– Silniejsza? Dużo silniejsza, a nie tylko silniejsza. Jeśli grasz z zespołem, który w poprzednich rozgrywkach był piąty, a teraz jest jedenasty, i nie ma tu mowy o przypadku, to zmiana widoczna jest gołym okiem. Niżej jest też świetnie spisujący się przed rokiem zespół z Radomia. Konkurencja znacznie wzrosła. Gdyby Transfer grał tym samym składem, co w zeszłym sezonie, byłby pewnie dwunasty. Poziom PlusLigi w tym sezonie jest wyraźnie lepszy. Wymowny przykład: w poprzedniej kolejce byłem zachwycony meczem AZS-u Częstochowa z MKS Banimexem Będzin, a grały ze sobą dwunasta i czternasta drużyna w tabeli! Ja patrzyłem na ten mecz i mówiłem sobie: wow, w jak znakomitych rozgrywkach przyszło mi uczestniczyć?

Czy jest pan w takim razie zadowolony, ze składu, który udało się zebrać w Bydgoszczy?

– Tak, bardzo. On jest nawet lepszy niż oczekiwałem. Naszym założeniem była walka o ósemkę, a rozmawiamy teraz o czwórce i wciąż na tej czwartej lokacie jesteśmy,  więc nasza sytuacja jest wręcz rewelacyjna. Mamy drużynę składającą się z bardzo różnych zawodników, ale razem stanowią oni znakomity kolektyw. Jesteśmy bardzo dobrzy w zdobywaniu punktów. Tak naprawdę wygrywamy wszystko, co powinniśmy, może za wyjątkiem pierwszego spotkania z AZS-em Politechnika Warszawska. Poza tym wykorzystaliśmy wszystkie nasze szanse.

Czy według pana korzystną dla PlusLigi tendencją jest napływ zagranicznych trenerów? Mamy teraz w ekstraklasie aż czterech szkoleniowców z Włoch.

– Myślę, że każdy chciałby teraz przyjechać do Polski. Dobry czy zły, wszyscy będą się tu kierować. Roberto Santilli współpracował ze mną podczas mistrzostw świata (podczas mundialu znajdował się w sztabie szkoleniowym reprezentacji Niemiec – przyp. red.). On i jego rodacy to znakomici fachowcy, którzy na pewno pomogą swoim zespołom. Polska jest na dobrej drodze, żeby zostać zdecydowanie najlepszą ligą. Wydaje mi się, że już ją jest, ale jeśli nie, to za rok będzie już na pewno.

Czyli polskie zespoły nie powinny mieć w kolejnej fazie Ligi Mistrzów problemów z ekipami z Trei czy Perugii?

– Problemy mogą się pojawić, ale daję im większą szansę niż Włochom. W poprzednich latach te proporcje przed meczami wyglądały zupełnie inaczej. Nie mówię, że będzie łatwo, ale myślę, że to jest tak 60/40, ale nie jak dotychczas dla drużyn z Italii, tylko tym razem na korzyść zespołów z Polski. Pytając dziennikarzy na całym świecie, może za wyjątkiem Włochów, wszyscy powiedzą, że to wasze zespoły są faworytami. Pracuję teraz w lidze, która, tak jak wspominałem, już teraz jest prawdopodobnie najlepsza na świecie, a jak rozwijać będzie się tak, jak dotychczas, za rok będzie już zdecydowanie najlepsza.

ORLEN Liga: Chemik stracił punkt

clip_image001

Chemik Police pokonał Budowlanych Łódź 3:2 (25:14, 23:25, 25:21, 18:25, 15:8) w meczu 18. kolejki ORLEN Ligi. MVP Izabela Kowalińska.

Historia lubi się powtarzać – tak można powiedzieć o pojedynkach pomiędzy Chemikiem Police a Budowlanymi Łódź. Podobnie jak w wyjazdowym meczu pierwszej rundy ORLEN Ligi, w listopadzie ubiegłego roku, tak i w dzisiejszym rewanżu rozegranym w Azoty Arenie mistrzynie Polski potrzebowały pięć setów, aby udowodnić swoją wyższość nad rywalkami.

PlusLiga: Grzegorz Pilarz: koncentrujemy się na kolejnym meczu

clip_image001

BBTS Bielsko-Biała w sobotę pokonał po zaciętym spotkaniu AZS Częstochowa 3:2. – To nasze kolejne wywalczone zwycięstwo w tym sezonie, więc mamy powody do zadowolenia. Jednak już teraz koncentrujemy się na kolejnym meczu, bowiem w środę zagramy z MKS-em Banimexem Będzin – mówi Grzegorz Pilarz, kapitan bielskiej drużyny.

BBTS początku sobotniego meczu nie mógł zaliczyć do udanych, bowiem na parkiecie warunki gry dyktowali zawodnicy z Częstochowy. Jednak wraz z upływem czasu gospodarze zaczęli coraz skuteczniej grać w ataku oraz bloku. Co prawda bielszczanie nie wystrzegali się prostych błędów, głównie w polu serwisowym, ale w ostatecznym rozrachunku popełnili ich nieco mniej, dzięki czemu dopisali do swojego konta dwa punkty.
– Był to bardzo dziwny i nerwowy mecz. Do poziomu nie będę się odnosił, bo nawet nie wiem jak go nazwać. Jedno, co bardzo rzucało się w oczy po obu stronach siatki to bardzo słaba zagrywka. Zawodnicy popełnili bardzo dużo błędów przy niskiej jakości zagrywania. Trochę mnie dziwi, że przy tak zagrywającej częstochowskiej drużynie nie potrafiliśmy wykorzystać jej błędów. Graliśmy bardzo źle jeżeli chodzi o taktykę, ale całe szczęście, że udało się nam to zmienić w końcowej fazie spotkania – powiedział Piotr Gruszka, trener BBTS-u Bielska-Biała.
I dodał – Jedno czego najbardziej szukałem w sobotnim meczu to zespołu, który gra tak jak na wyjazdach. W ostatnim czasie zdecydowanie lepiej prezentujemy się podczas wyjazdowych meczów. Nie wiem czy to jest jakaś presja, że musimy wygrać u siebie. Zawsze powtarzam zawodnikom, że nie musimy wygrywać u siebie. Podstawowe pytanie brzmi, czy chcemy? To jest ta różnica. Hala w Bielsku to nasz dom i powinnam być naszym argumentem. Dlatego też cieszę się, że w trudnym momencie udało się nam wykorzystać sytuację i wygrać. Punkty to jedna rzecz, ale nie można zapominać, że dopiero teraz zaczyna się prawdziwa gra. Oczywiście cieszymy się ze zwycięstwa, bo ono zawsze dodaje pozytywnej energii.
Grzegorz Pilarz po meczu wyznał, że drużyna nie będzie miała dużo czasu, żeby cieszyć się ze zwycięstwa, bo za kilka dni czeka ich kolejne ważne spotkanie. Już w najbliższą środę bielszczanie rozegrają drugie spotkanie z rzędu przed własną publicznością. Tym razem zmierzą się z MKS-em Banimexem Będzin.
– Wiemy doskonale jaki jest układ tabeli. Ważny jest każdy punkt. Przed nami dwa bardzo ważne mecze. Myślę, że należy cieszyć się ze zwycięstwa, bo wyszliśmy z trudnej sytuacji w sobotnim meczu. W mojej ocenie wygraliśmy dzięki trochę chłodniejszej głowie i spokoju na boisku. To nasze kolejne wywalczone zwycięstwo w tym sezonie, więc mamy powód do zadowolenia. Jednak już teraz koncentrujemy się na kolejnym meczu, bowiem w środę zagramy z MKS-em Banimexem Będzin – zakończył Pilarz.  

FIVB MŚ POLSKA 2014: prezentacja Pucharu Świata w Wałbrzychu

clip_image001

Puchar Świata rozpoczął swoje turnee po Dolnym Śląsku. W sobotę trofeum zdobyte przez biało-czerwonych w FIVB Mistrzostwach Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn Polska 2014, mogli zobaczyć kibice w Wałbrzychu przed i w trakcie spotkania Krispol Ligi pomiędzy miejscowym TS Victorią PWSZ i AGH 100RK Kraków.
Prezentacja wzbudziała spore zainteresowanie kibiców. Jak policzyli gospodarze zrobiono 1230 zdjęć z trofeum. – Chcemy, żeby prezentacja Pucharu Świata miała charakter profesjonalny i służyła popularyzacji naszej dyscypliny sportu. Tak też było w Wałbrzychu – powiedział prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Siatkowej, Mirosław Wachowiak.
W czasie prezentacji zawodników przed meczem Krispol Ligi w hali Aqua Zdrój Puchar Świata wnieśli trener zespołu gospodarzy i olimpijczyk z Atlanty Krzysztof Janczak, były reprezentant kraju Waldemar Szczepanowski oraz Janusz Ignaczak, trener i ojciec mistrza świata z 2014 roku – Krzysztofa. Następnie odbyło się symboliczne przekazanie trofeum miejscowemu Siatkarskiemu Ośrodkowi Szkolnemu.
Oprócz pucharu były również dostępne różnego rodzaju materiały promocyjne oraz gadżety związane z ubiegłorocznymi FIVB Mistrzostwami Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn Polska 2014.
Świąteczny nastrój w hali Aqua Zdrój popsuli goście, którzy dość łatwo pokonali mających duże aspiracje gospodarzy 3:0 (25:20, 25:16, 26:24).
– Zespół w stu procentach zrealizował założenia taktyczne – mówił po spotkaniu trener AGH 100RK Andrzej Kubacki. – Graliśmy spokojnie. Tylko na początku pierwszego seta mieliśmy problemy z udokumentowaniem swojej przewagi. Górę brały emocje.
Dobry nastrój w krakowskiej drużynie zepsuły dwie kontuzje. – Niestety, pech nas nie opuszcza. Skręcenia stawów skokowych doznali Daniel Górski i Paweł Halabva, dwaj szóstkowi gracze. Ławka kontuzjowanych staje się coraz dłuższa – dodał Andrzej Kubacki. Dodał on, że stawka drużyn na zapleczu ekstraklasy jest bardzo wyrównana i trudno o faworytów. – Krispol Liga nie jest dobrym polem do obstawiania wyników. W każdej kolejce padają zaskakujące rezultaty, co z pewnością cieszy kibiców – zakończył Andrzej Kubacki.