PZPS: Polskie – siatkarskie mistrzostwa świata Imprezą Roku 2014

clip_image001

FIVB MISTRZOSTWA ŚWIATA W PIŁCE SIATKOWEJ MĘŻCZYZN POLSKA 2014, których organizatorem był Polski Związek Piłki Siatkowej zostały uznane za Imprezę Roku 2014. Decyzję podjęła Kapituła 80. Plebiscytu Przeglądu Sportowego i TVP.

Poland = Volleyland – było hasłem wydarzeń, które miały miejsce pomiędzy 30 sierpnia a 21 września 2014 roku. Organizatorzy, Kibice a przede wszystkim Drużyna pokazali, że podczas tego wspaniałego turnieju pomiędzy nimi zrodziła się mistrzowska więź.

Organizatorzy działali perfekcyjnie i profesjonalnie.

Kibice wspierali biało-czerwonych entuzjastycznie i kulturalnie jednocześnie.

Drużyna grała wyśmienicie i skutecznie.

Wszystkie elementy tego niezwykłego, trwającego ponad trzy tygodnie widowiska zazębiły się i zaowocowały MISTRZOSTWEM ŚWIATA. Mistrzostwem wspólnym: 14 zawodników i trenerów, ponad 3000 organizatorów kierowanych przez PZPS oraz niemal 600 000 fantastycznych kibiców.

I to właśnie kapitalni siatkarscy kibice odebrali statuetkę za Imprezę Roku 2014 a następnie przekazali ją na ręce organizatorów polskich mistrzostw świata – przedstawicieli Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Sukces, pierwszych historycznych, polskich mistrzostw świata nie byłby możliwy bez zaangażowania Miast – Gospodarzy, sponsorów i partnerów turnieju oraz Polskiej Siatkówki.

Przypominamy najważniejsze dane dotyczące FIVB MISTRZOSTW ŚWIATA W PIŁCE SIATKOWEJ MĘŻCZYZN POLSKA 2014

FIVB MISTRZOSTWA ŚWIATA W PIŁCE SIATKOWEJ MĘŻCZYCZN POLSKA 2014 – pierwsze w historii mistrzostwa świata w Polsce.

Drugie mistrzostwo świata polskich siatkarzy w historii (po 40 latach).

Rekordowa frekwencja: 583 763 kibiców obejrzało 103 mecze.

Już w pierwszej fazie pobity został wynik poprzednich mistrzostw we Włoszech z roku 2010. Wówczas cały turniej zobaczyło 339 324 kibiców. Już dawno temu zdystansowane zostały także szczęśliwe dla biało-czerwonych (srebrny medal) mistrzostwa globu w roku 2006. Wówczas 104 mecze turnieju obejrzało 298 352 widzów.

Frekwencja w grupach

I faza – po 15 spotkań w grupie, łącznie 60:

Grupa A: 114.400 – rekord: 61 500, Polska – Serbia (Stadion Narodowy)

Warszawa/Wrocław: Polska, Serbia, Argentyna, Australia, Wenezuela, Kamerun.

Grupa B: 57 570 – rekord: 9 000, Brazylia – Kuba (katowicki Spodek)

Katowice: Brazylia, Niemcy, Finlandia, Chiny, Korea, Tunezja

Grupa B: 68 500 – rekord: 10 700, Rosja – Bułgaria (Ergo Arena)

Gdańsk: Rosja, Kanada, Bułgaria, Chiny, Meksyk, Egipt

Grupa D: 114.250 – rekordy: 14.100, USA – Francja, USA – Włochy (Kraków Arena)

Kraków: Francja, Iran, USA, Włochy, Belgia, Portoryko

II faza – po 16 spotkań w grupie, łącznie 32:

Grupa E: 100.730 – rekord: 12.100, Polska – Francja (Atlas Arena)

Łódź/Bydgoszcz: Francja, Polska, Iran, USA, Serbia, Argentyna, Włochy, Australia.

Grupa B: 52 922 – rekord: 10 370, Brazylia – Rosja  (katowicki Spodek)

Katowice: Brazylia, Rosja, Niemcy, Kanada, Kuba, Finlandia, Bułgaria, Chiny.

III faza – po 3 spotkania w grupie, łącznie 6:

Grupa G: 5 202 – rekord: 1 845, Niemcy – Iran (katowicki Spodek)

Katowice: Francja, Niemcy, Iran

Grupa H: 26 800 – rekordy: 12.100, Polska – Brazylia, Polska – Rosja (Atlas Arena)

Półfinały i mecz o 5 miejsce – 3 mecze:

Katowice/Łódź: 23 721, rekord: 12.000, Polska – Niemcy

Mecze o miejsca 3. i 1.

Katowice: 20 028, rekord: 12 528, Polska – Brazylia

Drugie w historii polskiego sportu mistrzostwa świata w grach zespołowych (1976 – mistrzostwa świata w hokeju na lodzie w katowickim Spodku).

Drugie po EURO 2012 wydarzenie sportowe najwyższej kategorii.

Polskie reprezentacyjne sukcesy siatkarskie w XXI wieku:

2003 – mistrzostwa Europy kobiet – 1 miejsce

2005 – mistrzostwa Europy kobiet – 1 miejsce

2006 – mistrzostwa świata mężczyzn – 2 miejsce

2009 – mistrzostwa Europy mężczyzn – 1 miejsce

2009 – mistrzostwa Europy kobiet – 3 miejsce

2011 – Liga Światowa – 3 miejsce

2011 – mistrzostwa Europy mężczyzn – 3 miejsce

2011 – Puchar Świata mężczyzn – 2 miejsce

2012 – Liga Światowa – 1 miejsce

2014 – MISTRZOSTWO ŚWIATA MĘŻCZYZN

Międzynarodowe doświadczenia PZPS:

2001 FINAŁ LIGI ŚWIATOWEJ

2002 Finał Ligi Mistrzów

2003 Finał Ligi Mistrzyń

2007 FINAŁ LIGI ŚWIATOWEJ

2008 Finał Ligi Mistrzów

2009 MISTRZOSTWA EUROPY KOBIET

2010 Finał Ligi Mistrzów

2011 FINAŁ LIGI ŚWIATOWEJ

2012 Finał Ligi Mistrzów

2013 MISTRZOSTWA EUROPY MĘŻCZYZN Z DANIĄ

2014 MISTRZOSTWA ŚWIATA POLSKA 2014

Mistrzostwa od 30 sierpnia do 21 września 2014 roku.

Mecze I fazy turnieju od 30 sierpnia do 7 września we Wrocławiu (z udziałem Polski), Katowicach, Gdańsku, Krakowie.

Mecze II fazy do 10 do 14 września w Łodzi (z ew. udziałem Polski), Bydgoszczy, Katowicach i Wrocławiu.

Mecze III fazy od 16 do 18 września w Łodzi (z ew. udziałem Polski) i Katowicach.

Spotkania półfinałowe w Katowicach i o 5 miejsce w Łodzi 20 września 2014 roku.

21 września 2014 roku, mecze o medale w katowickim Spodku.

Po raz pierwszy w historii siatkówki halowej oficjalny mecz o punkty, rangi mistrzostw świata na stadionie – Stadion Narodowy w Warszawie. Ceremonia i Mecz Otwarcia z udziałem 62.500 widzów.

103 mecze turnieju finałowego.

Cztery najlepsze zespoły turnieju zagrały 13 spotkań – najwięcej w turniejach rangi FIVB.

23 dni turnieju.

18 dni meczowych.

4 równolegle pracujące ekipy transmisyjne w I i II fazie, i dwie w III fazie oraz dwie podczas meczów o 5. Miejsce i półfinałach, jedna podczas spotkań o medale.

Przekaz telewizyjny do ponad 170 krajów.

Oglądalność Ceremonii i Meczu Otwarcia – 10 mln.

Oglądalność Meczu Finałowego – w pikach ponad 17 mln.

Ponad 200 godzin transmisji telewizyjnych.

Udział w mistrzostwach 24 kraje:

9 Europa: Belgia, Bułgaria, Finlandia, Francja, Niemcy, Polska, Rosja, Serbia, Włochy

3 Afryka: Egipt, Kamerun, Tunezja

3 Ameryka Południowa: Argentyna, Brazylia, Wenezuela

5 Ameryka Północna, Środkowa i Karaiby: Kuba, Kanada, Meksyk, Portoryko, USA

4 Azja i Oceania: Australia, Chiny, Iran, Korea Południowa

Mistrzostwa rozegrane w 7 miastach:

Katowicach – fazy I, II, III, półfinały, mecze o medale

Łodzi – fazy II i III z ew. udziałem Polski

Wrocławiu – fazy I (z udziałem Polski) i II

Gdańsku – faza I

Bydgoszczy – faza II

Krakowie – faza I

Warszawie – Ceremonia i Mecz Otwarcia

Organizacja:

Komitet Operacyjny – 30 osób

7 Lokalnych Komitetów Operacyjnych – ok. 100 osób

200 osób z ramienia PZPS bezpośrednio zaangażowanych w organizację turnieju

50 osób z ramienia FIVB bezpośrednio zaangażowanych w organizację turnieju

Bieżąca współpraca z MSiT

700 wolontariuszy

Ponad 3 000 osób zaangażowanych w organizację turnieju

PZPS: Mariusz Wlazły na podium 80. Plebiscytu Przeglądu Sportowego i TVP

clip_image001

Mariusz Wlazły – mistrz świata, MVP i najlepszy atakujący turnieju zajął drugie miejsce w jubileuszowym 80. Plebiscycie PS i TVP. Na najwyższym stopniu podium stanął Kamil Stoch – dwukrotny mistrz olimpijski w skokach narciarskich.

W historii Plebiscytu nie wygrał go jeszcze żaden siatkarz. Jednak na podium stawali już Sebastian Świderski, Piotr Gruszka oraz Bartosz Kurek.

Mariusz Wlazły do reprezentacji wrócił po trzyletniej nieobecności. – Czułem, że do tej pory nie wszystko było tak, jak powinno być, że mojemu rozstaniu z kadrą towarzyszyły niezdrowe emocje. Miałem w sercu zadrę i chciałem ją wyrwać – mówił atakujący PGE Skry Bełchatów. Lepszego pożegnania z reprezentacją Polski nie mógł sobie wymarzyć. Zagrał rewelacyjny turniej i poprowadził biało-czerwonych do złotego medalu mistrzostw świata rozgrywanych na polskiej ziemi i bezdyskusyjnie został uznany za najlepszego siatkarza turnieju.  – To były jego mistrzostwa. Grał wspaniale i zasłużył na statuetkę MVP – przyznał po mistrzostwach trener reprezentacji PolskiStephane Antiga.

W polskim mundialu Wlazły grał jeszcze lepiej niż osiem lat temu w Japonii, gdy rywalizację o tytuł MVP turnieju przegrał tylko ze słynnym Brazylijczykiem Gibą. Wtedy po raz pierwszy był u szczytu kariery. Osiem lat później wspiął się jeszcze wyżej. Prawdziwą klasę pokazał w najważniejszych meczach polskiego mundialu. Z Rosją zdobył 28 punktów, w spotkaniu z Brazylią w Łodzi aż 31. Wreszcie w półfinale z Niemcami punktował 22 razy i przyćmił Georga Grozera, który w wielu wcześniejszych meczach przechylał szalę zwycięstwa na korzyść naszych zachodnich sąsiadów. W meczu finałowym z Brazylią to Wlazły, jakby pieczętując kapitalny dla niego turniej, wykonał ostatni atak, po którym na parkiecie rozpętało się istne szaleństwo.

W ogólnonarodowej euforii, która zapanowała po ostatniej akcji finału mistrzostw świata ta informacja sprawiła, że wielu kibiców fetujących w Spodku triumf polskich siatkarzy na chwilę zamarło. – Drodzy Państwo, mam do przekazania bardzo ważną informację. Mariusz Wlazły poprosił mnie, żebym ogłosił, że mecz z Brazylią był jego ostatnim w barwach reprezentacji Polski – powiedział spiker Marek Magiera. Chwilę później wykrzyczał, że to właśnie atakujący reprezentacji Polski został wybrany na najlepszego siatkarza mistrzostw świata. W katowickim Spodku rozległo się głośne „dziękujemy, dziękujemy”.

PZPS: Mateusz Mika Odkryciem Roku 2014

clip_image001

Mateusz Mika – mistrz świata został uznany przez Kapitułę 80. Plebiscytu Przeglądu Sportowego i TVP – ODKRYCIEM ROKU 2014.

Oficjalna strona plebiscytu tak opisuje laureata:

„Mika jest wspaniały. To nieprawdopodobne jak ten chłopak gra! – entuzjazmował się były selekcjoner reprezentacji Polski Andrea Anastasi podczas finału mistrzostw świata siatkarzy w katowickim Spodku.

W zachwyt wpadli wszyscy, bo w najważniejszym spotkaniu polskiego mundialu 23-letni przyjmujący grał jak natchniony. Brazylijczycy nie potrafili znaleźć recepty na sprytne ataki Miki, który zdobył w finale aż 22 punkty i poprowadził biało-czerwonych do złotego medalu. – To, co Mateusz wyprawiał, było niesamowite – przyznał selekcjoner reprezentacji Polski Stephane Antiga.

Jeszcze kilka miesięcy temu kibice zupełnie zapomnieli o szczupłym i wysokim młodzieńcu, którego kilka lat temu okrzyknięto wielkim talentem na miarę samego Piotra Gruszki. Obaj siatkarze rozpoczynali kariery w Hejnale Kęty, obaj mierzą po 207 centymetrów. Niestety, Mika długo nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Kluby PlusLigi się o niego nie biły, w reprezentacji grali inni i zapomniany siatkarz trafił do Montpellier UC, przeciętnego klubu francuskiej Pro A. Miał szczęście, bo trenerem drużyny był Philippe Blain, asystent Antigi w reprezentacji Polski. To on uwierzył w skromnego i nieśmiałego dryblasa, czyniąc z niego lidera zespołu. – Powinienem teraz powiedzieć: A nie mówiłem – śmiał się francuski szkoleniowiec po finale MŚ. – Mateusz potrzebował, by ktoś na niego postawił. To go zbudowało.”

Mateusz Mika był nie tylko objawieniem mistrzostw świata. Po powrocie do Polski stał się kluczową postacią Lotosu Trefla Gdańsk i odkryciem… PlusLigi.

PZPS: Stephane Antiga i Łukasz Kruczek Trenerami Roku 2014

clip_image001

Oficjalna strona internetowa 80. Plebiscytu Przeglądu Sportowego i TVP poinformowała o decyzji Kapituły – Trenerami Roku 2014 zostali Stephane Antiga i Łukasz Kruczek.

„Aż dwóch szkoleniowców otrzymało tytuł Trenera Roku 2014! Trener mistrzów świata Stephane Antiga oraz Łukasz Kruczek, opiekun mistrza Kamila Stocha.

Gdy w październiku 2013 roku podano do wiadomości, że następcą Andrei Anastasiego w roli trenera reprezentacji Polski zostanie czynny jeszcze wtedy zawodnik PGE Skry Bełchatów Stephane Antiga, wielu myślało, że szefowie PZPS postawili wszystko na jedną kartę. Nie dość, że powierzyli biało-czerwonych w ręce debiutanta w roli szkoleniowca, to na dodatek w sezonie, w którym Polska organizowała mundial! Francuz sam przyznawał, że nie podjąłby się tego wyzwania, gdyby nie wsparcie doświadczonego asystenta, wcześniej selekcjonera Francji – Philippea Blaina.

Antiga potrafił porozumieć się z Mariuszem Wlazłym, który od 2010 roku nie grał w kadrze. Później kilka razy zaskakiwał swymi wyborami, a w osłupienie wprawił kibiców i dziennikarzy, gdy przed mundialem zrezygnował z Bartosza Kurka. Postawił tymczasem na Mateusza Mikę, który nie był w naszym kraju doceniany. Ta ryzykowna gra przyniosła efekty w trakcie polskiego mundialu. Biało-czerwoni  zostali mistrzami świata. – Nasze złote medale dotarły niemal do wszystkich polskich domów, sprawiły że ludzie czuli się dumni z naszego sukcesu, z tego, że są Polakami. Wiele razy ludzie nie dziękowali mi wprost za medal, ale za przyjemność, którą im sprawiliśmy, za same emocje i momenty wzruszenia. Dla mnie to coś niebywałego – opowiada Francuz, który w Polsce czuje się jak w domu. – To złoto tak wyjątkowo smakuje tylko w Polsce. Takiego szaleństwa, tych wszystkich dobrych ludzi i gratulacji nie ma nigdzie indziej na świecie – przekonuje szkoleniowiec, który stara się mówić po polsku, a ostatnio zaczął kolejny etap nauki. – Zaczynam czytać po polsku. Syn mnie uczy, używamy książek dla dzieci. Rywalizujemy, ścigamy się, ale on na razie jest jeszcze lepszy – śmieje się Antiga.” – donosi strona plebiscytu.

Przypominamy, że o wysoką pozycję w plebiscycie kibiców walczy Mariusz Wlazły na NAJLEPSZEGO SPORTOWCA POLSKI ROKU 2014. Ogromne szanse na miano OBJAWIENIA ROKU 2014 ma Mateusz Mika. Organizator mistrzostw, Polski Związek Piłki Siatkowej nominowany jest także do nagrody za IMPREZĘ ROKU 2014 – FIVB MISTRZOSTWA ŚWIATA W PIŁCE SIATKOWEJ MĘŻCZYZN POLSKA 2014.

Kamil Drąg w publikacji zamieszczonej na stronie PS słusznie zauważa, że ten plebiscyt może, co już wielokrotnie się zdarzało zdominuje siatkówka:

„Po raz pierwszy siatkarze zatańczyli na Balu Mistrzów Sportu po srebrnym medalu mistrzostw świata wywalczonym w 2006 roku. Trzy lata później świętowali już mistrzostwo Europy, by po rocznej przerwie zgarnąć tytuł w 2011 (srebro Pucharu Świata, brąz mistrzostw Europy i Ligi Światowej) oraz 2012 roku (po triumfie w Lidze Światowej). Wówczas smak zwycięstwa zepsuła gorycz porażki podopiecznych Andrei Anastasiego w igrzyskach olimpijskich w Londynie. Teraz Kapituła Plebiscytu, przyznająca wyróżnienia w dodatkowych kategoriach, nie mogła mieć żadnych wątpliwości. Siatkarze, którzy we wspaniałym stylu zdobyli złoty medal polskiego mundialu, zostawili w pokonanym polu dwóch pozostałych kandydatów – piłkarzy ręcznych Vive Kielce (mistrzowie Polski) i piłkarską reprezentację kraju, która w imponującym stylu rozpoczęła kwalifikacje mistrzostw Europy, bijąc po raz pierwszy w historii Niemców

(…) Po złoty medal siatkarze sięgnęli w nieprawdopodobnych okolicznościach, rozbijając po drodze wszystkie światowe potęgi. Z Brazylijczykami rozprawili się dwukrotnie: najpierw w łódzkiej Atlas Arenie, potem w finale w katowickim Spodku. Wyższość biało-czerwonych w pamiętnym meczu otwarcia na Stadionie Narodowym musieli uznać mocni Serbowie, a potem rewelacyjni Irańczycy, niewygodni Włosi oraz brązowi medaliści mundialu Niemcy. W morderczym turnieju, w którym najlepsi musieli rozegrać aż 13 spotkań, podopieczni trenera żółtodzioba Stephanea Antigi dali się pokonać tylko raz – reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Polacy wychodzili z największych opresji, odwracali losy prawie przegranych spotkań i z meczu na mecz rośli w siłę. Nie złamała ich ani kontuzja kapitana Michała Winiarskiego, ani pechowe losowanie przed trzecią fazą turnieju, które skierowało nasz zespół na trzykrotnych mistrzów świata Brazylijczyków i mistrzów olimpijskich Rosjan. – To co się stało, to jakiś nieprawdopodobnie piękny sen – mówi Antiga, który zaledwie kilka miesięcy przed mistrzostwami przejął kadrę Polski nie mając najmniejszego doświadczenia trenerskiego. Francuz wspólnie z Łukaszem Kruczkiem, szkoleniowcem skoczków narciarskich, został uznany w naszym Plebiscycie trenerem roku. Mateusz Mika, bohater finału z Brazylią, jest nominowany w kategorii odkrycie roku, a mistrzostwa świata mogą zostać najlepszą imprezą. Jest jeszcze Mariusz Wlazły, MVP mundialu, walczący z 24 innymi zawodnikami o tytuł najlepszego sportowca 2014 roku. Tegoroczny Plebiscyt może stać pod znakiem dominacji siatkówki. Jednak tytuł Volleylandu do czegoś w końcu zobowiązuje.”

2015 FIVB U20 Women Volleyball WCH European Qualification, Pool D – dzień drugi

clip_image001

Polskie zawodniczki nie dały szans reprezentantkom Łotwy, wygrywając 3:0 (25:12, 25:20, 25:11) w drugim dniu rozgrywanego w Szczyrku europejskiego turnieju kwalifikacyjnego FIVB Mistrzostw Świata U20 kobiet 2015.

Polki prezentowały się w pierwszym secie wyraźnie lepiej od rywalek, które w zasadzie zdobywały punkty wyłącznie po błędach biało-czerwonych. Uśpiło to trochę czujność reprezentantek Polski, a Łotyszki zdołały nawiązać z nimi równiejszą walkę na początku (5:5 i 7:7) oraz w końcówce drugiego seta, zakończonego jednak 25:20 dla zawodniczek trenera Popika. Większa część trzeciego seta nalezała znów zdecydowanie do Polek (25:11), dając im zwycięstwo 3:0 i kolejne 3 punkty w turnieju.

„Wyszłyśmy do gry skoncentrowane, nie nastawiając się na łatwą grę”, mówiła po meczu kapitan polskiej drużyny, Kornelia Moskwa. „Zagrałyśmy dobrze zagrywką i blokiem i pokazałyśmy, co naprawdę potrafimy w ataku. Skład był dziś rotowany, wszystkie dziewczyny zagrały na swoim poziomie. Myślę, że cała dwunastka ma szansę jutro grać, niezależnie od tego, kto będzie w pierwszej szóstce”.

Polska – Łotwa 3:0 (25:12, 25:20, 25:11)

Polska: Śmieszek (2), Bałdyga (13), Stronias (14), Pacak (3), Smarzek (1), Kazała (17), libero: Kulig oraz: Śmieszek (2), Moskwa (5), Piśla (7), Stysiak (8), Mras (11)

Łotwa: Dolotova (8), Deisa (13), Sneidere (15), Kudrova (6), Bidzane (7), Hrapane (10), libero: Jakobsone (11) oraz: Spalva (5), Zirgele (12), Svarca (14)

W drugim meczu tego dnia reprezentantki Belgii szybko i bez straty seta pokonały swoje holenderskie przeciwniczki.

Belgia – Holandia 3:0 (25:19, 25:14, 25:15)

Belgia: Van Gestel (7), Daniels (5), Goliat (1), Guilliams (6), Cools (8), Van de Vyver (10), libero: Hannaert (20) oraz Van Sas (3)

Holandia: Oude Avenhuis (16), Knijf (7), Polder (12), Vile (14), Polman (8), Lohuis (11), libero: Olde Rikkert (1) i Martheurs (2) oraz: Schuitemaker (3), Rovers (6), Oude Luttikhuis (10), Van Oosterom (13)

Jutro, w ostatnich meczach turnieju, Polki zmierzą się z Belgijkami (15:00), a reprezentacja Łotwy zagra z Holandią (17:30).

PlusLiga: Transfer Bydgoszcz – AZS Częstochowa

W pierwszym meczu w 2015 roku przed własną publicznością, ekipa Transferu Bydgoszcz zainkasowała komplet punktów pokonując AZS Częstochowa. Gospodarze wygraną przypłacili kontuzją Andrew Nally’ego.

– Mecz z Częstochową będzie wymagający. Mają w swoich szeregach przecież nowego zawodnika (Guillaume Samica – przyp. red). Musimy się na niego dobrze przygotować. Spodziewamy się ciężkiej przeprawy, pomimo iż regularnie z nimi wygrywamy – zapowiadał przed tym starciem Andrew Nally. Nic więc dziwnego, że w porównaniu z meczem pucharowym, tym razem ekipa Vitala Heynena rozpoczęła mecz w optymalnym zestawieniu, z Wojciechem Jurkiewicz i Konstantin Cupkoviciem w wyjściowej szóstce.

Spotkanie rozpoczęło się od wymiany ciosów. Goście, którzy stracili już wcześniej szansę na awans do rundy play-off, przez dłuższy czas toczyli z faworyzowanymi rywalami wyrównaną walkę, schodząc na pierwszą przerwę techniczną z zaledwie jednym punktem straty (7:8). Po powrocie na plac gry do głosu doszli gospodarze, którzy dzięki skutecznej grze blokiem i serii nieudanych akcji w wykonaniu Bartosza Janeczka uzyskali kilkupunktową przewagę (16:10). W dalszej części gry inicjatywa również należała do gości. Skuteczne ataki Jakuba Jarosza i Konstantina Cupkovicia sprawiły, że gospodarze nawet przez moment nie pozwolili gościom dojść do głosu, powiększając przewagę i pieczętując sukces po autowej zagrywce Michała Kaczyńskiego.

Druga partia dość niespodziewanie rozpoczęła się po myśli przyjezdnych. Podrażnieni porażką w inauguracyjnej odsłonie częstochowianie, od początku posiadali minimalną przewagę. Dobrze w ataku spisywali się Guillaume Samica oraz Artur Udrys, dzięki czemu na pierwszą przerwę techniczną z dwupunktową przewagą zeszli podopieczniMichała Bąkiewicza (8:6). Po powrocie na plac gry przebudzili się miejscowi, którzy po skutecznym bloku Dawida Guni i asie serwisowym Jakuba Jarosza, po raz pierwszy w drugiej partii wyszli na prowadzenie (13:12). Nie utrzymali go jednak zbyt długo, bowiem na drugą przerwę techniczną, po autowej kiwce Pawła Woickiego, w lepszych nastrojach zeszli goście (16:15). Losy partii rozstrzygnęły się dopiero w końcówce. Niestety odbyło się to w bardzo dramatycznych okolicznościach. Przy stanie 21:23, bowiem rozpędzony Andrew Nally, próbując bronić atak gości, staranował krzesełka na stanowisku dla rezerwowych i upadł na plecy. Bydgoscy kibice wstrzymali oddech na dłuższą chwilę, bowiem cała sytuacja wyglądała bardzo dramatycznie. Chwilę później, Amerykaninem zajęli się ratownicy medyczni, a na boisku pojawił Steven Marshall. Gospodarze nie zdołali jednak odrobić strat i po skutecznym ataku Bartosza Janeczka, to przyjezdni mogli cieszyć się z wygranej.

Ofiarną interwencję w obronie, Andrew Nally przypłacił kontuzją

W trzecim secie sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Początek partii należał do miejscowych, którzy objęli prowadzenie 4:2, jednak seria zagrywek w wykonaniu Samiki, pozwoliła przyjezdnym wyjść na prowadzenie 6:4. Podopieczni Vitala Heynena odpowiedzieli błyskawicznie. Udany blok i skuteczny atak Wojciecha Jurkiewicza, pozwoliły bydgoszczanom odzyskać przewagę (8:7). Po powrocie na plac gry, Transfer na dłuższą chwilę przejął inicjatywę, odskakując na trzy oczka dzięki dobrej grze w ataku Jakuba Jarosza (14:11). Ambitnie walczący goście zmniejszyli stratę jeszcze przed drugą przerwą techniczną, jednak nie zdołali postawić kropki nad „i”. Gospodarze natomiast, od stanu 20:20 przystąpili do ostatecznego natarcia. Ciężar zdobywania punktów wzięli na swoje barki Jakub Jarosz i Konstantin Cupković, dzięki czemu zespół znad Brdy odskoczył na cztery oczka (24:20). Szans na odrobienie strat pozbawił swoich kolegów Mateusz Przybyła, serwując w siatkę przy stanie 24:22.

Mimo niepowodzenia, przyjezdni nie zamierzali składać broni. Dzięki bardzo dobrej grze w ataku Bartosza Janeczka i Michała Kaczyńskiego, przyjezdni szybko objęli dwupunktowe prowadzenie (7:5). Miejscowi co prawda po pierwszej przerwie technicznej zdołali doprowadzić do remisu 8:8, jednak chwilę później gracze Michała Bąkiewicza ponownie przejęli inicjatywę, schodząc na drugą przerwę techniczną z dwoma punktami przewagi (16:14). Po niej, podopieczni Vitala Heynena się odrodzili. Pomylił się w ataku Bartosz Janeczek, uaktywnił się Konstantin Cupković i miejscowi wyszli na prowadzenie, które skutecznym zbiciu Serba z prawego skrzydła wzrosło do czterech punktów (20:16). Niesieni dopingiem kibiców miejscowi, nie oddali prowadzenia do końca meczu, pieczętującwygraną po ataku Konstantina Cupkovicia.

Transfer Bydgoszcz – AZS Częstochowa 3:1(25:15, 22:25, 25:22, 25:22)

Transfer: Jurkiewicz, Duff, Jarosz, Cupković, Woicki, Nally, Murek (libero) oraz Bonisławski (libero), Wolański, Gunia

AZS: Udrys, De Amo, Szymura, Janeczek, Samica, Przybyła, Stańczak (libero) oraz Kaczyński, Buczek, Napiórkowski

MVP: Konstantin Cupkovic

PlusLiga: Cerrad Czarni – Cuprum 1:3

clip_image001

Cerrad Czarni Radom mieli swoje szanse na doprowadzenie do tie-breaka, ale w starciu z ekipą Cuprum Lubin ugrali zaledwie seta. Tym samym nie udało im się zrewanżować za porażkę w pierwszej rundzie.

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy po skutecznym zbiciu Wojciecha Żalińskiego i ataku w taśmę Szymona Romacia prowadzili 2:0. Chwilę później atakującyCuprum Lubin zameldował się w polu serwisowym i po dwóch piekielnie mocnych zagrywkach było już 2:3. Problemy w tym elemencie mieli z kolei radomianie, którzy albo posyłali piłkę w aut, albo nie potrafili przebić się przez siatkę. Dlatego minimalna inicjatywa leżała po stronie przyjezdnych, dzięki udanym zagraniom Dmytro Paszyckiego czy Romacia Miedziowi utrzymywali dwa „oczka” przewagi. W połowie partii Wojskowi po skutecznym bloku Dirka Westphala doprowadzili do remisu po 16, a gdy w aut zaatakował Paszycki, o przerwę poprosił Gheorghe Cretu (18:17). Wojskowi długo nie cieszyli się z prowadzenia, bo zagrywający gości posyłali kolejne „bomby”. Pierwszy set zakończył się autowym atakiem Mikko Oivanena.
W drugiej partii lubinianie od razu narzucili Cerrad Czarnym swój rytm gry, po skutecznym zbiciu Ivana Borovnjaka było 3:6. Robert Prygiel szybko zdecydował się przywołać do siebie swoich podopiecznych, jednak na niewiele się to zdało, bo na pierwszą przerwę techniczną po bardzo sprytnym zagraniu Jeroena Trommela Cuprum schodziło z czteropunktowym prowadzeniem. Jednak Czarni złapali z rywalem kontakt, bo zdobyli trzy „oczka” w jednym ustawieniu, a prawdziwą „wisienką na torcie” okazał się pojedynczy blokLukasa Kampy na Borovnjaku (7:8). Już po chwili Cuprum złapało swój rytm i ponownie dzięki piekielnym serwisom wyszło aż na sześciopunktowe prowadzenie (10:16).

Wydawać by się mogło, że ta część meczu zakończy się pewnym zwycięstwem drużyny z województwa dolnośląskiego, lecz świetna dyspozycja Mikko Oivanena w ataku i w zagrywce spowodowała, że to Czarni przejęli inicjatywę. Za chwilę drugim blokiem popisał się Kampa, a rywale popełniali kolejne błędy w ataku, ciśnienia nie wytrzymał zwłaszcza Szymon Romać. Przy stanie 20:18 to Gheorghe Cretu poprosił o przerwę. Końcówka była bardzo nerwowa, bo radomianie dwukrotnie nie skończyli akcji, a za opóźnianie gry żółtą kartką ukarany został Robert Prygiel (21:20). Ostatecznie to Wojskowi mogli się cieszyć, gdy Wojciech Żaliński zatrzymał na siatce Borovnjaka.

Po dwóch setach Czarni mieli na swoim koncie 8 bloków

Trzecia odsłona przypominała premierową, obie ekipy walczyły punkt za punkt. Znów na pierwszą przewagę w lepszych nastrojach schodzili gracze Cuprum, a spora w tym zasługa Jeroena Trommela. Po drugiej stronie odpowiadał Mikko Oivanen, który był główną „armatą” gospodarzy. Na pochwałę zasługiwała również zaangażowanie Czarnych, ofiarną obronę Żalińskiego jego drużyna zamieniła w punkt. Chwilę później przyjezdni ponownie popisali się serią zagrywek nie do przyjęcia i zrobiło się 17:21. Na szczęście dla radomskich kibiców Wojskowi zniwelowali straty, w czym pomógł im Trommel, posyłając dwie piłki z rzędu w antenkę. Tym razem końcówkę lepiej wytrzymali gracze z Lubina, po ataku Romacia prowadzili już 2:1.

Kolejną część meczu źle rozpoczęli zawodnicy z województwa mazowieckiego, najpierw Dmytro Paszycki zablokował Jacka Ratajczaka, a później skończył swój atak (1:4). Ratajczak zrewanżował się za swój błąd, blokując Romacia, a Dirk Westphal popisał się skutecznym zbiciem i radomianie tracili już tylko „oczko”. Na prowadzenie wyszli po autowej zagrywce Trommela (8:7). Wszystkie problemy Czarnych wynikały ze złego przyjęcia, po asie serwisowym Ivana Borovnjaka Cuprum odskoczyło na trzy punkty (13:10). Wojskowi nie potrafili znaleźć recepty na dobrze dysponowanego rywala, choć nadzieję wlewały kolejne udane zbicia Oivanena. Podobnie jak w drugiej partii, wszystko zmieniało się jednak jak w kalejdoskopie. Przy zagrywkach Dirka Westphala dwoma punktowymi blokami popisał się Daniel Pliński (15:16), chwilę później po błędach gospodarzy inicjatywa leżała po stronie Cuprum (16:19). Długo się nie mogli cieszyć z prowadzenia, bo przez własne błędy zrobiło się po 20, a dzięki dwóm mocnym zagrywkom Wojciecha Żalińskiego jego ekipa miała dwa „oczka” przewagi. Nie utrzymali tego prowadzenia i o wyniku decydowała, tak jak we wcześniejszych częściach meczu, bardzo nerwowa końcówka. Po bloku na Dirku Westphalu Cuprum mogło cieszyć się z kompletu punktów.

Cerrad Czarni Radom – Cuprum Lubin 1:3 (21:25, 25:23, 23:25, 28:30)

Czarni: Kampa, Żaliński, Pliński, Oivanen, Westphal, Grzechnik, Kowalski (libero) oraz Kędzierski, Ratajczak, Wachnik

Cuprum: Łomacz, Borovnjak, Michalski, Romać, Trommel, Paszycki, Rusek (libero) oraz Łapszyński, Gorzkiewicz

MVP: Dmytro Paszycki

 

PlusLiga: Michał Kubiak: To co się dzieje w naszej lidze to jakaś masakra

clip_image001

– Ten, kto układał kalendarz naszej ligi, upadł na głowę – powiedział były zawodnik Jastrzębskiego Węgla, Michał Kubiak. Przyjmujący, grający obecnie w Turcji, podkreślił także, że można odnieść wrażenie, iż poziom polskiej siatkarskiej ekstraklasy się obniżył.

Tęsknisz trochę za PlusLigą, atmosferą, kibicami, ciągłym zainteresowaniem mediów, czy odpoczywasz od tego zgiełku, ciesząc się siatkówką?

Michał Kubiak: – I tak, i tak. Nie ma co ukrywać, że tutaj na trybunach nie ma ludzi i tego trochę brakuje, ale są inne rzeczy. Drużyna jest tak zbudowana, by wygrać ligę turecką i spróbować sił w Lidze Mistrzów. Rywalizacji na wysokim poziomie nam mnie brakuje, liga jest podzielona, kilka ostatnich zespołów prezentuje raczej poziom naszej pierwszej ligi, ale pierwsza czwórka solidnie gra w siatkówkę. Można się z nimi napocić. Ciężko powiedzieć, czy tęsknię. Bez wątpienia trochę odpoczywam od tego zgiełku. Chłopaki, którzy zostali w kraju, mieli dużo więcej obowiązków. Ja mam sporo wolnego czasu. Nie muszę po meczu udzielać milionów wywiadów. Nikt mnie nie prosi o autograf, bo nie ma tu ludzi w hali. (śmiech)

Śledzisz jednak wydarzenia w PlusLidze na bieżąco?

– Tak, tak. Mam dekoder Polsatu, więc jeśli tylko mogę, to oglądam mecze. Ostatnio najczęściej Jastrzębskiego Węgla.

To przez przypadek czy z sentymentu?

– Myślę, że z sentymentu. Spędziłem tam przecież trzy lata, zresztą nie tylko ja, ale też moja rodzina. Dalej mój tata tam pracuje, dlatego sentyment pozostał. Ale nie mam swoich faworytów. I w Rzeszowie mam kilku kolegów, i w Jastrzębiu, i w Kędzierzynie. W każdym klubie mam jakiegoś znajomego i każdy wkłada w to co robi maksimum umiejętności. Każdemu należałby się kawałek medalu, ale są tylko trzy. Oczywiście bardzo chciałbym, aby Jastrzębie zagrało w finale, choć przy kłopotach z kontuzjami będzie o to bardzo ciężko.

Skoro oglądasz, to widziałeś, że każdy zespół z czołówki miał trudne momenty w fazie zasadniczej. Ty też odczułeś reprezentacyjny sezon, miałeś kryzys formy?

– Każdy z nas, którzy przez całe lato pracowali w reprezentacji – zresztą nie tylko Polski – musi mieć słabszy okres. Nie jesteśmy w stanie grać na najwyższym poziomie przez cały rok. Muszą przyjść okresy gorszego grania. To normalne. Tu w Turcji jest to trochę mniej widoczne, bo nawet jak gramy trochę słabiej w Ankarze, to i tak mecze wygrywamy. Ale to co się dzieje w PlusLidze to jakaś masakra. Współczuję chłopakom w Polsce. Ten, kto układał kalendarz naszej ligi, upadł na głowę i to mocno. Trzeba dodać do tego system grania Pucharu Polski. Nie chcę nikogo obrażać, ale naprawdę jest tego trochę za dużo. Przez tak dużą liczbę spotkań także poziom nie idzie do góry. Niestety oglądając mecze w telewizji, można wręcz odnieść wrażenie, że poziom rozgrywek się obniżył. Dużo jest przeciętnych czy nawet słabych meczów. Gdańsk zrobił fajny zespół, ale jest kilka ekip, które wyraźnie odstają od reszty. Powiększyliśmy ligę do 14 zespołów i jednocześnie obniżyliśmy poziom. Zespoły, które są dołączane, nie idą bić się o medale, robią tylko trochę zamieszania, ale nigdy nie zagrożą najlepszej czwórce czy piątce.

To ile zespołów twoim zdaniem powinno rywalizować w Pluslidze?

– Powiększenie do 12 zespołów jeszcze się broniło. Patrząc jednak na kolejny sezon reprezentacyjny, potencjalni kadrowicze łapią się chyba za głowę. Przecież od maja do końca października są turnieje reprezentacyjne. Kadra jest najważniejsza – OK. Wszyscy kochamy ten sport, ale chyba pomału ktoś zaczyna przesadzać. Najzwyczajniej jest tego za dużo. Ktoś może powiedzieć, że w NBA drużyny grają po 80 spotkań. Pamiętajmy jednak, że tam nie przemieszczają się po kilkanaście godzin autokarami po Polsce, tylko latają w biznes klasie. To są inne realia i nie można tego porównywać.

PlusLiga: Jeroen Trommel – musimy być przygotowani na trudny i długi mecz

clip_image001

– Musimy trzymać się razem, zagrać dobrze jako zespół i walczyć z nimi naszymi najmocniejszymi elementami, wśród których jest również nasza zagrywka – mówi przed sobotnim spotkaniem w Radomiu przyjmujący Cuprum Lubin, Jeroen Trommel.

Czarni Radom w plusligowej tabeli zajmują 8. lokatę. Tym ważniejsze będzie sobotnie spotkanie, ponieważ to tylko dwa miejsca różnicy w porównaniu do lubinian, którzy plasują się obecnie na 6. pozycji. W pierwszym spotkaniu rozegranym między tymi drużynami lepsi byli podopieczni Gheorghe’a Cretu, którzy zwyciężyli 3:1. Radomianie jednak w lidze spisują się bardzo dobrze i ostatnio odnieśli pewne zwycięstwo nad ekipą z Bielska-Białej. – Ekipa z Radomia dysponuje bardzo dobrą zagrywką, szczególnie we własnej hali, w której czuje się bardzo komfortowo. Myślę, że rywale będą starać się dobrze zagrywać i utrzymać nasze przyjęcie jak najdalej od siatki – mówi przed jutrzejszym pojedynkiem przyjmujący Cuprum Lubin, Jeroen Trommel. – Moim zdaniem dla nas najtrudniejsze będzie odpowiednie skupienie się i utrzymanie koncentracji. W radomskiej hali jest głośno, a ich zespół na pewno będzie chciał podjąć ryzyko. Musimy trzymać się razem, zagrać dobrze jako zespół i walczyć z nimi naszymi najmocniejszymi elementami, wśród których jest również nasza zagrywka – kontynuuje Holender.

W trzech ostatnich ligowych spotkaniach Cuprum Lubin nie straciło nawet seta i pokonało kolejno ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, Indykpol AZS Olsztyn i AZS Politechnikę Warszawską. Pasmo zwycięstw przerwała dopiero pucharowa porażka z PGE Skrą Bełchatów. Mimo przegranej zawodnicy z Lubina zagrali bardzo dobre spotkanie i wywierali sporą presję na obecnych mistrzów Polski. Teraz więc czeka ich pojedynek z przeciwnikiem, który „na papierze” jest niżej notowany. – Nie będzie to łatwe spotkanie. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie, że może być dla nas trudniejsze niż to pucharowe. Jeśli gra się przeciwko bardzo dobrym ekipom, to jest z tym związana zdecydowanie mniejsza presja. W przypadku ekipy z Radomia to my jesteśmy wyżej notowanym zespołem, co wpływa na większy stres – mówi Jeroen Trommel. – Dodatkowo nasz zespół nigdy nie gra łatwych spotkań. Może czasami to tak wygląda, ale my naprawdę musimy być bardzo dobrze przygotowani przed każdym meczem i walczyć. W Radomiu do tego wszystkiego jest mała hala z wieloma kibicami, którzy będą przeciwko nam. Zespół Czarnych to grupa bardzo dobrych zawodników, więc musimy być przygotowani na trudny i długi mecz – dodaje lubiński przyjmujący.

Siatkarze trenera Cretu w dobrych nastrojach wyruszyli do Radomia. Szykuje się solidną porcję siatkówki i walki, ponieważ ich dobre występy w lidze powodują, że mało kto traktuje Cuprum Lubin jak typowego beniaminka. – Myślę, że nasze dobre występy w jakiś sposób nas naznaczyły. Jako zespół jesteśmy rodzajem ligowej niespodzianki w tym sezonie i obecnie zespoły przeciwne zdecydowanie inaczej szykują się na mecze z nami i chcą odebrać nam punkty. Poniekąd tworzy to dla nas dodatkową presję – mówi Jeroen Trommel. – Chodzi mi o to, że faktycznie gramy dobrze i ze względu na to są wobec nas trochę wyższe oczekiwania. Myślę jednak, że wychodzi nam to na dobre, bo jest to efekt naszej ciężkiej pracy i dobrych występów. Dodatkowo uczy to nas wszystkich grać pod presją, co jest kolejnym krokiem na drodze do stawania się lepszym zespołem – kończy przyjmujący.

FIVB: Giovanni Guidetti nie jest już trenerem niemieckich siatkarek

clip_image001

Giovanni Guidetti nie jest już trenerem reprezentacji Niemiec w siatkówce kobiet – poinformowały władze federacji tego kraju.

Według szefa Niemieckiego Związku Siatkówki (DVV) Thomasa Krone taka decyzja została podjęta w związku z pracą włoskiego szkoleniowca z tureckim klubem Vakifbank. Giovanni Guidetti prowadził narodowy zespół Niemiec od 2006 roku. W tym czasie siatkarki tego kraju zdobyły dwa wicemistrzostwa Europy. Ostatni mundial nie był udany dla reprezentacji tego kraju.
– Rozmawialiśmy o tym jeszcze latem i teraz mogę powiedzieć oficjalnie. Giovanni Guidetti nie jest trenerem reprezentacji kobiet naszego kraju – powiedział Thomas Krone. – W kadrze odbywa się zmiana pokoleniowa. To wymaga intensywnej pracy. Giovanni nie jest w stanie wykonywać wszystkich zadań, gdy pracuje w Vakifbanku. Dziękujemy mu za wieloletnią, efektywną pracę – powiedział.