CEV: Unendo Yamamay Busto Arsizio w Final Four Ligi Mistrzyń

clip_image001

Dynamo Moskwa przegrało z Unendo Yamamay Busto Arsizio 0:3 (23:25, 19:25, 26:28) w rewanżowym meczu II rundy play off Ligi Mistrzyń. Jedną z wyróżniających się zawodniczek wśród triumfatorek była reprezentantka Polski Joanna Wołosz. Pierwsze spotkanie wygrała włoska drużyna 3:0 i ona awansowała do turnieju Final Four w Szczecinie 4-5 kwietnia. Udział w zawodach ma zapewniony gospodarz Chemik Police.
– Pierwszego seta trzeba było wygrać. Po porażce opadły u nas ręce. To nas oczywiście nie usprawiedliwia. Mocno nastawiałyśmy się na walkę i widowcznie zabrakło jakichś moralnych sił po przykrej porażce w pierwszym meczu –  powiedziała kapitan Dynama, Wiera Wietrowa.
W drugim meczu II rundy play off Fenerbahce Grundig Stambuł pokonało VakifBank Stambuł 3:2 (25:20, 25:20, 21:25, 15:25, 15:12). Pierwsze spotkanie wygrał zespół dzisiaj pokonany 3:1 i on zagra w Szczecinie.
Dużo walki było w meczu Volero Zurych – Eczacibasi VitrA Stambuł 3:1 (25:23, 24:26, 29:27, 25:19), złoty set: 12:15.
Turniej Final Four Ligi Mistrzyń rozegrany zostanie w Szczecinie  4-5 kwietnia w nowej hali Azoty Arena. W półfinałach Chemik Police (gospodarz) zmierzy się z Unendo Yamamay Busto Arsizio, a Eczacibasi VitrA z VakifBankem.

Autor/Źródło: EA

PZPS: Maja Tokarska: są dwa medale mistrzostw kraju, a nie ma Pucharu Polski

clip_image001

Katarzyna Wirkowska: PGE Atom Trefl grał w finale Pucharu Polski dwukrotnie, ale ostatecznie ani razu po niego nie sięgnął. Ta myśl raczej was motywuje, czy może działa jak swego rodzaju „klątwa”?
Maja Tokarska: Może odpowiem tak: do trzech razy sztuka. (uśmiech) Tak naprawdę w szatni Iza [Bełcik] trochę narzeka, że wszystko wygrała, tylko nie wygrała Pucharu Polski. Była już tyle razy w finale, ale ta sztuka się nie powiodła i mówi, że może nigdy nie będzie jej to dane, mimo że było już naprawdę bardzo, bardzo blisko. Dlatego sądzę, że chciałybyśmy też wygrać dla niej. Dla siebie oczywiście też, ale dużą rolę ma w tym nasza kapitan. Poza tym byłoby to szczególne trofeum, bo w klubie jeszcze go nie mamy. Są dwa złote medale mistrzostw Polski, ale tego nie ma, a w takim układzie byłoby to coś wielkiego i fajnego, gdyby nam się to w tym roku udało.
– Przygotowania do Pucharu Polski zbiegły się nieco z przygotowaniami do meczu ze Ştiinţą Bacău. Taka sytuacja przekłada się na przygotowanie do tych spotkań?
– Musimy być przygotowane do tego, że mamy dwa mecze w tygodniu, a przecież nie jesteśmy jedyną drużyną, która ma taki właśnie tryb przygotowań. To nie jest problem. Musimy wygrać tu, a później w Kędzierzynie-Koźlu. To nie przeszkoda, to całkowicie normalna sytuacja.
– Czyli nie byłyście zdekoncentrowane przed meczem z Rumunkami myślą o tym, że już w sobotę kolejne szalenie ważne spotkanie.
– Cały ten sezon mamy tak, że myślimy tylko o najbliższym spotkaniu. Często czy ja, czy dziewczyny wspominamy właśnie o tym i tak też jest. Do wtorkowego wieczoru w głowach była tylko Ştiinţa, a od wtorkowej nocy są już tylko Budowlani.
– Faworytkami do triumfu w Pucharze Polski są siatkarki Chemika Police. Uważasz, że można wykorzystać jakoś fakt, że policzanki przygotowują się w tej chwili dość mocno do turnieju Final Four Ligi Mistrzyń? Powinny być na nieco innym etapie przygotowań.
– Na pewno warto zaznaczyć, że w Pucharze Polski zdarzają się niespodzianki. Nierzadko jest tak, że faworyci wcale po to trofeum nie sięgają. Rok temu Chemik faktycznie triumfował w tym turnieju, ale różne wyniki tutaj padają. Spójrzmy chociażby na Budowlanych – awansowali do półfinału i zmierzą się z nami, chociaż murowanym faworytem tego meczu był przecież Polski Cukier Muszyna. To jest właśnie to – jest jeden mecz, nie ma żadnego marginesu błędu i mogą dziać się różne rzeczy…
– Patrząc na nasz zespół na początku sezonu i na to, co się dzieje teraz można odnieść wrażenie, że wasza praca przynosi oczekiwane efekty. Trener faktycznie jest tak wymagający? Bardzo zmieniłyście się jako zespół na przestrzeni tych 22 kolejek rundy zasadniczej ORLEN Ligi.
– Tak, trener jest wymagający, ale to dobrze. Od początku wyznaczył nam jasne zasady i reguły, których się trzymamy. Odkąd pracujemy razem nie można było robić niektórych rzeczy, np. rozmawiać podczas rozgrzewki, ale teraz widzimy, że daje to efekt. Trenujemy bardzo dobrze, a na treningu nie ma ani chwili, aby się rozprężyć i nie zrobić czegoś na 100%, bo od razu jest to zauważone. Wiemy, że cały czas trener przygląda nam się czujnym okiem i musimy dać z siebie nawet nie 100, ale 120%. Myślę, że to jest bardzo dobre.

Autor/Źródło: Katarzyna Wirkowska

PPK: Waldemar Wspaniały: to może być jeden z najlepszych finałów

clip_image001

W sobotę i niedzielę w Kędzierzynie-Koźlu z udziałem Chemika Police, PGE Atomu Trefla Sopot, Impela Wrocław i Budowlanych Łódź rozegrany zostanie finał Pucharu Polski. – To może być jeden z najlepszych turniejów w historii tej imprezy – uważa były trener męskiej reprezentacji Waldemar Wspaniały.

– W akcji zobaczymy wiele znakomitych zawodniczek, byłych i obecnych reprezentantek Polski oraz innych krajów. Uczestniczące zespoły gwarantują wysoki poziom sportowy rywalizacji oraz wiele emocji – dodaje Waldemar Wspaniały.
Kędzierzyn-Koźke kojarzy się z męską siatkówką, a dzieje tak m.in. za sprawą Waldemara Wspaniałego, który przez kilka lat pracował z miejscowym Mostostalem-Azotami, który uważany jest za jeden z najlepszych klubów w męskiej siatkówce w historii tej dyscypliny sportu w naszym kaju. Na początku 21. wieku należał do czołówki w Europie, grał w turniejach final four europejskich pucharów.
– Tradycja siatkarska w Kędzierzynie-Koźlu sięga wielu lat. Publiczność jest rozkochana w siatkówce, a fani na mecze przyjeżdżają z różnych stron województwa opolskiego – dodaje Waldemar Wspaniały.
Były trener meskiej reprezentacji i Mostostalu Azotów nie ukrywa, że jego wsponienia z Kędzierzynem-Koźle są bardzo pozytywne. – Jest to miła przeszłość i cieszę się, że przez najbliższy weekend to miasto stanie się stolicą polskiej siatkówki – dodaje Waldemar Wspaniały.
Wszyscy z wielkim entuzjazmem oczekują na pierwszy gwizdek sędziego w turnieju finałowym Pucharu Polski kobiet. Kibice mogą liczyć nie tylko na walkę o każdy punkt, ale również na piękne widowisko. Początek turnieju w najbliższą sobotę o godzinie 14.45.
I półfinał sobota Chemik Police – Impel Wrocław (14.45)
II półfinał sobora PGE Atom Trefl Sopot – Budowlani Łódź (17.30)

CEV: Miguel Falasca: jestem dumny z mojego zespołu

clip_image001

PGE Skra Bełchatów w środę zapewniła sobie awans do Final Four Ligi Mistrzów. W drugim meczu II fazy play off bełchatowianie pokonali Sir Safety Perugię 3:1. – Jestem dumny z mojego zespołu – powiedział Miguel Falasca, trener mistrza Polski.

PGE Skra początku rewanżowego meczu II fazy Ligi Mistrzów nie mogła zaliczyć do udanego, bowiem włoski zespół od pierwszych minut dyktował warunki gry. Sir Safety premierową odsłonę meczu wygrała do 16. Na szczęście od połowy drugiej partii role się odwróciły i to gospodarze zaczęli kontrolować grę.
– To był chyba jeden z najgorszych występów w tym sezonie. Na szczęście udało się nam wygrać jeden z najważniejszych meczów w historii naszego klubu. Jestem dumny z mojego zespołu – powiedział po meczu Miguel Falasca, trener PGE Skry Bełchatów.
Przełomowym momentem w grze bełchatowskiej Skry okazało się wejść Michała Winiarskiego na parkiet przy stanie 8:15 dla gości. Polski przyjmujący uspokoił przyjęcie i bezapelacyjnie pociągnął drużynę do zwycięstwa.
– To był najważniejszy moment w całym meczu. Stanęliśmy w miejscu i nie mogliśmy zaatakować w odpowiedni sposób. Skra broniła doskonale i utrzymywała wysoki poziom skuteczności w ataku – wyznał Nikola Grbić, szkoleniowiec Sir Safety Perugii.
I dodał na koniec – Michał Winiarski był kontuzjowany w ostatnich trzech tygodniach. Jednak widać było jak jego obecność wpływa na drużynę na boisku. On w każdej chwili jest gotowy wejść na parkiet i gra przy tym bezbłędnie. Michał jest po prostu prawdziwym mistrzem.

CEV: Asseco Resovia w Final Four LM

clip_image001

Asseco Resovia Rzeszów przegrała z Lokomotiwem Nowosybirsk 2:3 (20:25, 25:19, 25:22, 19:25, 15:17) w rewanżowym meczu II rundy play off Ligi Mistrzów. Pierwsze spotkanie wygrał polski zespół 3:1. Jest to historyczny dzień polskiej siatkówki. Dwie drużyny zagrają w turnieju Final Four.

Przed tym spotkaniem w turnieju Final Four pozostała jedna niewiadoma. Prawo gry w Berlinie mieli już Berlin Recycling Volleys (gospodarz), PGE Skra Bełchatów i Zenit Kazań.
Gospodarze słabo zagrali w pierwszym secie. Popełnili dużo błędów. Jednak przełamali chwile słabości i w dwóch następnych setach zagrali tak jak w pierwszym spotkaniu w Nowosybirsku. Świetne momenty miał Nikołaj Penczew. Dobrze funkcjonowały środki, skuteczny był atak.
– Asseco Resovia w przekroju dwóch spotkań pokazała, że jest zespołem najwyższej międzynarodowej klasy – powiedział mistrz olimpijski i świata, Tomasz Wójtowicz.
– Cieszymy się, że polska siatkówka rośnie w siłę – powiedział libero gospodarzy, Krzysztof Ignaczak. – Po raz pierwszy w historii dwa polskie kluby zagrają w turnieju Final Four Ligi Mistrzów.
Asseco: Piotr Nowakowski (10), Marco Ivović (10), Jochen Schops (10), Fabian Drzyzga, Russell Holmes (6), Nikołaj Penczew (16), Krzysztof Ignaczak (L) oraz Lukas Tichaczek (1), Dawid Konarski (4), Rafał Buszek (11), Dawid Dryja (2);
Lokomotiw: Lukas Divis (13), Artem Wolwicz (6), Denis Zemczenok (14), Aleksander Butko (4), Aleksander Abrosimow (2), Oreol Camejo (14), Valentin Gołubiew (L) oraz David Lee (7), Pavel Moroz (9), Stanislav Eremin (5), Valery Komorow, Oleg Samsonyczew (2).

CEV: Awans ZAKSY

clip_image001

CAI Teruel przegrał z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle 1:3 (23:25, 26:28, 28:26, 23:25) w rewanżowym meczu rundy challenge Pucharu CEV. Pierwsze spotkanie wygrał polski zespół 3:0 i znalazł się w czołowej czwórce drużyn

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle bardzo dobrze rozpocząła premierową odsłonę mecz. Przed drugą przerwą techniczną podopieczni Sebastiana Świderskiego wyszli na trzypunktowe prowadzenie (16:13). Po wznowieniu gry zespół gospodarzy, dzięki skutecznej obronie i kontratakowi zdołał doprowadzić do remisu (16:16). Kiedy w końcówce wydawało się, że polski zespół w pełni kontroluje grę (24:21), zawodnicy z Teruel zniwelowali stratę do jednego oczka (23:24). Na szczęście w decydującej akcji pierwszego seta, skutecznym atakiem popisali się kędzierzynianie i zwyciężyli do (25:23).
Druga partia środowego spotkania była bardzoej wyrównana. Żadnej z drużyn nie udało się wypracować bezpiecznej przewagi punktowej. Ostatecznie zaciętą końcówkę graną na przewagi na swoją korzyść rozstrzygnęli zawodnicy z Kędzierzyna-Koźla (28:26).
W kolejnej partii od pierwszej piłki warunki gry dyktowali zawodnicy CAI Teruel, którzy już na początku wypracowali sobie kilka punktów przewagi (11:7). Polski zespół jednak nie złożył broni i w końcówce doprowadzi do remisu (22:22). Od tego momentu grał toczyła się punkt za punkt. Ostatecznie dwa punkty na wagę zwycięstwa w tym fragmencie meczu zdobyli hiszpańscy siatakrze (28:26).
W czwartej partii było również dużo walki. Goście odnieśli zasłużone zwycięstwo.
CAI: Danijel Galic (3), Marc Altoya (9), Victor Manuel Mera Viviana (12), Juan Carlos Sanroman Barcala (22), Dmytro Mishchuk (6), Jose Francisco Ruiz (13), Oskar Capel Rodriguez (L) oraz Maximo Torcello(4), Jose Henry Rojas (2), Danian Jesus Chourio;
ZAKSA: Nimir Abdel-Aziz (5), Dominik Witczak (12), Krzysztof Rejno (14), Lukas Loh (8), Łukasz Wiśniewski (3), Dick Kooy (6), Paweł Zatorski (L) oraz Wojciech Kaźmierczak (3), Kay Van Dijk (15).

PZPS: Znamy gospodarzy i grupy półfinałów MP kadetów

clip_image001

Dzisiaj w siedzibie Polskiego Związku Piłki Siatkowej odbyło się losowanie grup półfinałowych mistrzostw Polski kadetów. Gospodarzami turniejów będą Trefl Gdańsk, Jastrzębski Węgiel, MUKS MOS Wola Warszawa oraz AZS V LO Rzeszów.

W losowaniu udział wzięli Prezes PZPS Paweł Papke, Sekretarz Generalny PZPS Andrzej Lemek, Członek Prezydium Witold Roman, Przewodniczący Wydziału ds. Młodzieży Waldemar Sagan oraz przedstawiciele klubów.

Grupa A

1. Trefl Gdańsk

2. Amber Kalisz

3. MKS Maraton Świnoujście

4. UKS Tempo-25 Olsztyn

Grupa B

1. Jastrzębski Węgiel

2. Dunajec Nowy Sącz

3. AZS PWSZ Nysa

4. Joker Piła

Grupa C

1. MUKS MOS Wola Warszawa

2. UMKS Kęczanin Kęty

3. Czarni Radom

4. Chemik Bydgoszcz

Grupa D

1. AKS V LO Rzeszów

2. AZS UWM Olsztyn

3. MKS MDK Warszawa

4. KS Gwardia Wrocław

Półfinały zostaną rozegrane od 24 do 26 kwietnia

PZPS: Znamy gospodarzy i grupy półfinałów MP kadetek

clip_image001

Dzisiaj w siedzibie Polskiego Związku Piłki Siatkowej odbyło się losowanie grup półfinałowych mistrzostw Polski kadetek. Gospodarzami turniejów będą LTS Legionovia Legionowo, KS Pałac Bydgoszcz, Impel Gwardia Wrocław, UKS ZSMS Poznań.

W losowaniu udział wzięli Prezes PZPS Paweł Papke, Sekretarz Generalny PZPS Andrzej Lemek, Członek Prezydium Witold Roman, Przewodniczący Wydziału ds. Młodzieży Waldemar Sagan oraz przedstawiciele klubów.

Grupa A

1. LTS Legionovia Legionowo

2. Sparta Warszawa

3. UKS Jedynka Kluczbork

4. UKS Orzeł Malbork

Grupa B

1. KS Pałac Bydgoszcz

2. MKS Zrwy Volley Iława

3. MOSiR Stalowa Wola

4. MKS Dąbrowa Górnicza

Grupa C

1. Impel Gwardia Wrocław

2. UKS Libero Starogard Gdański

3.UMKS MOS Wola

4. BKS Aluprof Bielsko-Biała

Grupa D

1. UKS ZSMS Poznań

2. UKS Szóstka Mielec

3. KS Developres V LO Rzeszów

4. MKS Truso Elbląg

Półfinały zostaną rozegrane od 24 do 26 kwietnia.

FIVB: Lloy Ball

clip_image001

– Codziennie myślę o dniu, w którym zakończyłem karierę. Urodziłem się po to, aby zostać siatkarzem – to słowa jednego z najbardziej utytułowanych rozgrywających wszech czasów. Lloy Ball w rozmowie wspominał swoją siatkarską karierę, opowiadał o swoich obecnych zajęciach, komentował bieżące wydarzenia, a także snuł plany swojej trenerskiej przyszłości.

plusliga.pl: Czy może Pan opowiedzieć o tym jak wygląda pańskie życie po zakończeniu kariery sportowej?
Lloy Ball: Od czasu przejścia na sportową emeryturę paradoksalnie jestem bardzo zajęty. Uruchomiłem siatkarski klub dla 300 dzieci. Jestem trenerem zespołu futbolowego mojego syna i siatkarskiej drużyny mojej córki. Pomagam mojemu ojcu, Arniemu Ballowi prowadzić jego uniwersytecki klub, IPFW. Mam także mały biznes metalowy i jestem jednym z wolontariuszy w lokalnym programie czytania dla dzieci. Nie zrezygnowałem do końca z grania w siatkówkę, występuję w półprofesjonalnej drużynie w rozgrywkach amerykańskiej pro ligi – PVL. Moja drużyna nazywa się Team Pineapple. Gram tam razem z zawodnikami, którzy reprezentowali kiedyś mój uniwersytet i kilkoma profesjonalnymi siatkarzami.
– Osoby śledzące Pana na Twitterze mogą kojarzyć nazwę Team Pineapple. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na temat tego projektu?
– Team Pinapple to nazwa mojej linii odzieżowej, klubu siatkarskiego juniorów, zespołu występującego w ramach PVL a także obozów, które organizuję.
– W tej chwili szkoli Pan młodzież. Czy może Pan sobie wyobrazić siebie jako zawodowego trenera? Jeśli tak jakim trenerem byłby Lloy Ball – impulsywnym jak Rezende, spokojnym jak Alekno, czy może przyjacielskim jak Anastasi?
– Kiedy moje dzieci nieco podrosną możliwe, że zostanę zawodowym trenerem. Moja żona z wielką chęcią wróciłaby do Europy. Jako szkoleniowiec byłbym kombinacją wszystkich trenerów dla których grałem w swojej karierze. Miałbym wiele energii i pasji jak Hugh McCutchen, byłbym najlepiej przygotowanym trenerem jak Doug Beal. Prowadziłbym mądrze swój zespół jak Władimir Alekno i wymagałbym wykorzystywania w 100% każdej nadarzającej się sytuacji jak mój ojciec, Arnie Ball.
– Kiedy pański ojciec trenował zespół, w którym Pan występował? Jaki był dla Pana jako szkoleniowiec?
– Mój ojciec był trenerem mojego zespołu uniwersyteckiego, broniłem jego barw w latach 1990-1994. To on mnie nauczył, że muszę dawać z siebie 100% na każdym treningu, meczu, siłowni i wszystkich innych zajęciach. Trzymałem się tej reguły zarówno w życiu prywatnym jak i sporcie. To właśnie dzięki niemu grałem z tak wielką pasją.
– Czy trenując swoje dzieci jest Pan podobny do swojego ojca?
– Jako trener jestem taki sam jak mój ojciec i to zarówno kiedy trenuję swoje dzieci, jak i inne. Jestem surowy, ale sprawiedliwy. Zawsze będę wymagał wyłącznie najlepszych osiągnięć. Będę krzyczał i wrzeszczał jeśli moi zawodnicy nie będą do tego dążyć, ale kiedy dadzą z siebie wszystko będę chwalił i gratulował.
– Jeśli zacznie Pan zawodową karierę trenerską to w jakim kraju chciałby Pan prowadzić zespół?
– Chciałbym zacząć pracę w kraju, w którym dobrzy, młodzi zawodnicy potrzebują wiedzy o siatkówce i kogoś kto wskaże im drogę do tego, aby osiągać najwyższe cele. Myślę, że dobrym miejscem na rozpoczęcie trenerskiej kariery byłaby Polska, Włochy, Grecja, Rosja lub Hiszpania. Wydaje mi się, że wśród tych krajów faworyzowałbym Włochy, ponieważ mieszka tam i pracuje wielu wspaniałych trenerów od których mógłbym się sporo nauczyć.
– Matthew Anderson wrócił do Kazania po tym jak miał pewne kłopoty ze sobą. Czy to może być związane z tym, że liga rosyjska jest tylko dla zawodników silnych nie tylko fizycznie, ale też psychicznie? Czy po takim powrocie Matt może się stać silniejszym zawodnikiem?
– Bardzo lubię Matta Andersona, to niesamowicie utalentowany siatkarz. Mimo wszystko nie zgadzam się z jego decyzją o opuszczeniu Kazania. Klub poświęca zawodnikom wiele energii, czasu i pieniędzy. Uważam, że my jako zawodnicy jesteśmy winni to samo klubowi. Ja kochałem Rosję. Życie w Rosji, Polsce, Grecji czy gdziekolwiek indziej poza granicami USA jest trudne. Zawodnicy muszą przyjąć te warunki i zmagać się z problemami. Trzeba spróbować dopasować się do nowej kultury. Nie wiem czy ten powrót w jakiś sposób umocni Matta, to zweryfikuje czas.
– Zespół z Kazania zdecydował się także na zmiany na rozegraniu. Benjamin Toniutti zakończył swoją krótką przygodę z Zenitem, ponieważ w klubie pojawił się Maruf. Jak ocenia Pan potencjał tych dwóch siatkarzy?
– Myślę, że obaj są dobrymi rozgrywającymi, jednak zbyt niskimi. Nie znam ich osobiście, więc nie mogę zbyt wiele powiedzieć na ich temat. Wiem jednak, że rozgrywający musi być silny psychicznie aby grać w Kazaniu. Oni wymagają najlepszych wyników i nie będą się zadowalać niczym innym. Dlatego właśnie tak kochałem to miejsce.
– Wiele ciepłych słów wysyła Pan w kierunku Kazania. Czy jest to miejsce, z którym ma Pan najlepsze wspomnienia z czasów sportowej kariery?
– Tak, Kazań był moim ulubionym klubem, już tłumaczę dlaczego. Zenit był bardzo zbliżony do zespołów z NBA czy NFL pod względem organizacji. Wszystko było z najwyższej półki – sale sportowe, trenerzy, prezesi, stroje, podróże hotele… To wszystko łączyło się z bardzo wysokimi oczekiwaniami. Niektórzy zawodnicy tego nie lubią, nie chcą grać z tym stresem i presją wyniku, ale ja to uwielbiałem. Wiedziałem, że porażka nie jest akceptowalna, że musimy wygrać trofeum co roku. To spowodowało, że grałem najlepszą siatkówkę jaką mogłem. Wygrałem 8 pucharów przez 5 lat spędzonych w Kazaniu i to był najlepszy okres w całej mojej karierze! Poza tym poznałem Rosjan, którzy byli dla mnie bardzo mili i doceniali moje wysiłki. Mogłem grać ze wspaniałymi zawodnikami takimi jak: Tetiuchin, Kazakow, Bogomołow, Apalikow, Jegorczew… i jestem szczęśliwcem, który może nazwać ich swoimi przyjaciółmi.
– Śledząc pańskiego twittera wiem, że obserwuje pan poczynania reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Co Pan sądzi o potencjale całego zespołu i ich nowym rozgrywającym – Micah Christiansenie? Sprawia wrażenie utalentowanego siatkarza, jednak jest też nieco nieśmiały, nie wydaje się urodzonym przywódcą jak Pan…
– Uważam, że zespół jest w tej chwili bardzo silny. Jedyne czego im brakuje to zawodnika lub dwóch, którzy przejęliby kontrolę nad biegiem wydarzeń, kiedy drużyna jest w trudnej sytuacji. To jest coś czego mogą i powinni się nauczyć. Micah jest świetnym, młodym rozgrywającym, bardzo mu kibicuję i mam nadzieję, że jego kariera rozwinie się w dobrym kierunku. Widzę go jako zawodnika, który przez następne 10 lat będzie prowadził kadrę do kolejnych zwycięstw.
– W pewnym momencie swojego życia musiał Pan wybrać między trenowaniem siatkówki a grą w koszykówkę. Czy zastanawiał się Pan kiedyś jak potoczyłoby się pańskie życie gdyby wybór padł na ten drugi ze sportów?
– Wydaje mi się, że to by niczego nie zmieniło, niezależnie od tego który ze sportów bym wybrał, moje życie i tak byłoby wspaniałe.
– Większość swojej kariery spędził Pan w Europie, czy po powrocie do domu jest Pan rozpoznawalną osobą?
– Właściwie nikt spoza świata siatkówki i mojego rodzinnego miasta nie wie kim jestem. Uważam, że to dobrze i podoba mi się to jakie jest teraz moje życie.
– Czy odejście na sportową emeryturę było dla Pana trudną decyzją?
– Codziennie myślę o dniu, w którym zakończyłem karierę. Tęsknię za tym i zawsze będę. Urodziłem się po to, aby zostać siatkarzem. Kochałem każdy dzień swojego życia jako rozgrywającego – każdy trening na siłowni i w hali, każdą odprawę taktyczną, każdy mecz! Kochałem grać przy trybunach pełnych ludzi. Kochałem dostarczać im rozrywkę.
– Kiedy był Pan siatkarzem wiązało się to z ciągłym podróżowaniem. Czy jest to coś czego teraz Panu brakuje?
– Jeśli chodzi o podróżowanie to nie tęsknie za tym. Kiedy stawałem się coraz starszy moje ciało nieco gorzej znosiło długie podróże samolotami czy pociągami, coraz trudniej było mi się zregenerować. Poza tym, ciągle wyjeżdżając bardzo tęskniłem za swoimi dziećmi…
– Czy żałuje Pan, że nie dane było zagrać Panu w którejś z lig lub u boku któregoś z zawodników?
– Miałem to szczęście, że dane było mi zagrać z najlepszymi siatkarzami na świecie. Jeśli chodzi o ligi to, mogłem jeszcze odwiedzić polską ekstraklasę ze względu na wspaniałą atmosferę jaka panuje w tym kraju wokół siatkówki i w Hiszpanii ze względu na to, że bardzo odpowiadałaby mi tamtejsza pogoda.

/autor: Cezary Makarewicz/

PlusLiga: Ogromne zainteresowanie meczem LOTOS Trefl – PGE Skra

clip_image001

Siatkarze LOTOSU Trefla Gdańsk do półfinału PlusLigi zakwalifikowali się po raz pierwszy w historii. Ich rywalem w meczach o finał jest najbardziej utytułowana drużyna ostatnich lat w krajowej siatkówce, PGE Skra Bełchatów. Choć zdecydowanym faworytem w tej parze są mistrzowie Polski, to podopieczni Andrei Anastasiego w pierwszym spotkaniu postarali się o niespodziankę i wygrali na wyjeździe 3:2. W serii toczącej się do trzech zwycięstw prowadzą 1:0, a drugi mecz rozegrają 14 marca o godz. 20.00 w ERGO ARENIE.
Bilety na to spotkanie do sprzedaży trafiły w piątek wieczorem, ale przez pierwszą dobę kupować je mogli tylko posiadacze całosezonowych abonamentów. Otwarta sprzedaż rozpoczęła się w sobotę o godz. 18.00, tuż po zakończeniu zwycięskiego pojedynku w Bełchatowie. Zainteresowanie wejściówkami było tak duże, że na kilkanaście minut padły serwery systemu biletowego. Awarię udało się szybko naprawić i dalsza sprzedaż odbywała się już bez zakłóceń. Do poniedziałkowego poranka sprzedało się ponad pięć tysięcy biletów.
Jak zwykle najszybciej rozeszły się wejściówki w sektorach w centralnych częściach prostych. Obecnie na pierwszej i trzeciej kondygnacji miejsca dostępne są już tylko na łukach. Rekordowo szybko, bo już w drugiej dobie sprzedaży otwarto jedną z prostych na piątym piętrze. Pozostałe bilety na tym poziomie trafią do sprzedaży, kiedy wyczerpywać się będą dotychczas udostępnione zasoby.
Rekord frekwencji na ligowym meczu w ERGO ARENIE, ustanowiony podczas meczu LOTOSU Trefla z PGE Skrą w sezonie zasadniczym, wynosi 10 635 widzów. Sobotnie spotkanie półfinałowe obserwować będzie mogło około 11 tysięcy widzów. Klub pracuje nad możliwością dostawienia dodatkowych miejsc i powiększenia pojemności obiektu.
Mecz LOTOS Trefl Gdańsk – PGE Skra Bełchatów odbędzie się w sobotę, 14 marca, o godz. 20.00 w ERGO ARENIE. W sprzedaży pozostają ulgowe wejściówki w cenie 15 i 20 zł oraz normalne w cenie 25 i 30 zł. Posiadaczom karnetów na sezon zasadniczy od tych cen przysługuje dodatkowo 30 proc. zniżki. Bilety można za pośrednictwem strony www.trefl.kupbilety.pl, w kasach ERGO ARENY, w Sklepie Koszykarza, na stoisku Toys4Boys w Galerii Bałtyckiej, w Hotelu Haffner i siedzibie Stowarzyszenia Turystycznego Sopot, a na wybrane sektory także na terenie całego kraju w punktach sieci Empik, Media Markt, Media Expert i Saturn.
Trzeci mecz LOTOSU Trefla z PGE Skrą rozegrany zostanie w środę, 18 marca, w Bełchatowie, zaś ewentualne czwarte spotkanie w ERGO ARENIE zaplanowano na niedzielę, 22 marca.