PlusLiga: Wojciech Drzyzga: Poziom meczu w Łuczniczce rozczarował

clip_image001[4]

Zdaniem eksperta Polsatu Sport, Wojciecha Drzyzgi, poziom środowego meczu 23. kolejki PlusLigi Transfer Bydgoszcz – Asseco Resovia Rzeszów mocno rozczarował. Były trener zwrócił uwagę na statystykę błędów własnych obu drużyn.

– Grała druga z czwartą drużyną w tabeli i z przykrością muszę stwierdzić, że poziom tego meczu rozczarował – przyznał komentator Polsatu Sport. – Było za dużo prostych błędów i takie falowanie w jakości gry zawodników. Oba zespoły toczyły walkę ze swoimi słabościami – ocenił przebieg tego meczu Wojciech Drzyzga.

Co zaważyło na tym, że to wicemistrzowie Polski wywieźli trzy punkty z Łuczniczki? – Myślę, że Transfer miał szczęście, że nie przegrał tego meczu wcześniej, bo Resovia miała piłki setowe we wcześniejszej partii i grała spokojne akcje, ale ich nie wykorzystała. Generalnie w ważnych momentach bardzo wydajna była zagrywka rzeszowian. Gdybyśmy odnotowali chwile, w których to się wydarzyło, to co najmniej cztery zagrywki gości wpadły, gdy rozstrzygały się losy setów. Resovia potrafiła indywidualnymi elementami zrobić sobie przewagę – przyznał były trener. Jednak Drzyzga, pod względem gry zespołowej wysoko ocenia postawę Transferu. – Pod względem kolektywnej gry Transfer lepiej to prowadził, a Resovia konsekwentnie grała na Ivovicia. Może w końcówce Jakub Jarosz został osamotniony w ataku – dodał były szkoleniowiec.

Przed rzeszowianami prawdziwy maraton, bowiem obok PlusLigi, czeka ich także starcie w fazie play-off CEV DenizBank Ligi Mistrzów z niemieckim VFB Friedrichshafen. – Skra i Resovia mają rewanże u siebie, co jest bardzo ważne. Jastrzębie nawet jak wygra u siebie, to rewanż będzie dla nich trudniejszy. Friedrichshafen nie jest tak mocny, jak był. To zespół budowany pod grę w pucharach. Niemiecki zespół w pucharowych rozgrywkach zawsze jest bardzo groźny, natomiast włoskie zespoły ocenia się pod względem jakości gry i techniki. Skra jest na pewno gotowa do gry – przyznał ekspert Polsatu Sport.

Jak Wojciech Drzyzga widzi ostatnie kolejki fazy zasadniczej? – Najcenniejszą zdobyczą dla Transferu byłoby utrzymać czwórkę i na tym się skupić. Bydgoszczanie mają trudny kalendarz, bo mecze są wymagające. ZAKSA rośnie w siłę, a u siebie Czarni Radom zawsze się postawią. Niedawno wydawało się, że ósemka jest zagwarantowana, a teraz drużyny z dołu gonią. Szeroka grupa zespołów punktuje, więc to nie jest taka jednostronna liga – podsumował były trener.

FIVB: Polska stara się o organizację dwóch finałów Ligi Światowej

clip_image001

Polski Związek Piłki Siatkowej stara się o organizację dwóch turniejów finałowych Ligi Światowej. Tegoroczny miałby się odbyć w Krakowie, zaś w następnym roku światową czołówkę gościłoby Trójmiasto. Rywalami Polski w walce o miano gospodarza są Iran i Australia.

Pierwotnie tegoroczny turniej finałowy Ligi Światowej miał odbyć się w Brazylii i stanowić preludium przed igrzyskami olimpijskimi, które odbędą się w tym kraju w 2016 roku. Jednak na skutek kar nałożonych na Bernardo Rezende oraz jego podopiecznych za niewłaściwe zachowanie w trakcie mistrzostw świata, na znak protestu Brazylia wycofała się z chęci organizacji turnieju. Taką chęć wyraziły trzy kraje – Polska, Australia i Iran. – Australia to dla FIVB nieznany teren. Nigdy nie było tam dużej imprezy i nie wiadomo, czy byłoby zainteresowanie ze strony kibiców. Poza tym w tym roku terminarz jest napięty i nikomu nie uśmiechałaby się tak daleka podróż – uważa Andrzej Lemek. Z kolei problemem Iranu są uwarunkowania społeczno-kulturowe, zgodnie z którymi meczów nie mogą oglądać kobiety. – Jeśli nie zmienią przepisów, to raczej FIVB nie przyzna im finału LŚ – dodaje sekretarz generalny PZPS.

Wydaje się więc, że dwa najbliższe finały mogą odbyć się w Polsce, która już wielokrotnie sprawdziła się w roli gospodarza dużych imprez siatkarskich. Tegoroczny miałby odbyć się w Krakowie, a ten w 2016 roku w Trójmieście.  – FIVB postawiło swoje warunki, my swoje i czekamy. Wszystko powinno wyjaśnić się w ciągu tygodnia – zaznacza Lemek. Jeśli jednak FIVB wybierze w tym roku innego gospodarza niż Polskę, to w 2016 roku finał LŚ zostałby rozegrany w Krakowie. Poza tymi imprezami w 2017 roku Polska będzie gospodarzem mistrzostw Europy, a stara się także o możliwość organizacji mistrzostw świata w 2022 roku.

FIVB: Finał Ligi Światowej znowu w Polsce?

Polska jest jednym z trzech kandydatów do organizacji turnieju finałowego Ligi Światowej 2015 – informuje „Przegląd Sportowy”. Kandydatami do tego przedsięwzięcia są Iran, Australia i Polska. Jak udało się ustalić „PS”, te trzy kraje ubiegają się o organizację tegorocznego turnieju finałowego Ligi Światowej, który odbędzie się w dniach 15–19 lipca. Po rezygnacji brazylijskiej federacji z organizacji Fnal Six wyścig o miano gospodarza rozpoczął się od nowa.

– Zgłosiliśmy chęć organizacji tej imprezy, a kontrkandydatami są Iran i Australia. Decyzja powinna zapaść jeszcze w lutym – potwierdza w rozmowie z Przeglądem Sportowym sekretarz generalny PZPS Andrzej Lemek.

Polska, która ubiegała się o finały Ligi Światowej dopiero w 2016 roku, od razu zgłosiła chęć zastąpienia Brazylii. Delegacja z PZPS była w tej sprawie w siedzibie światowej federacji w Lozannie. Decyzja Brazylii o rezygnacji z organizacji tak prestiżowej imprezy to protest przeciw karom nałożonym na zawodników i trenera reprezentacji po ubiegłorocznym mundialu.

Jak wiadomo, poprzednie finały, jakie organizowała Polska wypadały wyśmienicie i pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. Najlepsze drużyny Ligi Światowej gościliśmy w Katowicach (2001, 2007) oraz w Trójmieście (2011).

W grupie A Ligi Światowej Biało-Czerwoni zmierzą się z Rosją, USA i Iranem. Za kilka dni okaże się, czy będą pewni udziału w turnieju finałowym prestiżowej imprezy.

Ostateczna decyzja ma zostać podjęta jeszcze w tym miesiącu.

Źródło: Przegląd Sportowy

MS

PlusLiga: podsumowanie 23 kolejki

clip_image002

Zakończyła się 23. Kolejka rozgrywek siatkarskiej PlusLigi. W najciekawszym spotkaniu LOTOS Trefl Gdańsk uległ we własnej hali bełchatowskiej Skrze 1:3. Nie mniej emocji było także w pozostałych spotkaniach.

W Radomiu spotkały się siódmy i ósmy zespół ligowej tabeli. Spotkanie przysporzyło wielu sportowych emocji kibicom zgromadzonym w hali radomskiego MOSiRu. Pierwsza partia trwała ponad 40 minut i zakończyła się zwycięstwem ZAKSY 36:34! Kolejne dwie także padły łupem podopiecznych Sebastiana Świderskiego i to oni mogli się cieszyć z trzech punktów zdobytych na trudnej hali w Radomiu.

Czarni Radom – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3
(34:36, 23:25, 21:25)

Składy zespołów:
Czarni: Ostrowski, Pliński, Żaliński, Westphal, Kampa, Oivanen, Kowalski (libero) oraz Gutkowski (libero), Bołądź, Wachnik, Ratajczak, Kędzierski
ZAKSA: Witczak, Zagumny, Loh, Gladyr, Wiśniewski, Kooy, Zatorski (libero) oraz Abdel-Aziz, Kaźmierczak

clip_image004

Również trzy sety mogli oglądać kibice w Warszawie, gdzie miejscowa Politechnika podejmowała Indykpol AZS. Wbrew przewidywaniom to niżej notowani w tabeli podopieczni Andrei Gardiniego poradzili sobie bez straty seta ze stołecznymi Inżynierami. Najlepszym zawodnikiem spotkania wybrany został środkowy bloku, Miłosz Zniszczoł.

AZS Politechnika Warszawska – AZS Olsztyn 0:3
(25:27, 22:25, 18:25)

Składy zespołów:

AZS Politechnika: Lipiński, Lemański, Świrydowicz, Filip, Śliwka, Szalpuk, Olenderek (libero) oraz Radmoski, Mordyl, Mikołajczak, Bieńkowski, Strzeżek.

Indykpol AZS Olsztyn: Dobrowolski, Bednorz, Zniszczoł, Adamajtis, Hain, Ogurcak, Potera (libero)

Problemów ze zwycięstwem nie mieli także siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy na spotkanie z Effectorem wybrali się zmotywowani sobotnią porażką 0:3 w Radomiu. Tym razem ćwierćfinalista Ligi Mistrzów nie pozostawił swoim rywalom najmniejszych złudzeń, pozwalając im jedynie w pierwszym secie nawiązać jakąkolwiek walkę. W szeregach zespołu Roberto Piazzy brylował głównie zdobywca 18. punktów – Mateusz Malinowski, który słusznie został nagrodzony statuetką MVP.

Effector Kielce – Jastrzębski Węgiel 0:3
(22:25, 16:25, 16:25)

Składy zespołów:
Effector: Maćkowiak, Staszewski, Buchowski, Pająk, Bieniek, Krzysiek, Sufa (libero) oraz Jungiewicz, Takvam, Janusz, Penczew
Jastrzębski: Gierczyński, Pajenk, Malinowski, Masny, Czarnowski, Quesque, Wojtaszek (libero) oraz Kańczok, Kosok, Filippov

W derbach województwa śląskiego BBTS Bielsko-Biała pokonał we własnej hali MKS Banimex Będzin… także 3:0. Goście, którzy przedwczoraj bez straty seta pokonali Indykpol AZS Olsztyn byli jedynie cieniem siebie z poniedziałkowego spotkania. Do gry próbował ich co prawda poderwać zdobywca 16. Punktów – Miłosz Hebda. Dobra gra Bielszczan – głównie Bartosza Buniaka, Wojciecha Ferensa i Jose Luisa Gonzaleza sprawiła jednak, że to gospodarze mogli cieszyć się z szybkiego zwycięstwa.

BBTS Bielsko-Biała – MKS Banimex Będzin 3:0
(25:19, 25:23, 25:22)

Składy zespołów:
BBTS: Polański, Ferens, Neroj, Gonzalez, Buniak, Kapelus, Dębiec (libero) oraz Sobala, Kwasowski
MKS: Kowalski, Sarnecki, Pawliński, Gaca, Warda, Żuk, Milczarek (libero) oraz Hebda, Oczko, Tomczyk

clip_image006

Czterech setów potrzebował natomiast zespół Cuprum Lubin aby zwyciężyć w Częstochowie. W szeregach zespołu Michała Bąkiewicza dwoił się i troił Bartosz Janeczek, który zdobył 25. Punktów! Nie gorszy był jego vis a vis – Szymon Romać, który zanotował 22 „oczka”. W przeciwieństwie do Janeczka Romać miał jednak wsparcie swoich kolegów z zespołu, dzięki czemu to „Miedziowi” wyjechali spod Jasnej Góry z tarczą.

AZS Częstochowa – Cuprum Lubin 1:3 (23:25, 21:25, 25:21, 20:25)

Składy zespołów:
AZS: Udrys, De Amo, Szymura, Janeczek, Samica, Przybyła, Stańczak (libero) oraz Napiórkowski, Buczek, Khilko
Cuprum: Borovnjak, Trommel, Paszycki, Kadziewicz, Romać, Łomacz, Rusek (libero) oraz Michalski, Kryś

W Bydgoszczy naprzeciw siebie stanęły natomiast drugi i czwarty zespół tabeli PlusLigi. W nim lepsi okazali się Rzeszowianie, którym zwycięstwo jednak nie przyszło z łatwością. Premierowa odsłona była niezwykle wyrównana i zakończyła się zwycięstwem zespołu Andrzeja Kowala na przewagi. W drugiej podrażnieni Bydgoszczanie od początku osiągnęli wysoką przewagę, którą kontrolowali przez cały czas trwania seta. Kolejne dwa sety padły już jednak łupem siatkarzy z Podkarpacia, którzy umocnili się na drugim miejscu w tabeli.

Transfer Bydgoszcz – Resovia Rzeszów 1:3
(24:26, 25:21, 23:25, 21:25)

Składy zespołów:
Transfer: Duff, Jarosz, Waliński, Cupković, Woicki, Gunia, Nally (libero) oraz Marshall, Jurkiewicz, Wolański
Resovia: Nowakowski, Ivović, Schöps, Drzyzga, Buszek, Holmes, Ignaczak (libero) oraz Tichacek, Konarski, Dryja

W ostatnim środowym meczu lider tabeli – Skra Bełchatów zwyciężył 3:1 z Lotosem Treflem Gdańsk. Po pierwszej partii wydawało się, że to gospodarze (wspierani przez ponad 10-tysięczną publiczność) będą wiedli prym tego dnia. Jak się jednak okazało jeden wygrany set był kresem ich możliwości tego dnia, a kolejne trzy sety, przegrane odpowiednio do 25, 19 i 22 sprawiły, że podopieczni Miguela Angela Falasci utrzymali pozycję lidera ligowej tabeli. Najlepszym zawodnikiem pojedynku został rozgrywający PGE Skry – Nicolas Uriarte.

Lotos Trefl Gdańsk – PGE Skra Bełchatów 1:3 (25:18, 25:27, 19:25, 22:25)

Składy zespołów:

Lotos Trefl: Falaschi, Schwarz, Grzyb, Troy, Mika, Gawryszewski, Gacek (libero) oraz Czunkiewicz, Stępień, Schulz

Skra: Lisinac, Wlazły, Kłos, Conte, Uriarte, Marechal, Piechocki (libero) oraz Włodarczyk, Brdjović

Autor: WG

Zdjęcia: sportowefakty.pl

FIVB: Nikola Grbić: to duży honor

clip_image001

– Prowadzenie reprezentacji Serbii jest dla mnie dużym honorem i zaszczytem – powiedział słynny rozgrywający Nikola Grbić, po otrzymaniu nominacji na trenera drużyny narodowej tego kraju.

Grbić, uważany za jednego z najlepszych siatkazy świata przełomu 20. i 21. wieku, zastąpił na tym stanowisku Igora Kolakovica, który podał się do dymisji po FIVB Mistrzostwach Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn Polska 2014.
– Moje doświadczenie trenerskie jest niewielkie – powiedział Nikola Grbić. – Jestem na początku swojej kariery szkoleniowca. Zgłosiło się już wiele osób, którzy chcą mnie wesprzeć w pracy. Daje mi to przekonanie, że moja praca zakończy się sukcesem.
41-letni Nikola Grbić odniósł wiele sukcesó z reprezentacją Jugosławii i Serbii. Jest m.in. mistrzem olimpijskim z 2000 roku i mistrzem Europy z 2001.

PPK: Budowlane zagrają w ćwierćfinale

clip_image001

Siatkarki z Łodzi w krótkim, trzysetowym meczu rozprawiły się z Developresem Rzeszów, a najwięcej emocji przyniosła trzecia partia, rozgrywana na przewagi. W kolejnej rundzie Pucharu Polski łodzianki zagrają z Muszynianką Muszyna na terenie rywala.

Mecz o awans do ćwierćfinału Pucharu Polski obie drużyny rozpoczęły w swoich najmocniejszych ustawieniach. Korespondencyjny pojedynek w pierwszych akcjach spotkania toczyły ze sobą środkowe, Sylwia Pycia i Dominika Nowakowska.Budowlane wyszły na prowadzenie po bloku na Pauli Szeremecie, która próbowała przedzierać się przez strefę, gdzie czujność zachowała Gabriela Polańska,najwyższa zawodniczka na parkiecie (3:2). Przyjezdne starały się znaleźć rozwiązanie, które pozwoliłoby zniwelować różnicę wzrostu siatkarek obu ekip, po kiwce Karoliny Filipowicz traciły do gospodyń już tylko jeden punkt. Kiedy asa serwisowego posłała Magdalena Śliwa o przerwę poprosił trener Marcin Wojtowicz(10:6). Rzeszowianki dobrze prezentowały się w obronie, ale często w ich zagraniach brakowało dokładności czy asekuracji koleżanek. Wszystkie braki w przyjęciu rywalek obnażyła Joanna Pacak, juniorka wspomagająca seniorski zespół Budowlanych. Dzięki niej gospodynie wypracowały sobie bezpieczną przewagę i nie oddały jej już do końca premierowej odsłony. Punktowa zagrywka Sanji Popović oznaczała koniec pierwszego seta (25:17).

Na początku drugiej partii skuteczności w ataku brakowało Pauli Szeremecie, jakby tego było mało rzeszowianki popełniały dużo błędów własnych, szczególnie bolesne były te w polu zagrywki, które uniemożliwiały siatkarkom z Podkarpacia wyprowadzanie kontry. Rękę przyjezdnym podały rozluźnione łodzianki i po autowym ataku z lewego skrzydła było 6:6. To sprawiło, że rzeszowianki jeszcze raz poderwały się do walki. Podejmując ryzyko w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, zbliżyły się do faworytek na jeden punkt. Z dobrej strony pokazała się rzucona na głęboką wodę młoda Aleksandra Kazała, ale wciąż rzeszowianki „goniły” wynik. W końcówce piłki przechodzącej nie zdołała uratować nawet tak doświadczona zawodniczka jak Magdalena Śliwa i słabszy fragment gry gospodyń dał przyjezdnym pierwsze prowadzenie w tym secie (18:19). Szalę zwycięstwa na korzyść łodzianek przechyliła chorwacka atakująca imponującymi zagrywkami (24:20). Czterech piłek meczowych nie wykorzystały jednak gospodynie i w Atlas Arenie oglądaliśmy grę na przewagi. W końcówce w aut zaatakowała Szeremeta i łodzianki prowadziły już 2:0 (27:25).

Siatkarki z centralnej Polski także w trzecim secie nadawały ton boiskowym wydarzeniom. Zespół Developresu ustępował rywalkom pod względem regularności i konsekwencji (9:5). Łodzianki wprawdzie kilkukrotnie dały wciągnąć się w przedłużające się akcje, pełne lekkich zbić, ale sukcesywnie budowały solidną punktową zaliczkę (13:9). Z atakiem z niemal każdej niewygodnej piłki radziła sobiePopović, zagrywki Pyci nie przyjęła libero przyjezdnych i rzeszowianki sprawiały wrażenie kompletnie rozbitej ekipy. Przy stanie 17:12 na boisku pojawiła sięMartyna Grajber, a łodzianki pewnie zmierzały do ćwierćfinału PP. W poczynania rzeszowianek wkradła się nerwowość i te nie były już w stanie zagrozić Budowlanym (25:17).

Budowlani Łódź – Developres SkyRes Rzeszów 3:0
(25:17, 27:25, 25:17)

Składy zespołów:
Budowlani: Śliwa (1), Polańska (5), Ściurka (12), Skrzypkowska (3), Popović (18), Pycia (14), Courtois (libero) oraz Pacak (1), Kajzer, Grajber i Sieczka (2)

Developres: Nowakowska (11), Hawryła (4), Śliwińska (7), Szeremeta (10), Filipowicz K.(2), Mucha (4), Filipowicz P. (libero) oraz Kazała (4) i Głaz (2)

PlusLiga: Zadowolony Łukasz Kadziewicz

clip_image001

– Na tę część sezonu jestem zadowolony z ilości punktów, które do tej pory zgromadziliśmy, a także z naszego poziomu – mówi kapitan beniaminka PlusLigi Cuprum Lubin, Łukasz Kadziewicz.

Dawid Foltyniewicz: Czy gra Cuprum, a także obecna pozycja klubu w tabeli satysfakcjonuje cię jako kapitana zespołu?
Łukasz Kadziewicz: Jasne, jesteśmy beniaminkiem i są to dopiero nasze początki w PlusLidze. Na większe podsumowanie przyjdzie czas na przełomie kwietnia i maja, gdy zakończymy rozgrywki. Na tę część sezonu jestem zadowolony z ilości punktów, które do tej pory zgromadziliśmy, a także z naszego poziomu, ponieważ w kilku meczach wszystko w naszym wykonaniu wyglądało bardzo przyzwoicie.
– Czujesz się spełniony jako reprezentant Polski?
– Myślę, że każdy człowiek, który zakłada koszulkę reprezentacji może czuć się spełniony. Gdybym był siatkarskim fenomenem, oczekiwałbym na pewno większej liczby zwycięstw. A ja nigdy nie odbierałem siebie jako zawodnika fenomenalnego, dlatego cieszę się z tego, co udało mi się ugrać. Medal mistrzostw świata jest w mojej kolekcji, choć sam dokładnie nie wiem, gdzie on w tej chwili się znajduje, chyba u moich rodziców.
– Jakie były twoje siatkarskie marzenia, gdy w wieku 20 lat zaczynałeś występować w AZSie Olsztyn?
– Na pewno nie miałem pojęcia, że siatkówka stanie się takim fenomenalnym przedsięwzięciem, jakim jest w tej chwili w Polsce. Jest to wielki event sportowy, popularyzujemy aktywność fizyczną wśród młodzieży. 15 lat temu nikt nawet nie marzył o nowoczesnych halach w naszym kraju. Sam chciałem uprawiać sport, grać w siatkówkę i dobrze się tym bawić. Robiłem to przez ładnych kilkanaście lat mojego życia i zamierzam również przez kilka najbliższych.
– Kogo uznałbyś za największych siatkarskich kozaków, z jakimi występowałeś w jednym zespole?
– Na pewno Dmitrij Muserski, Stanisław Dinejkin – wielki siatkarz, na którym sam się wychowywałem, mistrzowie olimpijscy – Taras Chtiej, Dmitrij Iljinych. We Włoszech miałem przyjemność grać z Draganem Travicą, Matteo Martino – fenomenalnym dzieckiem włoskiej siatkówki. Dodałbym jeszcze Matthew Andersona. Spotkałem wielu ludzi, którzy decydują o obliczu tego sportu na świecie. Cieszę się, że miałem okazję występować z nimi w jednej drużynie.
– Czy polskie kluby mają się czego wstydzić, gdy porównamy je do rosyjskich pod względem organizacyjnym?
– Miałem okazję grać w Rosji w bardzo poukładanych klubach, jak i tych trochę mniej. Myślę, że być może trochę stare i oklepane określenie „Volleyland” wciąż funkcjonuje. Jest wielu ciekawych zawodników, którzy chcieli grać w PlusLidze. Powinniśmy się cieszyć, że mamy w Lubinie nowoczesny obiekt, siłownię, dobrego trenera, więc na poziom organizacyjny mojego obecnego klubu nie mogę narzekać.
– Z którym szkoleniowcem miałeś do tej pory najlepsze relacje?
– Z żadnym nie miałem nigdy typowej kosy. Na pewno poznałem kilku specyficznych trenerów, np. Wiktor Sidielnikow, który prowadził wielki Kazań. Pracowałem z nim na Białorusi, dość ciężki typ. Z Giannim (Gheorghe Cretu – przyp. red.) jest bardzo okej. Mam 35 lat, niektórzy są ode mnie starsi o rok albo dwa. Oni prosili mnie jedynie o profesjonalizm i myślę, że dobrze się z tego wywiązywałem.

Old Boys: Kolejny medal siatkarzy Kaman Volley

clip_image001

Po powrocie ze srebrnym medalem z turnieju w Kłajpedzie w grudniu 2014 nadszedł czas na doroczny turniej w Wilnie – VI International Masters Volleyball V. Artamonov Tournament.
W turnieju udział wzięło osiem drużyn reprezentujących Litwę, Łotwę, Rosję, Estonię, Białoruś, Ukrainę i Polskę. Z zespołów utworzono dwie grupy po cztery drużyny, które rywalizowały systemem „każdy z każdym”.
Pierwszy mecz Kaman Volley zagrał z Tallinem i zwyciężył 2:0, choć łatwo nie  było. Drugie spotkanie zostało przegrane 23:25, 24:26 z łotewską drużyną VK Ezerzeme Daugavpils. W kolejnym dniu turnieju Kaman Volley zwycięzył Omegę Lwów 2:1 i zajął drugie miejsce w grupie pozwalające na grę o brązowy medal. Według regulaminu turnieju nie rozgrywano półfinałów. Zwycięzcy grup walczyli od razu o złoto.
W grupie drugiej pierwsze miejsce zajął Lokomotiw Kaliningrad, drugie gospodarz Tinklas Wilno, trzecie FCG Ryga, a czwarte białoruski Połock.
W emocjonującym meczu o trzecie miejsce z Tinklasem Wilno Litwa zwyciężył Kaman Volley Kędzierzyn-Koźle 2:1, rewanżując się za porażkę w finale turnieju w Kłajpedzie.
Pod koniec lutego Kaman Volley zagra we Lwowie, w kwietniu w Daugavpils, a w czerwcu w mistrzostwa Polski w Drzonkowie.
Klasyfikacja końcowa turnieju w Wilnie:
1. VK Kaliningrad
2. VK Ezerzeme Daugavpils
3. Kaman Volley Kędzierzyn-Koźle
4. Tinklas Wilno
Kaman Volley: Krzysztof Malczewski, Darek Szostek, Krzysztof Harupa, Marek Kwieciński, Mirosław Durkacz, Adam Wiencek, Tomasz Ptak, Grzegorz Goryczka, Adam Kowalewski, Mariusz Miechowicz oraz Zbigniew Obrębski.

Rio 2016: bilety idą jak świeże bułeczki

clip_image001

Dyrektor d/s Komunikacji Komitetu Organizacyjnego Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro Mario Andrada poinformował, że największym zainteresowaniem wśród kupujących bilety cieszy się turniej siatkówki. Na chwilę obecną sprzedano 27 procent wszystkich wejściówek w naszej dyscyplinie sportu.
Drugie miejsce w tej klasyfikacji zajmuje piłka nożna 21,9 procent, trzecie pływanie 21 i czwarte lekkoatletyka 20,6. Letnie Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro odbędą się od 5 do 21 sierpnia 2016 roku.
Na ogromne zainteresowanie siatkówką ma wpływ turniej w jej plażowej odmianie. Zawody odbędą się na słynnej Copacabanie, gdzie zostanie zbudowany stadion o pojemności 12 tys. widzów.

PlusLiga: Olieg Achrem wraca do gry

clip_image001–

Kibice zawsze podtrzymywali mnie na duchu. Dziękuje im za to, że pomagali mi psychicznie – mówił po wygranym meczu z Effectorem Kielce Olieg Achrem, kapitan Asseco Resovii. Przyjmujący wrócił na boisko po dziewięciu miesiącach.

Ponad 300 dni trwała rekonwalescencja po ciężkiej kontuzji kolana, której Olieg Achrem nabawił się podczas meczu półfinałowego PlusLigi w ubiegłym sezonie z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Kapitan wicemistrzów Polski w sobotę wyprowadził rzeszowian na boisko w meczu przeciwko Effectorowi Kielce. – Nie mogłem grać dziewięć miesięcy, to bardzo dużo. Zrobiłem już mały kroczek ku temu, by wrócić na dobre. Mam nadzieję, że ta forma będzie cały czas rosła – tłumaczył po spotkaniu Achrem.

Trener Andrzej Kowal nie mógł w tym dniu skorzystać z Paula Lotmana, który nabawił się choroby, dlatego też szansę powrotu dostał 30-letni przyjmujący. Na tę chwilę czekali wszyscy kibice Asseco Resovii. Przy stanie 23:17 w czwartym secie szkoleniowiec gospodarzy wprowadził na boisko popularnego „Alka”. Publiczność, jak zwykle licznie zebrana w tym dniu w rzeszowskiej hali Podpromie, na stojąco gromkimi brawami przywitała swojego kapitana. – Kibice zawsze podtrzymywali mnie na duchu. Dziękuje im za to, że pomagali mi psychicznie. Czułem od nich wsparcie, a to, co dzisiaj zrobili, było wspaniałe. Pracowałem na to, by w końcu wrócić bardzo mocno. Wierzę, że będę mógł jeszcze pomóc drużynie. Marzenia się spełniają –przyznał Achrem.

Pochodzący z Białorusi siatkarz zdaje sobie sprawę, że nie od razu będzie jednak w pełni dyspozycji. Tak długa przerwa w grze z pewnością pozostawiła po sobie ślad. –Potrzebuję jeszcze czasu, by dojść do pełni formy, ale zrobię wszystko, by tak się stało. Trenuję już od jakiegoś czasu na maksa – podkreślał zawodnik Resovii, który powinien być gotowy na sto procent podczas fazy play-off oraz w decydujących pojedynkach w Lidze Mistrzów – Mam motywację, by ciężko trenować i z meczu na mecz być coraz lepszym – zakończył Olieg Achrem.